Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Czarny Dylan i synthpopowy wnuk

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Płyta "We’re New Here" to dowód, że Gil Scott-Heron wciąż jest rewolucjonistą, a Jamie Smith wie, jak piosenki Herona zagrać na nowo

Jest ponad 500 odcieni bluesa - powiedział Gil Scott-Heron podczas klubowego koncertu, który potem został wydany na albumie "Winter in America". 37 lat później, na najnowszej płycie "Were New Here", wrócił do tamtych tekstów i dołożył do nich kolejne oblicze gatunku, tym razem elektroniczne.

Na "Were New Here" spotkały się nie tylko dwa różne muzyczne światy, lecz także dwa pokolenia: Heron, nazywany "czarnym Dylanem", protoplasta hip-hopu, i jego późny, synthpopowy wnuk, Jamie XX Smith, filar uhonorowanego Mercury Prize 2010 zespołu The XX.

22-letni producent, remiksując ubiegłoroczny album 62-letniego Herona "Im New Here", z rzeźnicką wprawą oddzielił wokale od muzyki. A potem przycinając je, samplując, przetwarzając efektami i okraszając współczesną elektroniką, z 15 piosenek stworzył od nowa 13. Jak mówi: na londyńską modłę.

Efekt przypomina półlegalny mixtape. Heron nie jest jeszcze hip-hopowym dziadygą, ale jednym z największych aktorów muzycznego teatru żywego słowa. Idealnie wpasowuje się - albo raczej wpasowuje go Jamie - w te wszystkie: pogłosy ("NY Is Killing Me"), połamane rytmy ("The Crutch"), minimalistyczne plumkania ("Home"), chórki Glorii Gaynor ("Im New Here"), klasyczne housowe riffy Rui da Silvy ("Ur Soul and Mine"), cytaty z samego siebie (za bazę tekstową "On Coming from a Broken Home Pt 2" posłużyło "Home Is Where the Hatred Is") oraz smyczki Kanyeego Westa (wspomniane "On Coming from a Broken Home"). Te ostatnie w zestawieniu z tym, że West na swoim ubiegłorocznym albumie "My Beautiful Dark Twisted Fantasy" zacytował jedno z klasycznych nagrań Herona, brzmią zresztą szczególnie pikantnie.

"Were New Here" została skomponowana w biegu i na kolanie, czyli na laptopie podczas trasy koncertowej The XX. Muzyków zachęcił do współpracy szef wytwórni XL Recordings, Richard Russell. Nie udało mu się jednak doprowadzić do spotkania Herona z Jamiem. Ich dyskusja na temat kształtu płyty sprowadziła się do wymiany korespondencji. Tu trzeba nadmienić, że ten, który przez lata był uważany za głos czarnej Ameryki, programowo nie korzysta z komputera i jedynym sposobem skomunikowania się z nim był tradycyjny list, wysyłany pocztą. Nie było więc rady - Smith, który dzięki remiksom Florence and The Machine ("You Got the Love") i Adele ("Rolling in the Deep") zyskał przydomek "geniusza MPC", musiał sobie przypomnieć, jak obsługuje się zwykły długopis. - Trzeba przyznać, że miało to swój urok. Czułem się, jakbym żył w innej epoce - żartuje. Do swojej roboty podchodził jednak absolutnie serio. Gdy Heron to dostrzegł, dał mu całkowicie wolną rękę.

Gil Scott-Heron - poeta, pianista, polityk, wreszcie protoplasta rapu. W ciągu ostatnich 22 lat - czyli całego życia Jamieego - wydał 13 albumów studyjnych, jedną koncertówkę oraz trzy tomy prozy i wierszy ("Vulture", "Small Talk" i "Nigger Factory"). Łącząc bitnikowską poezję z jazzem, bluesem i soulem, wypracował własne brzmienie.

Piętno, jakie odcisnął Heron na muzyce hip-hop, jest wyczuwalne nie tylko w warstwie muzycznej, lecz także w zaangażowanych społecznie tekstach. Ten wpływ jest zresztą obustronny, bo aż kilka spośród ostatnich kilkunastu lat Heron spędził za kratkami z powodu swojej słabości do kokainy.

Wydana w ubiegłym roku płyta "Im New Here" była szansą na powrót po 16 latach artystycznej ciszy, które spędził pogrążony na przemian w nałogu i w depresji. Wykorzystał ją do cna. Krytycy jednogłośnie okrzyknęli krążek jedną z jego najlepszych płyt. Ten muzycznie poszukujący album jest pełen gorzkich słów o życiu czarnego w wielkim mieście ("New York Is Killing Me") i małym ("On Coming from a Broken Home"). Pod względem dojrzałości porównywalny bywa do cyklu "Americana", jaki Johnny Cash przed śmiercią nagrał z Rickiem Rubinem. I choć jest to porównanie bardzo zacne, to również całkowicie nie na miejscu. 30 lat wcześniej Heron w swoim największym szlagierze "The Revolution Will Not Be Televised" (uznanym przez lewicowy brytyjski tygodnik "New Statesman" za jedną z najlepszych politycznych piosenek wszech czasów) głosił przecież nie tylko, że prawdziwa rewolucja nie dokona się na ekranie, lecz także że piosenek o nim nie śpiewa Cash.

Tymczasem - jak pokazuje album "Were New Here" - Gil Scott-Heron wciąż pozostaje rewolucjonistą. Nawet jeśli przy nagrywaniu swoich płyt nie kiwa nawet palcem.

@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.030a.001.jpg@RY2@

Gil Scott-Heron: głos czarnej Ameryki odkryty po raz kolejny

Hubert Musiał

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.