Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Kto zabił Olofa Palmego?

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Leif GW Persson wieńczy dzieło - ostatnia część jego trylogii kryminalnej jest pełna goryczy, pesymizmu i poczucia absurdu

Persson nie miał prostej drogi do mojego serca. Jego - skądinąd znakomita - trylogia traktująca o kulisach zabójstwa szwedzkiego premiera Olofa Palmego wymaga bowiem od czytelnika kryminałów przestawienia tempa w osobistym metronomie. Ciężarek na wahadle trzeba przeciągnąć maksymalnie w górę, uzbroić się w cierpliwość i zaufać autorowi, znanemu w Szwecji profesorowi kryminologii, że kosztem zawrotnej dynamiki dostanie się tu coś wartościowszego: drobiazgowy wgląd w mechanizmy funkcjonowania służb policyjnych oraz masę inteligentnego sarkazmu.

Pierwsza część trylogii, "Między tęsknotą lata a chłodem zimy", traktowała o śledztwie w sprawie tajemniczego samobójstwa, które pewien amerykański dziennikarz śledczy popełnił w Sztokholmie jesienią 1985 roku, na parę miesięcy przed zamachem na premiera. Jeden z pobocznych wątków tej książki prowadził wprost do samego zamachu. W części drugiej, "W innym czasie, w innym życiu", Persson zajął się innym tematem - zbrodnią w środowisku dawnych lewackich aktywistów, obecnie zaś członków politycznej i gospodarczej elity. W "Swobodnym upadku, jak we śnie" powraca zaś do swojego hipotetycznego scenariusza śmierci Palmego, skupiając się na tym, w jaki sposób szwedzka policja, nie wykrywając sprawcy, poniosła największą wizerunkową porażkę w dziejach.

Oto kończy się z wolna pierwsza dekada XXI wieku, gdy Lars Martin Johansson, szef Centralnego Urzędu Śledczego (i główny bohater całej trylogii - jego policyjną karierę śledzimy od wczesnych lat 70.), flegmatyczny ironista i przenikliwy śledczy, postanawia znienacka raz jeszcze ożywić sprawę Palmego, która spokojnie zmierza ku przedawnieniu. Kaprys szefa CUŚ skutkuje powołaniem zespołu, który - zachowując wszelkie reguły konspiracji, bo formalnie śledztwem zajmuje się rozleniwiona prokuratura - musi się zmierzyć ze stosem akt mogącym wypełnić średniej wielkości akwen. Pod pozorem porządkowania i digitalizacji materiałów ludzie Johanssona zaczynają przetrząsać archiwum - i wkraczają w krainę chaosu, absurdu, niekompetencji oraz... polityki.

"Swobodny upadek, jak we śnie" jest najbardziej konsekwentnym kryminałem proceduralnym, jaki zdarzyło mi się czytać. Większą część 600-stronicowej powieści zajmują detaliczne opisy przedzierania się przez zgromadzone dokumenty, konfrontowania ze sobą wersji wydarzeń i zeznań świadków, analiz balistycznych, logistycznych i kartograficznych. Autor przy okazji nie oszczędza szwedzkiej policji, oskarżając ją implicite o głupotę, ignorancję, nonsensowny biurokratyzm i podatność na manipulację.

Jednocześnie Persson - przy całym zaangażowaniu w techniczną, proceduralną narrację - pozostaje pisarzem czułym, zgryźliwym i pełnym pesymizmu. Jego portrety rozmaitych idiotów, karierowiczów, służbistów i szarych eminencji mają zacięcie prozy Dostojewskiego czy Gogola. Okazuje się raz jeszcze, że w dobrych rękach powieść kryminalna może być godną spadkobierczynią XIX-wiecznego realizmu, a także społecznej groteski. I tylko nie wiemy nadal, kto tak naprawdę zabił Olofa Palmego i dlaczego to zrobił.

@RY1@i02/2011/102/i02.2011.102.196.036a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/102/i02.2011.102.196.036a.002.jpg@RY2@

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.