Hiszpania jako cyrkowa arena
Jeśli ktoś uważa, że cyrk jest wyłącznie zabawną rozrywką, ten film go zaskoczy. "Hiszpański cyrk" Aleksa de la Iglesii wali widza maczetą między oczy
Ambiwalencja tego dziwacznego środowiska treserów dzikich zwierząt, siłaczy, akrobatek, połykaczy ognia, karłów i innych dziwolągów doskonale sprawdza się w kinie, będącym przecież sztuką o jarmarcznym, ludycznym rodowodzie. Cyrkowość wydaje się wręcz stworzona dla Aleksa de la Iglesii, który w swoich filmach bez skrępowania miesza campowe konwencje.
W "Hiszpańskim cyrku" reżyser nie marnuje okazji i serwuje widzom popisowy numer - wybuchowy melanż melodramatu i farsy, podlany krwistym historycznym sosem. Akcja rozpięta jest między rokiem 1937, kiedy trwała wojna domowa, a schyłkiem dyktatorskich rządów generała Franco. Ten czas tworzy ramę dla przypowieści o ludziach wrzuconych w bezwzględne tryby historii. "Ta pieprzona wojna jest żartem" - mówi klaun wcielony do oddziałów republikańskich. Gdy trafia do niewoli, przekazuje pałeczkę synowi, prosząc, by go pomścił i został smutnym klaunem. Prawie 40 lat później wrażliwy Javier spełnia wolę ojca i zaczyna pracę u boku wesołego klauna Sergia. Ich rywalizacja przeradza się w walkę na śmierć i życie.
Streszczenie fabuły nie oddaje slapstikowej groteski filmu Iglesii. Ta opowieść zdobyła Srebrnego Lwa za najlepszą reżyserię i scenariusz na ubiegłorocznym festiwalu w Wenecji. Przewodniczącym jury były Quentin Tarantino, który nie mógł pozostać obojętny wobec specyficznego uroku gargantuicznej makabreski hiszpańskiego twórcy.
Alex de la Iglesia zgodnie z zasadą, że w cyrku wszystkie chwyty są dozwolone, tworzy kiczowate kadry - w końcu cyrk to świat nie tylko sztuczny, ale także tandetny, pełen sekretów, skrywanych w cyrkowych przyczepach i wozach. Zapełnia te kadry karykaturalnymi przebierańcami rodem z filmów Felliniego, Burtona, Rodrigueza, zręcznie żongluje filmowymi cytatami i nawiązaniami, w finałowej scenie składając hołd samemu Hitchcockowi.
Na szczęście nie jest to jedynie kuglarska sztuczka zmajstrowana ku uciesze widzów, żądnych krwi i przemocy. Przez makabryczno-farsową stylistykę przebija kpina z bratobójczej walki i totalitaryzmu. Walczący o kobietę klauni uosabiają dwie strony konfliktu hiszpańskiej wojny domowej, poprzez swoje zapamiętanie i nienawiść niszczący obiekt swojej miłości. Film odczytywany jako polityczna alegoria, przy okazji kpiący z symbolu hiszpańskiej martyrologii, nabiera cech politycznej rozprawki a rebours. Pomalowana białą farbą, wykrzywiona twarz klauna przekonuje, że jest jedna rzecz, której nie udaje się zamienić w dowcip - śmierć.
@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.028b.001.jpg@RY2@
Jaga Kolawa
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu