Prawie wszystko na sprzedaż
"Content" to pierwsza od 16 lat płyta Gang of Four z nowymi piosenkami. I pierwsza szansa na sukces w 30-letniej karierze zespołu
Zawsze byli mistrzami drugiego planu. Krytycy nazwali ich najbardziej wpływowym zespołem alternatywnym swoich czasów. I rzeczywiście, może i Sex Pistols są legendą lat 80., ale to nie "God Save the Queen", ale surowy mariaż punku i funku jest obowiązującą formułą na scenie indie. Muzyczne odkrycia Gang of Four inspirują wielu: od amatorskich zespołów z garażu po takie tuzy, jak: R.E.M., Franz Ferdinand czy Bloc Party.
Ich pożywką był i jest każdy kryzys polityczny czy gospodarczy, a kapitalizm - największym wrogiem (15 lat temu śpiewali nawet o jego agentach). Pochodzący z Leeds kwartet Gang of Four walczył z nim zaskakującą mieszaniną funku i punku oraz ironią. Teraz marksistowska ideologia poszła w odstawkę. Jej miejsce zajął czysty sarkazm.
Ich najnowsza, zaskakująca jak na zespół uznawany dotąd za muzyczną ambasadę marksizmu, kampania promocyjna to jaja z popkultury i show-biznesu. Swój najnowszy album zaczęli sprzedawać w internecie, jeszcze zanim weszli do studia nagraniowego. Oprócz tego sprzedają podpisane koszulki, rękopisy tekstów, stare afisze koncertowe oraz bootleg z pierwszego występu Gang of Four, nagrany na kasetę magnetofonową (równie dobrze mogliby też wprowadzić limitowaną edycję na woskowym walcu) i zaplombowany w archaicznym walkmanie, za - bagatela - 175 funtów. W wywiadach zapowiadają, że wszystkie te zabiegi przekują w sukces, nawet gdyby mieli sobie wypruć żyły. Co zresztą zrobili.
Przebojem w świecie gadżetów dla fanów jest bowiem limitowana edycja albumu "Content" za 40 funtów. W blaszanym pudełku znalazły się m.in.: album ze zdjęciami, sprawozdanie z nagrywania płyty oraz ampułka z krwią muzyków. Ponoć prawdziwą.
To oczywiście jawna kpina z kosztownych kolekcjonerskich wydań z dodatkami, jakimi firmy płytowe próbują drenować kieszenie fanów. Ale też idealna metafora nowych piosenek GO4, bo w warstwie muzycznej "Content" przynosi kawał krwistego rocka. To właśnie muzyka, a nie przewrotny marketing czy marksistowska przeszłość, jest ich największym kapitałem. Gniewnie hałaśliwa, zmysłowo pulsująca i - jak się okazuje - całkowicie ponadczasowa.
"Content" to najlepsza płyta w karierze GO4: archaiczny punk rock miesza się z funkiem i pełną pogłosów produkcją dub reggae. Gdzieniegdzie słychać też echa Jimiego Hendriksa ("She Said: »You Made a Thing of Me«") i Dawida Bowie ("I Can’t Forget Your Lonely Face"), a wszystko podane z mathcore’ową, niemal bezduszną precyzją i ostrym brzmieniem gitary, która jazgocze aż miło. Nóżki same rwą się do tańca.
GO4 A.D. 2011 nie jest zespołem dla emerytów, ale młodzieżowym bandem, którego piosenki ociekają soulowo-punkowym klimatem. Brytyjski tygodnik muzyczny "New Musical Express" już zdążył odtrąbić, że Jon King i Andy Gill (oraz ich nowa sekcja rytmiczna: perkusista Mark Heaney i basista Thomas McNeice) znów są w grze i również w XXI wieku pozostają jednym z najbardziej wpływowych zespołów. Ja na miejscu muzyków R.E.M. i Franz Ferdinand po wysłuchaniu "Content" przełożyłbym premiery swoich nowych płyt na przyszły rok.
@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.033a.001.jpg@RY2@
Hubert Musiał
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu