Opisać agonię
Wstrząsający "Świadek" Ilji Mitrofanowa. Proza? Dokument? Z pewnością rzecz o obowiązku pielęgnowania pamięci, nawet tej najbardziej bolesnej
O Mitrofanowie mówi się jako o jednej z najbardziej tajemniczych postaci XX-wiecznej literatury rosyjskiej. A przecież kandydatów do tego miana jest, niestety, wielu. Choćby odkrywany na nowo Wasilij Grossman, którego opus magnum "Życie i los" - skonfiskowane przez KGB i cudem ocalałe w jedynej kopii - tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności ujrzało światło dzienne. Albo właściwie pogrzebany w zbiorowej pamięci Anatolij Marienhof, enfant terrible porewolucyjnej Rosji, którego znakomitych "Cyników" rodacy pisarza poznali dopiero w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku. Ale Mitrofanow to przypadek odmienny, choćby dlatego że jest autorem należącym do zupełnie innego pokolenia niż wyżej wymienieni (jego "Świadek" może wprawdzie łatwo zmylić, ale o tym za chwilę).
Pisarz, urodzony w 1948 roku na mołdawsko-ukraińskim pograniczu, okazał się wielkim, samorodnym talentem. Wychował się w prostej rodzinie jako syn fryzjera i ekspedientki. Sam zaczynał jako spawacz w dokach portowych. O jego karierze literackiej zadecydował przypadek, a ściślej, prasowe ogłoszenie o naborze do moskiewskiego Instytutu Literatury im. Gorkiego. Napisane naprędce pierwsze opowiadanie zadecydowało o jego przyjęciu i przyszłej drodze życiowej młodego Mitrofanowa. Przedwcześnie zmarłego autora interesowała przede wszystkim jego mała ojczyzna - współcześnie zacierająca się kulturowo i geograficznie naddniestrzańska Besarabia. Debiutancka powieść Mitrofanowa, "Cygańskie szczęście" (1991), ukazała się w kilku krajach europejskich. W Rosji do dziś pozostaje znana jedynie garstce czytelników. Publikacji innych utworów, m.in. "Bondara Greka", "Wodnika nad Odessą" czy "Świadka" autor nie doczekał. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, pewnego majowego dnia 1994 roku, w drodze do domu pracy twórczej w podmoskiewskim Pieriediełkinie.
Wspomniałam, że wydana właśnie u nas mikropowieść może naprowadzić na fałszywy trop. To prawda - nie znając bowiem biografii autora, łatwo przyjąć założenie, że tytułowym świadkiem jest sam Mitrofanow. Tekst rosyjskiego pisarza przywodzi na myśl najbardziej wstrząsające opisy wielkiego głodu na Ukrainie, pisane przez świadków historii, jak wspomniany Grossman czy Franceska Michalska. Utwór Mitrofanowa to jednak efekt skrupulatnego dochodzenia i prób ocalenia pamięci. Stylizowaną na mówiony dokument opowieść o rodzinnej Besarabii z wczesnych lat 40. ubiegłego wieku autor oparł na relacjach z drugiej ręki, wspomnieniach członków rodziny i starszych mieszkańców z rodzinnych stron. Fabularnie to historia fryzjera Fiodora Pietrowicza Pokory, mieszkańca małego besarabskiego miasteczka. Widzimy, jak na przełomie lat 1940/41 ów pograniczny teren przechodzi z rąk rumuńskich pod dominację sowiecką. Obserwujemy czas przemian, prania mózgów, szturmu stalinowskiej propagandy. Z czasem jednak narracja Fiodora staje się koszmarną relacją z agonii lokalnej społeczności, morzonej głodem i pogrążającej się w coraz większej nędzy. Spowiedź bohatera to porażający autentycznością głos z piekła, w którym rzeczywistość z czasem zaczyna zlewać się z głodową halucynacją. Zachodni krytycy porównywali Mitrofanowa z Czechowem. Ja z uporem będę przywoływać nazwisko Wasilija Grossmana. Jestem jednak przekonana, że najprawdziwszy głos w utworze rosyjskiego pisarza należy do jego rozmówców, ukrytych w narracji świadków niewypowiedzianego koszmaru.
@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.037a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.037a.002.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu