Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Lepsze jutro w kształcie roztocza

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

"Chcemy być nowocześni" - wystawa znakomitego polskiego designu lat 50. i 60.

Wystawę w Narodowym oglądam w ciżbie widzów. Wysoka frekwencja w gmachu przy Alejach Jerozolimskich to norma, ale po raz pierwszy zdarza mi się zwiedzać ekspozycję w blasku fleszy. Połowa osób nie zadowala się tylko oglądaniem - wyjmują komórki i fotografują. "Ikea, ale w wydaniu artystycznym" - recenzuje ktoś w tłumie. Jest w tym sporo racji. Prezentowane na ekspozycji wzornictwo było próbą stworzenia mniejszych i większych przedmiotów codziennego użytku o wysokich walorach estetycznych, które uwzględniały realia epoki: niewielkie metraże mieszkań, gusta i siłę nabywczą społeczeństwa otrząsającego się po mrokach stalinizmu oraz wydolność rodzimego przemysłu. Szlachetną ideę udało się wcielić w życie - nawiązujące do światowych trendów designerskie meble, naczynia i tkaniny można było kupić w sklepach na zapadłej prowincji.

W 1950 roku powołano do życia Instytut Wzornictwa Przemysłowego, ale przełomowym wydarzeniem był światowy zlot młodzieży i studentów. W lipcu 1955 roku Warszawa gościła tysiące młodych ludzi ze wszystkich kontynentów. Peerelowskie władze usiłowały wykorzystać imprezę do celów propagandowych i pokazać dźwiganą z wojennych ruin stolicę jako prężne centrum modernizującego się państwa otwartego także na nową sztukę. Szare i przygnębiające miasto zamieniło się w barwną metropolię również dzięki kolorowym, surrealistycznym dekoracjom, które zaprojektowali m.in. Wojciech Fangor i Henryk Tomaszewski.

Po październikowym przełomie wiadomo było, że do socrealizmu nie ma powrotu, liczyła się przyszłość, w kreowaniu której pomagać mieli tylko inżynierowie dusz, a także plastycy.

"Dążymy do pięknej, wspaniałej przyszłości, ale nie możemy jeszcze dojrzeć jej kształtu, wyobrazić sobie formy i ram życia, do którego zmierzamy. Dlatego chcemy i żądamy od plastyki, żeby nam to przyszłe, dobre, sprawiedliwe i szczęśliwe życie ukazała" - deklarował Jerzy Hryniewiecki, wybitny architekt i urbanista, jeden z teoretyków popaździernikowej nowoczesności.

W doprecyzowaniu zarysu przyszłości pomagały artystom osiągnięcia nauki i techniki. We wzornictwie zaczął dominować styl organiczny - formy o miękkich, asymetrycznych, elipsoidalnych, obłych konturach przypominające drobnoustroje oglądane pod mikroskopem, krople wody lub muszle i skorupy. Prekursorami tej estetyki byli Alvar Aalto, Eero Saarinen, Henry Moore oraz Charles i Ray Eamesowie. Drugim istotnym punktem odniesienia była abstrakcja, z której zdjęto odium obcej ideologicznie i bezwartościowej sztuki burżuazyjnej. Ceramika i tkaniny, inspirowane surrealistycznym malarstwem Arpa, Pollocka, Picassa i Legera, weszły do masowej produkcji - nadrealizm trafił pod strzechy.

Artyści przeżywali fascynację nowymi tworzywami. Syntetyki stwarzały możliwości konstruowania przedmiotów o wyrafinowanych, nieosiągalnych wcześniej formach - niestety w zapóźnionej technologicznie Polsce były towarem deficytowym, co zablokowało międzynarodową karierę Romana Modzelewskiego (1912 - 1997). W 1956 roku Polak zaprojektował fotel ze sztucznego tworzywa, którym zachwycił się Le Corbusier. Francuzi chcieli wytwarzać mebel na skalę przemysłową, ale peerelowskie władze zablokowały sprzedaż licencji - decydenci chcieli, żeby papież nowoczesności kupował u nas gotowe fotele, których produkcji nie potrafiliśmy szybko uruchomić. Corbu zrezygnował, my straciliśmy szansę, żeby Smith, Lopez, Mueller i Johansson relaksowali się na siedzisku sygnowanym przez Modzelewskiego.

Projektanci stosowali tańsze i ogólnodostępne zamienniki. Substytutem sztucznych tworzyw była sklejka, która - jak się okazało - dawała spore możliwości eksperymentowania z formą.

Celowała w tym Teresa Kruszewska, której słynne krzesła można zobaczyć na wystawie. Zamiast syntetyków designerzy sięgali po metalową siatkę, żyłkę nylonową i sznurek oraz swojską wiklinę.

Na warszawskiej ekspozycji prezentowanych jest blisko dwieście eksponatów. Oprócz pojedynczych mebli, tkanin, ceramiki, szkła, plakatów i afiszy reklamowych są dwa fragmenty wnętrz z lat 50. i 60. - najczęściej fotografowane przez zwiedzających.

Wystawa ma też kontekst uniwersalny. W latach 50. Zachód zaczynał obrastać w dobra konsumpcyjne, zaś artyści dostrzegli w tym inspirację - tak narodził się pop art. "Niekiedy udaje się (...) zobaczyć dzieło techniki czy plastyki, w którym czujemy oddech przyszłości. Czasem będzie to szklany dom, (...) czasem będzie to cudowny, mocny kolor i kształt drobnego wyrobu galanteryjnego; czasem ten kształt przyszłości mignie nam w błysku karoserii samochodowej" - pisał cytowany przez kuratorki Hryniewiecki. Miał rację. Niestety dorobek polskich designerów zaprzepaszczono w epoce Gierka. Wartościowe wzornictwo poszło w odstawkę, na rzecz pseudokopii projektów z Zachodu, i nie odrodziło się do dziś. Tłumy na wystawie w Narodowym przekonują, że pochopnie zrezygnowaliśmy z tego dziedzictwa.

@RY1@i02/2011/034/i02.2011.034.196.042a.001.jpg@RY2@

Skutery OSA na defiladzie pierwszomajowej w 1959 roku

Cezary Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.