Z kamerą między rybami
W ekstremalnych sytuacjach ludzki umysł przełącza się na autopilota - mówi Jeremy Wade, twórca programu "Rzeczne potwory", którego trzeci sezon ruszył na Discovery Channel
Jeremy Wade: Łowieniem ryb zainteresowałem się już jako młody chłopak. Kilka lat przed trzydziestką zacząłem łowić w bardziej egzotycznych miejscach. Żeby umożliwić sobie trzy miesięczne wyprawy przynajmniej raz na dwa lata, zacząłem pisać artykuły do gazet i magazynów. Początkowo moje artykuły nie były niestety bardzo chętnie publikowane. Miałem jednak w planach złapanie ryby, która nazywa się arapaima i żyje w Amazonce w Ameryce Południowej. To największa ryba słodkowodna na świecie. Złapanie jej zajęło mi sześć lat - jeździłem tam każdego roku. Zdjęcie arapaimy, którą udało mi się w końcu złapać, ukazało się w jednym z ogólnokrajowych pism w Wielkiej Brytanii i zostało zauważone przez producenta telewizyjnego. Dwa i pół roku później udało mu się przekonać Discovery Europe do zrobienia serialu dokumentalnego o poszukiwaniu ryb. Trzy lata później nakręciłem kolejny serial, tym razem o wyprawie do Indii. Usłyszeliśmy wtedy historię o rybie, która wciągnęła kilka osób pod wodę w jednej z rzek w Himalajach. Historia wydawała się bardzo nieprawdopodobna, a my nie bardzo mieliśmy czas prowadzić dochodzenie w tej sprawie. Wspomnieliśmy o niej jednak kilku innym osobom i jeden z kolegów, który robił filmy o dzikiej przyrodzie, powiedział, że to może być coś, co zainteresowałoby nie tylko wąską grupę miłośników łowienia. Tematem zainteresowało się Animal Planet. Na początku mięliśmy nakręcić jeden program, spodobał się tak bardzo, że teraz mamy już trzeci sezon.
Tak, rzeczywiście, wypadek samolotowy czy malaria wydawały się bardzo poważne. W pewnym sensie to rzeczy bardziej niebezpieczne niż rzeczne potwory. Jeździmy w miejsca, które są nieprzyjazne i zmienne. Razem z załogą filmową planujemy wszystko skrupulatnie, żeby mieć pewność, że unikniemy kłopotów. Staramy się utrzymać jak najmniejszą załogę, żeby łatwiej było nam się przemieszczać, dlatego bardzo często pomoc medyczna znajduje się daleko od nas. W związku z tym zarówno ja sam, jak i inni członkowie załogi przechodzimy szkolenia z tego, jak radzić sobie w nagłych wypadkach. Gdy filmowaliśmy trzeci sezon "Rzecznych potworów" - właściwie ostatni odcinek, który kręciliśmy w Surinamii w Ameryce Południowej - nasz dźwiękowiec został porażony przez piorun. W ciągu kilku sekund przeszliśmy od filmowania do udzielania pomocy w nagłym wypadku. Na szczęście nic mu się nie stało. A więc tak, to są prawdziwe przygody, które są dodatkiem do poszukiwania zwierząt.
Gdy coś takiego się wydarzy, po prostu reagujesz. Nie pamiętam, żebym był szczególnie przerażony podczas awarii samolotu, ale spędziłem dużo czasu, prawie siedem tygodni, wychodząc z tego i próbując odtworzyć sekunda po sekundzie to, co się stało, co czułem. Ciekawą rzeczą było to, że podczas awarii cały czas była włączona kamera. Każdy z nas, a na pokładzie samolotu było 5 osób, był przekonany, że od momentu wybuchu silnika do uderzenia w drzewa minęły trzy, cztery minuty. Gdy obejrzeliśmy nagranie okazało się, że trwało to tylko 14 sekund. To pokazuje, co dzieje się wtedy w ludzkiej głowie. Zupełnie inne poczucie upływającego czasu. Umysł pracuje zupełnie inaczej, ale ciężko powiedzieć jak. Myślę, że w jakimś sensie człowiek przełącza się na rodzaj autopilota.
@RY1@i02/2011/107/i02.2011.107.196.004a.001.jpg@RY2@
oprac. Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu