Stare słowa, nowe znaczenia
Haruki Murakami znów zabiera czytelników w odmęty podświadomości. Po polsku ukazuje się drugi tom "1Q84", najbardziej japońskiej z jego powieści
Jest literacką gwiazdą, ale unika mediów i rozgłosu. Z szóstym krzyżykiem na karku wygląda na trzydziestoparolatka. Pisanie porównuje do sportu - woli biegać w maratonach, niż upijać się sake z kolegami po piórze. Brak snów kompensuje sobie pisaniem. Krytycy zaś głowią się nad rozziewem między poukładaną biografią japońskiego pisarza a zakręconymi fabułami jego książek.
Murakami pochodzi z dobrze sytuowanej inteligenckiej rodziny z Kioto, jest absolwentem teatrologii i scenopisarstwa, od 40 lat jest żonaty z tą samą kobietą, a jedyna ekstrawagancja w jego CV wydaje się obejmować siedem lat między 1974 a 1981 rokiem, kiedy prowadził w Tokio nocną kawiarnię jazzową. Żadnych ekscesów, kontrowersyjnych wywiadów czy polemik - marny materiał nie tylko dla tabloidów, lecz także przyszłych biografów.
Inaczej rzecz ma się z literaturą. Tylko dwie książki Murakamiego można uznać za realistyczne - współczesną love story "Norwegian Wood", która wywindowała pisarza na szczyty list bestsellerów, oraz reporterski "Underground", będący zapisem rozmów pisarza z ofiarami zamachu dokonanego w tokijskim metrze przez sektę Najwyższa Prawda. W innych tekstach małomówny wnuk mnicha buddyjskiego z Kioto kazał swoim bohaterom między innymi podróżować w inny wymiar ("Tańcz, tańcz, tańcz"), romansować z fantomem ("Na południe od granicy, na zachód od słońca"), rozmawiać z kotami ("Kafka nad morzem") i rozwiązywać zagadkę tajemniczego hologramu umieszczonego na grzbiecie owcy utrwalonej na starej fotografii ("Przygoda z owcą").
Surrealistyczna twórczość Murakamiego to rewers jego osobowości, ale związek między tym, co pisze, a tym, jak żyje, jest bardziej złożony. Literatura nie stanowi dla autora "Kroniki ptaka nakręcacza" formy ucieczki od poukładanej z zegarmistrzowską precyzją egzystencji, lecz jest jej konsekwencją. "Wędrówka na dno wyobraźni i powrót do rzeczywistości wymagają tężyzny fizycznej. Dlatego uprawiam jogging, biegam w maratonach. Pisanie powieści to wyczerpujące zajęcie, wymaga siły fizycznej i psychicznej" - powiedział "Dziennikowi".
To wyznanie - obco brzmiące w kontekście utrwalonego w naszej tradycji bycia pisarzem etosu, którego nieodłącznymi atrybutami były knajpa i alkohol (nie bez kozery w kuchennej onomastyce zadomowiły się szklanki literatki) - Murakami rozwinął w "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu". Raczej chłodno przyjęta przez prasę książka jest kluczem do zrozumienia jego artystycznej i życiowej filozofii. Krytycy jak rzep psiego ogona uczepili się fragmentów, w których autor "Po zmierzchu" określa bieganie swoim najważniejszym doświadczeniem życiowym. Kiedy inni literaci szukają inspiracji w kieliszku, narkotykach, podróżach lub bibliotece, Murakami łapie wenę, pokonując kolejne kilometry, a pełnię osiąga, gdy przebiegnie maraton szybciej niż w 3,5 godziny. Dostrzega podobieństwa bycia pisarzem i sportowcem - w obu przypadkach potrzebne są koncentracja i skondensowany wysiłek. A zatem literatura jest dla Japończyka formą sportu? Tak, ale nie w sensie zawodów, w których chodzi o to, żeby pokonać rywali.
Pisarz tak jak sportowiec jest samotny. Dla Murakamiego bieganie jest wyścigiem z samym sobą, metaforą kondycji człowieka. Najzwyklejsza, naturalna czynność, którą codziennie wykonuje większość ziemskiej populacji, nabiera głębszego wymiaru, staje się doświadczeniem egzystencjalnym. Ten schemat powielają bohaterowie jego książek. Początkiem ciągu niesamowitych okoliczności są w jego utworach banalne wydarzenia. Nierzeczywistość przenika się ze światem realnym, a łączność między nimi następuje płynnie i jakby mimochodem - wystarczy wejść do hotelowego pokoju na 16. piętrze, żeby w jednej chwili przenieść się w inny wymiar ("Tańcz, tańcz, tańcz").
Bohaterowie Murakamiego to outsiderzy, zagubione dzieci japońskiego cudu gospodarczego. Powojenny dobrobyt okazał się mirażem, został okupiony epidemią chorób cywilizacyjnych i społecznej patologii. Wałęsający się po Tokio wrażliwi młodzi ludzie w "Po zmierzchu" przypominają hipisów. Swoim indywidualistycznym podejściem do życia kontestują kolektywizm, który jak śmiercionośny wirus paraliżuje społeczeństwo, doprowadzając Japończyków do duchowego i fizycznego karoshi i czyniąc łatwym łupem dla manipulatorów oraz sekciarzy. Autor "Sputnika Sweetheart" jest bowiem nie tylko znakomitym storytellerem czytanym pod każdą szerokością geograficzną, ale przede wszystkim pisarzem z Kraju Kwitnącej Wiśni.
Jego najnowsza powieść, "1Q84", której drugi tom właśnie się u nas ukazuje, jest książką na wskroś japońską. Murakami uważa tokijski zamach grupy Shoko Asahary w 1995 roku za wydarzenie, które odmieniło jego ojczyznę i wyrwało rodaków z fałszywego poczucia dobrobytu i stabilizacji. W kolejnej odsłonie swojej dystopii drąży problem sekt - tym razem instruktorka sztuk walki i masażystka, a w istocie zawodowa morderczyni Aomame dostaje zlecenie zabójstwa oskarżanego o pedofilię guru tajemniczej sekty. Opowieść zostaje doprowadzona do września. Tak jak w poprzednim tomie, fabuła rozwija się dwutorowo, śledzimy dwie symultaniczne trzecioosobowe narracje - losy Aomame i jej rówieśnika, trzydziestoparoletniego Tenga, matematyka i niespełnionego pisarza, którzy próbują się odnaleźć, przemieszczając się w dwóch światach - orwellowskim roku 1984 oraz jego alternatywnej wersji. Fani Murakamiego znajdą tu wszystko to, za co kochają pisarza - niespieszną, zapętloną opowieść, wnikliwe portrety psychologiczne nawet epizodycznych postaci i feerię surrealistycznych obrazów. Dla jego przeciwników druga odsłona "1Q84" też nie będzie przełomem. Z ostateczną oceną tryptyku trzeba poczekać na jego finałową część, która do naszych księgarń ma trafić jesienią.
"W ogóle nie śnię, pisanie zastępuje mi sny" - powiedział Murakami, ucinając pytanie o somnambuliczne inspiracje swoich fabuł. "Nie ma nowych słów. Nasze zadanie to nadać nowe znaczenie zwykłym słowom" - napisał. Jego pisarstwo jest misterną kreacją. Jak każda wielka literatura, głęboko zakorzenioną w rzeczywistości.
@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.0037.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.0037.002.jpg@RY2@
Shoko Asahara, przywódca sekty Najwyższa Prawda
@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.0037.003.jpg@RY2@
Cezary Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu