Dlaczego nie było polskiego Hammera?
Wydany przez Kino Polska box "Horrory" przypomina, że kiedyś nawet Polacy potrafili kręcić klimatyczne filmy grozy
Polski horror filmowy właściwie nie istnieje. Podejmowane od czasu do czasu nieśmiałe próby to żałosne kalki zachodnich produkcji, zabite przez nieudolną reżyserię i jeszcze gorsze aktorstwo. Tymczasem w latach 70. i 80. powstało kilka dzieł grozy, które mają specyficzny klimat, świetnie rozegrane tło psychologiczne, doskonałą obsadę i uniwersalną wymowę, choć przecież zachowują lokalny koloryt. Być może w innej sytuacji - kulturowej i politycznej - dałyby początek polskiej szkole horroru.
W zestawie znalazły się trzy głośne obrazy: nagrodzony na prestiżowym festiwalu filmów fantastycznych w Sitges "Lokis. Rękopis profesora Wittembacha" Janusza Majewskiego, "Wilczyca" Marka Piestraka oraz bodaj najbardziej oryginalne z nich "Widziadło" Marka Nowickiego. Osadzone w historycznych realiach ciągle zaskakują oryginalnym podejściem do reguł gatunku i choć po latach od premiery chwilami wydają się naiwne, niezamierzenie zabawne, to jednak do dziś się bronią.
Janusz Majewski miał bodaj największe szanse, by stać się ikoną polskiego kina grozy. "Lokis" (1970), adaptacja prozy Prospera Merimeego, nawiązująca do litewskiej legendy o człowieku - niedźwiedziu, nie był jego pierwszym doświadczeniem na tym polu. Już wcześniej Majewski dla telewizji ekranizował, także w ramach cyklu "Opowieści niezwykłe", opowiadania Stefana Grabińskiego i Teofila Gautiera. Reżyser udowodnił, że wie, jak straszyć widzów, zachowując jednocześnie dystans i dyskretną ironię. Dzięki wsparciu znakomitych aktorów (w "Lokisie" świetne kreacje stworzyli zwłaszcza Józef Duriasz i Edmund Fetting) i artystów (nad filmem pracowali m.in. Wojciech Kilar i Franciszek Starowieyski) udało mu się stworzyć jeden z najoryginalniejszych polskich filmów grozy.
Do takich należy też z pewnością zaliczyć pełnometrażowy debiut znakomitego operatora Marka Nowickiego "Widziadło" (1983). Oparty na wątkach prozy Karola Irzykowskiego film jest subtelnym dramatem psychologicznym utrzymanym w odrealnionej, onirycznej tonacji dzięki świetnym zdjęciom Witolda Sobocińskiego. Choć z dzisiejszego punktu widzenia erotyki w nim niezbyt wiele, w czasie premiery reklamowany był jako pierwszy horror erotyczny. Okazał się także ostatnim.
Najbardziej tradycyjnym horrorem w zestawie jest "Wilczyca" (1982), opowieść o klątwie rzuconej na łożu śmierci przez żonę powstańca. Piestrak, adaptując nowelę Jerzego Gierałtowskiego, połączył romantyczną symbolikę z mitem o wilkołaku. Zachęcony wielkim sukcesem - "Wilczycę" w kinach obejrzało ponad 2 miliony widzów - reżyser jeszcze kilka razy próbował zmierzyć się z horrorem. Jednak rezultaty - w tym nakręcony w 1990 roku "Powrót wilczycy" - trudno zaliczyć do udanych.
W ogóle "Wilczyca" i "Widziadło" były łabędzim śpiewem polskiego horroru. Tymczasem potrafię sobie wyobrazić, że polską kinematografię stać było, nawet jeśli nie na odpowiednik legendarnego brytyjskiego studia Hammer, to przynajmniej na wykreowanie prężnego nurtu kina grozy. Wspartego bogatą tradycją literacką (wystarczyłoby sięgnąć po opracowaną w latach 50. przez Juliana Tuwima antologię "Polska nowela fantastyczna"), doświadczeniem realizatorów i aktorów. Czy Józef Duriasz mógł stać się polskim Christopherem Lee, a Janusz Majewski Terence’em Fisherem? Swoją szansę przegapiliśmy, pozostaje jedynie sentymentalny powrót do przeszłości i nadzieja, że rodzimi twórcy przypomną sobie jeszcze, że przed laty potrafili kręcić horrory, których nie trzeba było się wstydzić.
@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.030a.001.jpg@RY2@
Olgierd Łukaszewicz już wie co znaczy zemsta "Wilczycy"
@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.030a.002.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu