Polskie tango w Paryżu
"Trans" Manueli Gretkowskiej broni się tylko jako powieść o uwikłaniu w toksyczny związek
Artysta też może być mizoginem i mizantropem - tyle mniej więcej zwykły śmiertelnik był w stanie wynieść z głośnej afery wokół "Nocnika" Andrzeja Żuławskiego. Tylko prymusi potrafią wymienić płynnie wszystkie zarzuty stawiane książce oraz nazwiska aktorek mniej lub bardziej "Nocnikiem" urażonych. Rzecz nie jest prosta - wymaga bowiem nie tylko sporych kompetencji czytelniczych, lecz także jako takiego obycia na salonach. Co gorsza, cała sprawa jest już mocno passé. Niemniej literacko-medialna telenowela z reżyserem w roli głównej okazuje się mieć swój ciąg dalszy, na plan wkraczają zaś nowe postaci. Kobiece, rzecz jasna!
To, że niejaki Laski, bohater "Transu" Manueli Gretkowskiej, ma z twórcą "Opętania" sporo cech wspólnych, łatwo zgadnąć po kilku stronach książki, nawet jeśli nie widziało się okładki tygodnika "Wprost", któremu Gretkowska i Żuławski udzielają wywiadu. Ten, kto widział, a w dodatku rozmowę z dwojgiem artystów przeczytał, może dostać kolejnego zawrotu głowy, bo coraz trudniej się połapać, kto tu z kim i po co. Manuela Gretkowska i Andrzej Żuławski przekonują, że będąc pisarzami, własne życie traktują jako substrat, z którego ma dopiero powstać literacki produkt, a wykreowanie postaci inspirowanej realną osobą nie jest równoznaczne ze stworzeniem wiernego konterfektu tej ostatniej. No i zgoda. Trudno jednak naiwnie założyć, że dwojgu utalentowanych pisarzy, którzy sprawnie naprowadzają czytelnika na postaci pierwowzorów, nie przyświeca żaden cel.
Jaki cel przyświecał Manueli Gretkowskiej, która dość wyraźnie daje nam do zrozumienia, że prototypami głównych bohaterów "Transu" była ona sama i jej dawny partner, Andrzej Żuławski? Tego nie wiem. Nie twierdzę też, że jest w tym coś wysoce zdrożnego. Ale mam głębokie przekonanie, że brak plotkarskiego rozgłosu wyszedłby powieści na dobre. Bo "Trans" to całkiem przyzwoita proza, w której znajdziemy sporo z atmosfery wczesnej twórczości Gretkowskiej, z powieści "My zdies" emigranty" czy "Tarot paryski". Marysia, główna bohaterka "Transu", jest młodą mężatką, która we wczesnych latach 90. emigruje z małżonkiem do Paryża. Rzeczywistość emigracyjna okazuje się próbą, której ten związek nie przetrwa. Jako dziewczyna po przejściach, w obcym kraju, bohaterka szybko staje się łatwym łupem dla władczego i egocentrycznego artysty, poważanego w środowisku reżysera. Tu zaczyna się doskonale prowadzona przez Gretkowską gra miłosnego uwikłania - w tym tandemie siły po prostu muszą rozkładać się nierówno. Marysia jest na straconej pozycji wobec apodyktycznego partnera, którego z uwielbieniem nazywa "mistrzem". "Trans" to książka niegrzeczna, miejscami brudna, ale bardzo wiarygodna. Autorka "Namiętnika" z powodzeniem bada psychologię relacji młodej kobiety z dużo starszym mężczyzną. "Trans" kipi od emocji: dzikiego pożądania i obrzydzenia, pragnienia bliskości i ucieczki, miłości i strachu. To największa zaleta powieści Manueli Gretkowskiej. Dlatego zalecałabym jej lekturę bez gazetowych wspomagaczy.
@RY1@i02/2011/117/i02.2011.117.196.034a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/117/i02.2011.117.196.034a.002.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu