Afryka to ostryga
Afryka pachnie pieczonym mięsem, potem, ściekami, bo nie ma tam kanalizacji. W sumie to dość fajne wonie - mówi francuski pisarz Patrick Besson
Patrick Besson: Znam i bardzo cenię twórczość waszego pisarza, ale może on jednak poznał inną Afrykę? Nie mam ochoty tam wracać. Zawsze następuje moment, w którym obcy kraj zamyka się dla cudzoziemca jak ostryga, wtedy trzeba stamtąd definitywnie odejść. Afryka fascynuje, wciąga, ale jest trudna, żąda od człowieka pełnego zaangażowania, a to dla pisarza sytuacja nie do przyjęcia. Pisarz oddaje siebie czytelnikom. Jest jak grabarz, pisze książki, żeby pogrzebać swoje wspomnienia, idee.
Moją afrykańską obsesję. Przez kilka lat mieszkałem w Afryce, codziennie jadłem afrykańskie potrawy, sypiałem tylko z Afrykankami. Musiałem zostawić to szaleństwo i wrócić do siebie - mentalnie, topograficznie i fizycznie.
To pieśń odwetowa, będąca formą kompensacji za niezwykłe okrucieństwa, których wobec tubylców dopuszczali się belgijscy kolonizatorzy. Śpiewano ją powszechnie, co ciekawe, także w obecności Europejczyków, którzy nie rozumieli języka miejscowych. Bywało, że kilku czarnych Kongijczyków dźwigało lektykę z białym panem, umilając mu na życzenie podróż refrenami w lokalnym narzeczu w stylu: "Zarżniemy cię, białasie".
Kilka lat temu poleciałem do Brazzaville. Zapuściłem się w zaułki miasta i doznałem uczucia déja vu, ale nie dlatego, że była to moja druga wizyta w stolicy Konga - dwie dekady wcześniej gościłem tam jako wysłannik "L’Humanité" na Kongresie Pisarzy przeciw Apartheidowi. Poczułem, że ta afrykańska inność, zmysłowość, witalność, humor, luz i bałagan nie są mi obce, przypominają mi zamieszkane przez emigrantów przedmieścia Paryża. Uświadomiłem sobie, że to część mojej tożsamości. Podczas tej włóczęgi na tradycyjnym afrykańskim bazarze zobaczyłem Japonkę. To był drugi impuls - zacząłem się zastanawiać, co ta samotna, filigranowa kobieta z drugiego końca świata może robić w miejscu, które turyści omijają szerokim łukiem? Można powiedzieć, że do pisania zainspirowały mnie afrykańska zmysłowość i kobieta, co na jedno wychodzi.
Czułem, że muszę dać głos wszystkim stronom. Nie chciałem być sędzią - to rola czytelnika. Myślę, że jeśli chodzi o faktografię i wiedzę historyczną, posunąłem się tak daleko, jak było można. Przede wszystkim chciałem uniknąć wrażenia, że jest to książka napisana dla i przez białego człowieka, który spędził na Czarnym Lądzie kilka lat i twierdzi, że wie o tym kontynencie wszystko. Mam satysfakcję, bo powieść spotkała się w Afryce z życzliwym przyjęciem, żaden recenzent nie zarzucił mi błędu ani europocentrycznej perspektywy.
Celna uwaga, pisząc miałem z tyłu głowy Conrada. Biały w Afryce, chce czy nie, zawsze znajdzie się na pozycji Kurtza. Nasze schematy myślowe tam nie pasują, trzeba wielu lat, żeby się przestawić. Biali są przekonani, że Afrykanie czują się w dżungli jak w domu.
To taka sama głupota jak wiara w to, że beduini marzą o herbatce na Saharze. Dżungla to opresja, strach, zagrożenie atakiem dzikich zwierząt, głód, walka o byt. Afrykanie trzymają się od niej jak najdalej.
Sytuacja Afryki od wieków pozostaje constans. To jedyny kontynent, którego mieszkańcy w większości marzą o wyjeździe i gotowi są to zrobić z dnia na dzień. Cierpienie jest w Afryce stałym doświadczeniem lwiej części populacji.
To raczej w dużej mierze próba dialogu z tradycją literacką. Większość powieściowych szpiegów to figury zimno-wojenne, postaci zrodzone z konfliktu kapitalistycznego Zachodu z komunistycznym Wschodem. Zadałem sobie pytanie, czym agentury mogą się zajmować po zerwaniu żelaznej kurtyny? Szpiegowaniem dla naftowych baronów w Afryce.
Fikcja. Ale przecież świat jest nierzeczywisty - wszystko jest powieścią, każde wrażenie człowiek przepuszcza przez mózg. Pisarz ma święte prawo do fikcji. Ale proszę się nie czepiać, to nieistotna dygresja, konfekcja, na konfabulacjach faktograficznych i obyczajowych pan mnie nie złapie.
Nie sądzę. Afryka nigdy się nie znajdzie w strefie wpływów Państwa Środka - paradoksalnie dzięki europejskiej kolonizacji. Dziedzictwo przeszłości jest bardzo silne. Choć tego nie widać na pierwszy rzut oka, związki kulturowe Afryki z Anglią i Francją są mocne, a w każdym razie dużo silniejsze niż z Chinami. Chińczycy zalewają kontynent tanimi dobrami konsumpcyjnymi, ale to przecież światowy trend. Skośnooki kolonializm Afrykańczykom nie zagraża.
Jeszcze nie mam skojarzeń węchowych. Powiem o wrażeniach wizualnych - Warszawa ze swoim barokiem i architekturą z okresu socjalizmu przypomina Sztokholm. Polacy fizycznie i intelektualnie kojarzą mi się ze Szwedami. To komplement.
@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.037a.001.jpg@RY2@
Rozmawiał Cezary Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu