Dekalog a rebours
Historia odwołanego chrztu zainspirowała kiedyś Krzysztofa Kieślowskiego. Ale Hanna Krall chciała ją opowiedzieć po swojemu - w sposób celowo chaotyczny i pełen wielokropków. To trudna lektura, bo wymaga od nas wysiłku
Maria Frank była ukochaną Philippa Rosenthala, słynnego producenta porcelany. To jej imieniem w 1916 roku nazwano ekskluzywny serwis z ornamentem przedstawiającym kwiat granatowca. Właścicielką jednego z takich kompletów była pewna Niemka uciekająca w 1945 roku z Pomorza. Oddała go za chleb i kawałek słoniny. Po latach biały serwis sprzedano. Antykwariusz dał za niego tyle, że starczyło na nagrobek kolejnych właścicieli. Marmur, z którego wykonano pomnik, nazywał się Biała Marianna.
Tę historię można rozwijać w nieskończoność. Można wspomnieć, że porcelanę, z której produkowano rosenthalowską Białą Marię, wynalazł przypadkowo nadworny alchemik Augusta II Mocnego albo że Rosenthal w latach 30. ubiegłego wieku stracił firmę, w ramach akcji przejmowania żydowskich przedsiębiorstw zwanej aryzacją. Można też opowiedzieć o innej Marii, krawcowej z Siennej, która złożyła fałszywe świadectwo. W ten sposób uratowała dwie Żydówki - kobietę z córeczką, taką "czarniutką". Maria zaświadczyła na komisariacie, że matka dziewczynki jest aryjką, posłużyła się w tym celu dokumentami swojej nieświadomej niczego siostry.
Wszystko tu jakoś ze sobą się łączy, choć Hanna Krall nie ułatwia czytelnikowi zadania, nie podsuwa oczywistego klucza. Trzeba wysiłku, żeby połączyć opisane historie w całość. Klamrę stanowi rozmowa Krall z Krzysztofem Kieślowskim, którą autorka przytacza na początku książki. "Masz może fałszywe świadectwo?" - spytał kiedyś reżyser, szukając inspiracji do ósmej części swojego "Dekalogu". "I owszem, miałam" - wspomina Krall. Pisarka opowiedziała wówczas historię odwołanego chrztu. Do sakramentu w czasie wojny miała przystąpić żydowska dziewczynka (ta "czarniutka", która wielokrotnie będzie powracać na karty książki). Wycofali się rodzice chrzestni - jako wierzący katolicy bali się skłamać przed ołtarzem. W ten sposób ósme przykazanie uległo odwróceniu - kłamstwo Marii ocaliło życie, prawdomówność niedoszłych rodziców chrzestnych naznaczyła ich "winą niezarzucalną" - taką, za którą nie można ukarać, ale która piętnuje na całe życie.
Historia spodobała się Kieślowskiemu, choć na potrzeby filmu trzeba było ją udramatyzować, wprowadzić kilka nowych elementów. Krall czuła opór wobec podobnych zabiegów. Nietrudno się domyślić, że dziewczynką, której odmówiono chrztu, prawdopodobnie była ona sama ("Znałam tę małą dość dobrze" - wyznaje pisarka), a próby przerobienia opowieści na scenariusz filmowy stawały w konflikcie z prywatną pamięcią autorki. Krall opowiada więc po swojemu, inaczej niż Kieślowski. Gdy reżyser próbuje skondensować tę historię, naszpikować ją znaczeniami, autorka "Zdążyć przed Panem Bogiem" mnoży wątki, stawia wielokropki. W ten sposób tworzy się łańcuch na pozór niezależnych od siebie historii, które dopiero my będziemy musieli powiązać. Zaczyna się od losów J. S., który nie chciał kłamać w kościele, a po wojnie został ubekiem, potem na karty książki wstępują niemiecki hrabia von Z, jego córka, pani majster, która naprawia dach w ich domu. Będzie Marek Edelman, Gajka Kuroń i wielu innych. "Biała Maria" nie jest autobiografią. Nie jest też reportażem ani powieścią z prawdziwego zdarzenia. To raczej szkielet, na którym czytelnik musi sam zbudować własną narrację. Mistrzostwem znów okazuje się technika pisarska autorki "Sublokatorki". Dostajemy garść migawek i pojedynczych obrazów, które przemawiają silniej niż jakakolwiek udramatyzowana opowieść.
@RY1@i02/2011/097/i02.2011.097.196.036b.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/097/i02.2011.097.196.036b.002.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu