Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Kawa ze smoczej juchy

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Tom esejów Jana Gondowicza "Pan tu nie stał" czyta się z zachwytem nad erudycją autora i rumieńcem wstydu spowodowanym własną niewiedzą

Nie istnieje i pewnie nigdy nie będzie istnieć biblioteka idealna. Co prawda, niektórzy pokładają nadzieje w upowszechnieniu digitalizacji. Nawet jeśli spełnią się futurystyczne prognozy i ludzkość wkrótce podda cyfryzacji całość swojego piśmiennictwa, nie będzie to równoznaczne z powstaniem superksiążnicy. Wszak nie wszystko, co wyszło spod pióra człowieka, warte jest utrwalenia na nowych nośnikach. W literaturze chodzi o jakość, a nie o ilość - czego lektura tekstów Gondowicza jest koronnym dowodem.

W najnowszym tomie autor zebrał szkice w większości (77,24 procent - jak wyliczył skwapliwie) ogłoszone na łamach "Nowych Książek". Teksty Gondowicza w "NK" były odpowiednikiem felietonów Jerzego Pilcha z "Tygodnika Powszechnego" - publiczność zaczynała od nich lekturę gazety. Gondowicz notabene, poświęcił prozaikowi z Wisły osobny rozdział: quasi-recenzję powieści "Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym" napisał frazą wystylizowaną na Pilcha. "Pan tu nie stał" pełen jest podobnych wolt. Autor surfuje po tematach, zwodzi czytelnika dygresjami, mnoży tropy i zapętla wątki, by na koniec ostudzić jego zapał zaskakującą puentą. "W ostatecznym rozrachunku nic innego jak tylko sztuka czytania utwierdza nas, że każda rzecz może być czymś innym, a nawet swym własnym przeciwieństwem" - pisze.

Zawsze jednak osią rozważań jest literatura, stara, nowa i najnowsza. Drżyjcie autorzy, których ten z wykształcenia polonista, z zamiłowania taternik i hodowca skoczków pustynnych, oprócz tłumaczeń i literatury własnej zarobkujący czyszczeniem kominów i strącaniem sopli z dachu, weźmie na warsztat. Biada wam, jeśli zabierając się do pisania, nie zrobiliście porządnej kwerendy w bibliotekach, nie przeczytaliście wszystkiego, co na dany temat napisano. Gondowicz nie przepuści, rozparceluje tekst na czynniki pierwsze i bez skrupułów obnaży braki.

Dotkliwie przekonał się o tym Jacek Lewinson, który zebrał zasłużone cięgi za "Słownik seksualizmów polskich". Gondowicz masakruje lingwistę za nieznajomość... języków na przykładzie etymologii rzeczownika "fiut". Nie będę odbierał zainteresowanym radości czytania - odsyłam do szkicu "Kurkiewy siódme".

Ale "Pan tu nie stał" to nie tylko erudycyjne przebieżki po kolegach po piórze (m.in. Conradzie, Flaubercie, Herlingu-Grudzińskim, Cervantesie) z różnych epok. Gondowicz jest arcyczytelnikiem - to szczególarz, analityk wnikliwy, wyczulony na fuszerki i geszefciarstwo, zanurzony w literaturze do szpiku kości. A przy tym ironista i gawędziarz, który eksperymentuje z formą i językiem. Znajdziemy tu anegdotyczne spisy powieściowych fabuł (cytowany Georges Polti wyliczył, że jest ich 36), które Gondowicz złośliwie anonsuje jako pomoc dla "potrzebujących" polskich prozaików, oraz słynne lingwistyczne wygibasy. Choćby "Leksmokon", czyli minisłownik wyrażeń będących twórczym rozwinięciem fragmentów Lemowskiej "Cyberiady". Oto próbki: "smok wzwyż" - smocza erekcja, "smoking" - król smoków, "smokka" - kawa o stężeniu smoczej juchy.

O Gondowiczu mówi się, że nie tylko przeczytał wszystko, ale jeszcze to zapamiętał i nie waha się zrobić ze swoich lektur użytku. Na razie nie ma jeszcze idealnych bibliotek, ale idealny czytelnik już się pojawił.

@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.196.0033.001.jpg@RY2@

Cezary Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.