Po pierwsze: nie kłamać
Czy da się ożywić klasyczną formułę literatury młodzieżowej, nie uciekając się do magii? John Marsden udowadnia, że tak - ale z całym ciężarem współczesnego świata
Odsetek odludków wśród nastolatków jest niewielki. Młodzi ludzie, nawet jeśli żyją na uboczu, to marzą, by dołączyć do jakiejś grupy. Owo zjawisko ma swoje socjologiczne uzasadnienie, ale nas bardziej interesuje literatura: 99 na 100 powieści młodzieżowych posługuje się formułą bohatera zbiorowego, motywem paczki, szajki, kręgu kumpli, który izoluje się od świata dorosłych, a jednocześnie ku niemu dąży. Skoro ów schemat jest tak popularny, to trudno, decydując się na pisanie dla młodzieży, dopracować się czegoś niecodziennego. Ale Marsdenowi się udało.
Wydana oryginalnie w 1993 roku powieść "Jutro" rozpoczyna kultową w Australii, wielokrotnie nagradzaną na świecie siedmiotomową serię książek. Przypatrzmy się recepcie Marsdena na sukces, bo jest ciekawym przykładem miksu tradycji z nowoczesnością i dyskusją ze zmurszałym, XIX-wiecznym jeszcze modelem literatury przygodowej dla młodzieży.
Oto grupa nastolatków z australijskiej prowincji wyrusza starym land roverem na wyprawę w górską dzicz. Chcą tam obozować przez kilka dni, odpoczywać, ale trochę też zmierzyć się ze swoimi słabościami i przetestować wzajemne, niepewne jeszcze więzi. Jednak każda sielanka kiedyś się kończy - i nasi bohaterowie powracają do swojego codziennego życia. To znaczy: powróciliby, gdyby nie to, że tego codziennego życia już nie ma. Ich domy stoją puste, częściowo rozszabrowane, a wokół domów leżą martwe zwierzęta. Wybuchła wojna. Po miasteczku krążą patrole obcej armii, autostradą pędzą wojskowe konwoje, a ludzi okupanci zgromadzili w obozie koncentracyjnym...
Marsden po części gra na dawnym zimnowojennym strachu - okazuje się, że to nadal działa. Ale przede wszystkim australijski pisarz jest zimnym realistą, co przede wszystkim znaczy tyle, że nie kłamie i nie idealizuje. Jego nastolatkowie palą (nie tylko papierosy, nawiasem mówiąc) i mają seksualne pragnienia. Nie chrzanią o patriotyzmie, ale próbują ratować życie swoje i swoich bliskich. Krew jest tu krwią, a śmierć - śmiercią. Za bohaterstwo płaci się tu panicznym lękiem, a cała sytuacja jest dla wszystkich szkołą błyskawicznego dojrzewania.
Trzeba sporo wiedzieć o nastolatkach, by napisać taką książkę. Marsden wie - przez lata był nauczycielem. Owszem, korzysta z przygodowego wzorca, dba o obowiązkowe duchowe przemiany bohaterów (od kawalarza do odpowiedzialnego mężczyzny, od pensjonarki do silnej kobiety), ale nie idzie przy tym na łatwiznę i próbuje nasycić swoją prozę współczesną obyczajowością i aktualnymi problemami. To ma sens, czekamy na kolejne części.
@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.196.038a.001.jpg@RY2@
"Tomorrow, When the War Began" (2010) - ekranizacja powieści Johna Marsdena
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu