Zbrodnia i wyzwolenie
"Saturn" Jacka Dehnela to dobra, daleka od banału powieść o okrutnych związkach sztuki z życiem
Na początku był podmadrycki wówczas "Dom Głuchego", który Francisco Goya y Lucientes nabył w 1819 roku jako rodzaj pracowni czy może artystycznej pustelni. Zabawny zbieg okoliczności sprawił, że Goya w tym czasie także był głuchy, i to od prawie trzech dekad - stracił słuch w wyniku ciężkiej choroby.
Potem były "Czarne obrazy", cykl czternastu fresków wymalowanych techniką olejną bezpośrednio na tynku w pokojach "Domu Głuchego" - cykl mroczny, przerażający, demoniczny, kwintesencja obsesyjnego zamiłowania Goi do makabry i kultu śmierci. Owa seria obrazów to zarazem jedna z podwalin europejskiej sztuki nowoczesnej.
Potem była transakcja - wnuk Goi w latach 70. XIX wieku sprzedał dom razem z freskami pewnemu belgijskiemu arystokracie, który zlecił przeniesienie kruchych arcydzieł na płótno. Ostatecznie - częściowo uszkodzone i przemalowane - trafiły do madryckiego Prado.
Potem, u zarania wieku XXI, był profesor Juan José Junquera - ów, badając "Czarne obrazy", doszedł do wniosku, że Francisco Goya nie może być ich autorem, choćby z tego powodu, że część domu, w której powstały freski, po prostu nie istniała za życia artysty. Kto zatem je stworzył? Junquera stawia hipotezę: namalował je syn Goi, Javier. To prawdziwa bomba wrzucona w świat znawców twórczości wielkiego Hiszpana.
A potem, na końcu tego łańcucha pokarmowego, jest Jacek Dehnel, który przedstawia własną wersję owej historii. To jedna z ciekawszych powieści o związkach sztuki z życiem, jaką w ostatnich latach napisano po polsku. Dehnel skutecznie ucieka od natrętnego schematu artystowskiego Bildungsroman, zgodnie z którym wędrujemy jak po sznurku drogą twórcy do sławy. Napięcie buduje się tu inaczej - z międzypokoleniowego konfliktu charakterów.
Francisco Goya to w tej książce rodzaj XIX-wiecznego Hemingwaya (Hemingway, nawiasem mówiąc, fascynował się postacią hiszpańskiego malarza) - impulsywny macho z wielkim apetytem na życie, dominujący samiec, monstrualny egoista, a przy sztalugach: zwierzę z dziką intuicją. Jego syn, przytłoczony osobowością ojca, to odwrotność Francisca - człowiek stonowany, wręcz wycofany, bierny, skłonny do melancholii, jeśli nawet obdarzony talentem, to niezdolny do zaspokojenia ambicji rozbuchanego rodzica. Z kolei wnuk Goi, Mariano, jest cynicznym bon vivantem i utracjuszem. Między tymi trzema mężczyznami rozgrywa się dramat poniżenia, odrzucenia, fałszywych póz, gorliwie skrywanych tajemnic...
Na osobną uwagę zasługuje sposób, w jaki Dehnel skonstruował swoją narrację - po części składa się ona z ekspresyjnych monologów głównych bohaterów, po części z intymnego eseju o "Czarnych obrazach". Dla każdego malarstwo coś znaczy - Dehnel odczytuje w ponurych freskach skumulowane cierpienie, będące też rodzajem wyzwolenia. Javier śni na jawie koszmary Francisca, nakłada je grubymi warstwami farby na ściany "Domu Głuchego", zarazem oskarżając ojca o duchową zbrodnię i łącząc się z nim w jedność. Bardzo to intensywna, mocna fantazja - daleko jej od banału popularnej literackiej konfekcji z życia bohemy.
@RY1@i02/2011/064/i02.2011.064.196.036a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/064/i02.2011.064.196.036a.002.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu