Ekonomia dla szaleńców
Kiedy Steven Levitt i Stephen Dubner zaczynali pisać "Freakonomię", nie spodziewali się, że powołują do życia ekonomiczny bestseller dekady
Dlaczego warto czytać książki? Choćby po to, żeby popisywać się potem elokwencją na przyjęciach - uczy jedna ze szkół. Jeśli komuś bliska jest taka motywacja, to wydane właśnie przez Znak amerykańskie bestsellery "Freakonomia" (poszerzone wznowienie) i "Superfreakonomia" (pierwszy raz po polsku) na pewno przypadną mu do gustu. Dzięki nim dostanie do ręki błyskotliwe i oparte na solidnej ekonomicznej analizie wyjaśnienia wielu osobliwości życia społecznego - na przykład dlaczego dilerzy narkotykowi zazwyczaj mieszkają z matkami albo z jakiej przyczyny pośrednicy handlu nieruchomościami niechętnie walczą o jak najwyższą cenę dla swojego klient i co powoduje, że kary finansowe przynoszą często skutek odwrotny do zamierzonego.
W USA freakonomia to już instytucja. Stworzył ją ponad pięć lat temu autorski tandem Steven Levitt i Stephen Dubner. Panowie (dziś lekko po czterdziestce) poznali się, gdy Dubner, dziennikarz, postanowił napisać dla "New York Timesa" o wschodzącej, acz niekonwencjonalnej gwieździe amerykańskiej ekonomii - czyli Levitcie. Ów chicagowski akademik zasłynął kilkoma błyskotliwymi i kontrowersyjnymi tekstami naukowymi. W jednym z nich zręcznie dowodził, że spadek poziomu przestępczości w Stanach w drugiej połowie lat 90. nie jest bynajmniej wynikiem popularności akcji naśladujących program "zero tolerancji" eksburmistrza Nowego Jorku Rudolpha Giulianiego, lecz bierze swój początek w wydarzeniu o dwie dekady wcześniejszym, gdy Sąd Najwyższy podważył zakaz aborcji na życzenie. "Najbardziej skorzystały na tym bowiem samotne matki z patologicznych środowisk, których dzieci z daleko większym prawdopodobieństwem weszłyby na drogę przestępstwa. To »nienarodzone pokolenie« to właśnie najsensowniejsze wyjaśnienie poprawy bezpieczeństwa w naszych miastach" - dowodził.
Levitt dla niektórych z miejsca stał się ekonomicznym szarlatanem. Ponieważ jednak amerykańskie elity akademickie bardzo cenią sobie takich szaleńców, Levitta nie wyklęto, lecz obsypano wyróżnieniami. W 2004 roku dostał nagrodę im. Johna Batesa Clarka przyznawaną co dwa lata przez Amerykańskie Towarzystwa Ekonomiczne najbardziej perspektywicznemu amerykańskiemu ekonomiście przed czterdziestką. O tym, że owa nagroda otwiera drzwi do jeszcze większych zaszczytów, przekonuje rzut oka na listę laureatów z lat ubiegłych, gdzie aż roi się od ekonomicznych legend z noblistami Paulem Samuelsonem, Miltonem Friedmanem, Josephem Stieglitzem i Paulem Krugmanem na czele.
Ekonomista Levitt i dziennikarz Dubner szybko stworzyli dobrze funkcjonującą maszynę do poszukiwania paradoksów społeczno-ekonomicznych. Ten pierwszy przeczesywał dane ilościowe z najróżniejszych dziedzin - od statystyk egzaminacyjnych w amerykańskich podstawówkach przez demografię po ceny nieruchomości - i przykładając do nich klasyczne narzędzia współczesnej ekonomii (głównie wypracowanej przez Gary’ego Beckera wersji teorii racjonalnego wyboru), dochodził do inspirujących wniosków. Dubner okraszał je dowcipem i tworzył produkt, który trafiał nie tylko do światka akademickiego, lecz przede wszystkim do masowej publiczności. Efektem ich współpracy są właśnie obie ukazujące się teraz w Znaku książki.
"Freakonomia" z 2005 roku z miejsca weszła na listy bestsellerów "New York Timesa" i jak dotąd sprzedała się w nakładzie ponad pięciu milionów egzemplarzy. Sukces sprawił, że cztery lata później autorzy pokusili się o sequel, "Superfreakonomię", która nie przynosi zasadniczo nowej jakości. Po prostu podsumowuje kolejne efekty badań duetu Levitt & Dubner: mowa tu między innymi o tym, jak przekształcić globalne ocieplenie w globalne ochłodzenie, albo o tym, czy małpy mogą się nauczyć posługiwania pieniędzmi. Przez cały ten czas tworzyli również bloga Freakonomics.com, który z miejsca stał się jednym z najpopularniejszych miejsc w sieci i został szybko podkupiony przez "New York Timesa". Dziś strona ma stałych redaktorów, sieć współpracujących blogerów i rozbudowane podcasty (tzw. Freakonomics Radio). W 2009 roku Levitt i Dubner założyli nawet eksperymentalną firmę konsultingową.
Skąd taka popularność freakonomii Levitta i Dubnera? Po prostu zdołali rozwinąć stary sprawdzony pomysł na książkę, w prosty sposób wyjaśniającą pozornie trudno wytłumaczalne zawirowania otaczającej nas rzeczywistości. W przeciwieństwie do poprzedników zdołali podnieść go jednak na naukowy piedestał. Freakonomia to według definicji samych autorów "ekonomia dla pozytywnych wariatów, ludzi niezadowalających się prostymi odpowiedziami i lubiących zaskakujące paradoksy". A tego nie mógł osiągnąć ani socjolog, ani psycholog, lecz tylko ekonomista, który w życiu publicznym krajów bogatego Zachodu coraz częściej odgrywa rolę największego autorytetu. Dlatego "Freakonomii" nie należy traktować jak kulminacji fali ekonomicznych poradników dla maluczkich. To raczej początek trendu, który wkrótce pojawi się i u nas. "DGP" sam tropi ekonomiczne paradoksy - pojawiają się one co weekend w rubryce "Obserwacje" na stronach naszego "Magazynu".
@RY1@i02/2011/014/i02.2011.014.196.039a.001.jpg@RY2@
Co łączy zawodników sumo z amerykańskimi nauczycielami? Jedni i drudzy oszukują na potęgę
@RY1@i02/2011/014/i02.2011.014.196.039a.002.jpg@RY2@
Stephen J. Dubner
@RY1@i02/2011/014/i02.2011.014.196.039a.003.jpg@RY2@
Steven D. Levitt
@RY1@i02/2011/014/i02.2011.014.196.039a.005.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/014/i02.2011.014.196.039a.004.jpg@RY2@
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu