Nostalgia agenta
"Minotaur" Benjamina Tammuza to intrygująca opowieść o miłości w świecie wielkiej polityki. Szkoda jednak, że trafia do nas z 30-letnim opóźnieniem, które nie pozostawiło jej bez szwanku
Przez ostatnie lata mogliśmy w Polsce czytać wielu ciekawych pisarzy z Izraela. Najpopularniejszym z nich wciąż chyba pozostaje Amos Oz, ale do zacnego grona dołączyła nie tak dawno choćby poruszająca tematykę obyczajową Zeruya Shalev, twórczyni uhonorowanej literackimi nagrodami trylogii, na którą składają się książki "Życie miłosne", "Mąż i żona" oraz "Po rozstaniu". Triumfy - szczególnie wśród nieco młodszych odbiorców - święci niezatapialny Etgar Keret, mistrz krótkiej formy, który jak nikt inny potrafi posługiwać się skrótem, ironią i poetyką absurdu. Jednym z najbardziej interesujących odkryć zdaje się jednak chyba zbyt słabo w Polsce nagłośniony Gilad Atzmon, urodzony w Izraelu, mieszkający dziś w Anglii muzyk i pisarz, którego błyskotliwa powieść "Moja jedna jedyna miłość" była przezabawną satyrą na syjonizm i teorie spiskowe, żartem z żydowskiej dumy, a zarazem komiczną, alternatywną historią państwa Izrael.
Teraz do rąk dostajemy powieść - jak informuje wydawca - jednego z najwybitniejszych twórców literatury hebrajskiej. To "Minotaur" Benjamina Tammuza (1919 - 1989), książka pochodząca z 1980 roku. Tammuz napisał ją podczas swojego pobytu w Oksfordzie, gdzie przez parę lat był rezydentem na tamtejszym uniwersytecie. W Wielkiej Brytanii rzecz wydano rok po izraelskiej premierze i to właśnie tam odnosiła ona największe chyba sukcesy - znany pisarz Graham Greene tak się powieścią zachwycił, że obwieścił ją książką roku 1981 w Anglii. Zresztą recenzje wszędzie miała bardzo dobre, a jeden z krytyków zapewniał nawet, że najchętniej dałby ją do czytania Czechowowi, gdyby ten żył. Kto wie, może dlatego, by mógł sprawdzić, jaką karierę robi jego słynna fraza o strzelbie, która jeśli pojawia się w pierwszym akcie, musi wypalić w trzecim - nawiązanie do cytatu pojawia się bowiem i tu.
Ale żarty na bok, bo książka należy do poważnych. Zaczyna się, trzeba przyznać, źle - od ckliwych listów wymienianych między piękną ponoć dziewczyną Theą a jej dziwnym adoratorem, którego tożsamości na razie nie znamy. Na szczęście owe czułości trwają krótko, więc zdołamy ziewnąć tylko raz, nim Tammuz udowodni nam, że jest naprawdę niezłym pisarzem. W "Minotaurze" przedstawia historię tajnego agenta izraelskich służb, który w dniu swoich 41. urodzin spotyka w autobusie piękną dziewczynę - i tak rozpoczyna się ta niecodzienna historia miłosna. Agent jak to agent nie może ujawnić swej prawdziwej tożsamości, w ogóle nie może się do ukochanej zbliżyć na krok, pozostają mu więc różne znane w jego szpiegowskiej profesji sztuczki, by w jej życiu uczestniczyć. A przy tym mamy tu historię jego działalności zawodowej, która wprowadza w historię miłosną elementy powieści szpiegowskiej.
"Minotaur" to przede wszystkim majstersztyk konstrukcji - pisarz świetnie wie, które fakty ukryć, a które ujawnić tak, by sterować naszym zaskoczeniem. Raz po raz wyprowadza czytelnika na manowce, by w wybranym przez siebie momencie wyjawić nam prawdę o życiu swoich bohaterów. Z zacięciem godnym rasowego twórcy literatury popularnej stosuje zwroty akcji, choć przecież "Minotaurowi" daleko do tego typu prozy. Opisuje przyszłość, by w kolejnym rozdziale powrócić do przeszłości i odkryć nieznane karty. A przy tym wciąż snuje historię straconego życia na krawędzi i wydarzeń, które zdarzają się w niewłaściwym czasie.
Nie da się jednak oprzeć wrażeniu, że siła przekazu trochę z "Minotaura" wyparowała. Krytycy, nazywając powieść ponadczasową, robią to nieco na wyrost. Trudno bowiem z perspektywy współczesnego czytelnika, zdegenerowanego internetem i - można by powiedzieć - smutkiem ponowoczesnej egzystencji, rozumieć bohatera, który przejawia emocje romantycznego kochanka oraz pisze listy na zwykłym papierze. Widać, jak bardzo ta książka wyrosła z dawnej literatury - sam tytuł odsyła do starożytności, a konstrukcja bohatera do romantyzmu. W ogóle unosi się tu bardzo niecodzienny, nostalgiczny duch, jakby Tammuz upodobał sobie też rosyjskich mistrzów pióra. Przy tym wszystkim mamy agenta, który jest niczym bohater "Casablanki" - męski, z nienaganną prezencją, gdy trzeba - brutalny, lecz przecież pełen sentymentu. Dziwna to mieszanka i nie do końca przekonująca. Dlatego czyta się "Minotaura" trochę jak relikt przeszłości, nie zaś książkę, która autentycznie dotyka.
@RY1@i02/2011/069/i02.2011.069.196.037a.001.jpg@RY2@
Plaża w Tel Awiwie
@RY1@i02/2011/069/i02.2011.069.196.037a.002.jpg@RY2@
Benjamin Tammuz
Patrycja Pustkowiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu