Socjologia na czterech łapach
Zdziczały pies jako symbol współczesnej cywilizacji? Świetna reporterska książka Jeana Rolina dowodzi, że to możliwe
Émile Durkheim, ojciec założyciel socjologii, opublikował w 1897 roku przełomową pracę "Samobójstwo" - odwoływała się ona wprost do danych statystycznych i pozostała na długie dziesięciolecia wzorcem socjologicznej monografii. Najważniejszy był jednak sposób potraktowania tematu - Durkheim nie patrzył na zachowania suicydalne przez pryzmat indywidualnych życiowych tragedii, interesowało go coś innego: ich typologia i zmiany częstości występowania. W ten sposób doszedł do wniosku, że przynajmniej część aktów samobójczych można potraktować jako dobrą miarę społecznej spójności. Postawił hipotezę, że zwiększenie się liczby samobójstw jest dowodem na postępujący rozkład więzi i wzrost poczucia dezorientacji u jednostek. Te zjawiska nazwał zbiorczo anomią, stanem właściwym społeczeństwom podlegającym gwałtownym transformacjom, gdy stare normy przestały już funkcjonować, a nowe, wyznaczające ludziom klarowne kierunki i sens działania, jeszcze nie powstały. Durkheim miał rację - samobójstwa do dziś są jednym z pierwszych tropów, jakimi podąża każdy socjolog badający społeczeństwa ogarnięte kryzysem.
Jean Rolin, wybitny francuski reporter i pisarz, choć na Durkheima się nie powołuje, też idzie jego śladem. W książce "I ktoś rzucił za nim zdechłego psa" nie zajmuje się jednak samobójcami, lecz - co sugeruje już tytuł - psami. A dokładniej mówiąc, psami feralnymi. Nie chodzi tu o psy, które mają pecha, choć te akurat może i mają, ale o takie, które były niegdyś udomowione, ale powróciły, przynajmniej częściowo, do stanu dzikości. Rolin w czasie swoich zawodowych podróży rozgląda się za psami: tymi bezdomnymi, grasującymi po śmietnikach, śpiącymi na chodnikach, biegającymi w groźnych stadach po peryferyjnych dzielnicach wielkich metropolii. Patrząc na psy, widzi ludzi. Stosunek do tak bliskich nam zwierząt jest dla niego - niczym Durkheimowskie samobójstwa - probierzem jakości, zwartości i harmonii ludzkiej wspólnoty. Na ulicach Aszchabadu, Mexico City, Bangkoku, Kairu, Sydney, Bejrutu, Santiago de Chile biega socjologia na czterech łapach.
Rolin to mistrz miniatury. W skondensowanych, świetnych prozatorsko, szalenie obrazowych impresjach umie pomieścić zarówno dziennikarskie obserwacje, jak i mocne cywilizacyjne metafory. Bezdomne psy odprowadzające chilijskich pijaków pod drzwi domu. Australijscy kowboje strzelający do psów dingo jak do kaczek i zajęcy. Psy żerujące na gigantycznym kairskim wysypisku śmieci. Psy grasujące w hordach pod moskiewskim Dworcem Kazańskim. Psy jako niemi świadkowie okrutnej i bezsensownej wojny w południowym Libanie. Psy wyłapywane, trute, palone żywcem, pozostawione samym sobie, psy rozszarpujące zwłoki, rozkopujące groby, żerujące na polach bitew. Obraz świata, jaki się z tego wszystkiego wyłania, nie jest nadmiernie pocieszający.
Ta książka nie ma jednolitej formy. Raz jest migawkowym reportażem, raz wnikliwym esejem, innym razem zmierza w stronę żartobliwej anegdoty, pod którą jednak czai się przerażenie. Tak czy inaczej - to znakomita literatura
@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.039a.002.jpg@RY2@
Bezdomne psy na ulicach kaszmirskiego Śrinagaru
@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.039a.001.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu