HippisDorianGray
"Gentlemani" Klasa Öster-grena budzą podziw swoją literacką brawurą - a to dziś już klasyka szwedzkiej powieści obyczajowej
Niewiele brakuje, byśmy zupełnie zapomnieli, że Szwecja nie jest wyłącznie literacką ojczyzną kryminałów i "Dzieci z Bullerbyn". 56-letni pisarz Klas Östergren miał mniej szczęścia niż urodzeni w jego kraju autorzy powieści detektywistycznych. Podczas gdy książki kontynuatorów i naśladowców Henninga Mankella czy Stiega Larssona idą na świecie jak świeże bułeczki, autor "Gentlemanów" czekał prawie 30 lat na angielski przekład jednej z najważniejszych powieści w swoim dorobku. Tłumaczenie polskie ukazało się dwa lata po wydaniu anglojęzycznym. Szkoda, że na tę powieść czekaliśmy tak długo, choć czas w najmniejszym stopniu nie zaszkodził "Gentlemanom". Przeciwnie - po latach nie dziwi wcale, że wydane w 1980 roku dzieło Östergrena Szwedzi zaliczają do swojego ścisłego kanonu.
Z jednej strony to kawał wytrawnej pozy, utrzymanej w tradycyjnym stylu, z drugiej literacki fajerwerk, popis niesłychanej sprawności i wyobraźni szwedzkiego autora. Östergren po mistrzowsku potrafi szafować konwencjami - na 500 stronach powieści kreśli barwną panoramę społeczno-obyczajową Europy okresu zimnej wojny, od czasu do czasu flirtując z modernistyczną sagą rodzinną, powieścią szpiegowską, a nawet XIX-wieczną literaturą grozy.
To dlatego nie od razu odgadniemy, w jakiej epoce rozgrywa się akcja. Nie bez powodu narrator na pierwszych stronach przywołuje "Portret Doriana Graya" Oscara Wilde’a, wszystko bowiem zdaje się rozgrywać w mocno staroświeckich dekoracjach. Główny bohater, który nosi to samo imię i nazwisko co autor książki, przebywa w tajemniczym, opustoszałym mieszkaniu. Okna zasłonięte są storami, a drzwi wejściowe zostały zabarykadowane szafą. W tych zagadkowych okolicznościach Klas opowiada o swoim spotkaniu z niejakim Henrym Morganem, poetą i ekscentrykiem, który podobnie jak jego imiennik z powieści Wilde’a staje się dla młodszego mężczyzny mentorem i przewodnikiem kuszącym zakazanymi urokami życia. Wkrótce okaże się, że Morganów jest dwóch - Henry i jego brat Leo są jak awers i rewers, Doktor Jekyll i Mister Hyde. To młodszy Leo stanowi bardziej mroczny element tego tandemu. W przeciwieństwie do brata jest neurotykiem o skłonnościach autodestrukcyjnych. Wiemy, że kiedyś był cenionym poetą tworzącym wiersze w duchu Baudelaire’a, potem wylądował na oddziale psychiatrycznym...
W miarę jak opowieść Klasa idzie naprzód, zza XIX-wiecznej scenografii zaczyna jednak przeświecać współczesność. Wędrujemy przez lata 50., 60., 70., jesteśmy świadkami beatlemanii, ruchu hippisów i zamieszek studenckich w Paryżu 1968 roku, w tle zaś przewija się zimna wojna i wywiad werbujący szpiegów. Podróż, którą funduje nam Östergren, jest tyleż nostalgiczna co fascynująca - nie wiadomo nigdy, jakiego asa Szwed wyciągnie z rękawa. Z wprawą kameleona na przemian wchodzi w konwencję Wilde’a, Galsworthy’ego, Chandlera, Huntera Thompsona. A całość łączy tak sprawnie, by szwy dla czytelnika pozostały niewidoczne.
@RY1@i02/2011/014/i02.2011.014.196.036a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/014/i02.2011.014.196.036a.002.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu