Nowe płyty
Panic! at the Disco z kwartetu stali się duetem, ale stracili zdecydowanie więcej niż połowę siły rażenia. Alternatywny rock miesza się na "Vices & Virtues" z przebojowym popem, bitelsowskie gitarowe kawałki sąsiadują z emopunkiem najgorszego sortu. I choć znalazło się tu - prawdopodobnie przez pomyłkę - parę fajnych numerów ("The Ballad of Mona Lisa", "Sarah Smiles"), całość jest niestrawna. Doceniam użycie nietypowego instrumentarium (m.in. ksylofon), ale ostateczny rezultat jest raczej dość okropny.
Jakub Demiańczuk
@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.034b.001.jpg@RY2@
Śpiewa soulowo jak Aretha Franklin i balladowo-folkowo jak Joni Mitchell. Rumer wydała właśnie debiutancką płytę "Seasons Of My Soul". Pracowała przy niej m.in. z samym Burtem Bacharachem. Słuchając jej balladowego albumu można odnieść wrażenie, że został nagrany w latach 70. Ale ten retro sznyt działa tu na korzyść. Bez nowoczesnych klubowych odniesień i rockowego pazura Rumer w towarzystwie pianina, akustycznej gitary i skrzypek śpiewa o fascynacji Arethą, śmierci swojej matki i straconej miłości. To bardzo osobista, wyciszająca płyta.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.034b.002.jpg@RY2@
llll
Gatunkami muzycznymi, jakimi bawi się na swojej nowej płycie amerykański kwartet DeVotchKa, można by obdzielić kilkanaście zespołów z różnych regionów świata. Na "100 Lovers" grają jak cygański tabor z Rumunii, Beach Boys, Radiohead, Manu Chao i Los Lobos. Album wyprodukował Craig Schumacher (Calexico), a gościnnie pojawili się na nim m.in. perkusista Mauro Refosco z zespołu Thoma Yorke’ Atoms For Peace. Wyszła z tego płyta, z której numery do swoich filmów mogliby pożyczyć zarówno Emir Kusturica, jak i Quentin Tarantino. Wybuchowa mieszanka.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.034b.003.jpg@RY2@
Kompozycje Argentyńczyka Carlosa Libedinsky’ego oraz Chopina znalazły się na soundtracku do filmu "Wygrany" Wiesława Saniewskiego. - Początkowo symbolem uwolnienia się głównego bohatera spod kurateli menedżera i matki miał być Chopin jazzowy i w ogóle jazz - mówił reżyser - Jednak wydało mi się to w sumie za oczywiste. Ale Chopin jako autor tanga? Tego nie było. I wybrał słusznie, bo miszmasz dostojnej klasyki i erotycznej argentyńskiej ekspresji wypadł bardzo dobrze. Do harmonii i akustycznej gitary Libedinsky dodał odrobinę elektroniki czyniąc go jeszcze ciekawszym.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.034b.004.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu