Jo Owen zamiast księdza Wujka
"Biblia lidera" to jeden z najlepszych przewodników przywództwa, jakie ukazały się ostatnio na polskim rynku. Nie plecie bzdur, szanuje czas czytelnika i może się z niej uczyć każdy: od menedżera dużej firmy po zwykłego korporacyjnego szaraka, który musi sprawnie skoordynować pracę trzech kolegów.
Uwielbiam książki o przywództwie. Trafiając na dobrą, dostajemy od razu na talerzu pełne danie: abecadło perswazji, podręcznik strategicznego planowania czy wstęp do motywowania i zarządzania czasem. Na dobrą sprawę o każdym z tych ważnych biznesowych problemów można by napisać osobny tom. Sęk jednak w tym, że żadne z nich nie występuje w prawdziwym życiu w czystej postaci. W praktyce wywieranie wpływu zawsze zazębia się z budowaniem wiarygodności, które z kolei zależy od odpowiedniego planowania i rozdzielania zadań. Wie o tym doświadczony doradca biznesowy Jo Owen, który w swojej książce przyjmuje właśnie tak szerokie podejście do kwestii przywództwa.
Szersza jest już nawet używana przez Owena definicja przywództwa. Inaczej niż w klasycznych publikacjach, nie jest ono domeną tylko wąskiej kadry faktycznych decydentów wyższego czy średniego szczebla: prezesów, dyrektorów generalnych czy kierowników działów. Przywódcze kompetencje może (i powinien) ćwiczyć w sobie każdy. Bo po pierwsze, nigdy nie wiadomo, czy wkrótce nie zostanie przesunięty na jakieś kierownicze stanowisko (a wtedy na przyspieszoną naukę będzie za późno). Albo nawet jeśli formalnie nigdy szefem nie będzie, to specyfika współczesnej pracy biurowej i tak prędzej czy później zmusi go do podjęcia się zadania koordynacji wysiłków innych osób. Będzie musiał na przykład wydobyć od kolegi z sąsiedniego działu jakąś ekspertyzę. Delikwent do jej przygotowania szczególnie się nie pali, nie jest przy tym naszym podwładnym, któremu możemy cokolwiek nakazać, a nasi szefowie nie chcą słyszeć o żadnych opóźnieniach. Brzmi znajomo? W takiej sytuacji miękkie przywódcze know-how okaże się nieocenione.
Treści książki Owena streszczać nie warto. Dość powiedzieć, że autor zdołał zachować odpowiednie proporcje porządkującej wszystko teorii (pracownik X versus pracownik Y) i praktycznych porad (uwaga na stado małp grasujących w twoim biurze!). Jest też kilka wykresów. Na przykład ten pokazujący wzajemną relację wysiłku oraz potencjalnego wpływu na wynik, co bez wątpienia warto pokazać swojemu zespołowi w momencie rozpoczynania nowego wymagającego zadania. Można poznać czterech jeźdźców projektowej Apokalipsy oraz straszliwą drużynę grozy, która rozbiła już niejedną kierowniczą karierę. Wszystko to raczej inspiruje, niż onieśmiela. Podobnie jak typowa dla serii Samo Sedno ascetyczna i schematyczna, ale za to przejrzysta i ułatwiająca nawigację forma tego podręcznika.
Byłoby oczywiście idealnie, gdyby jego autorem był nie Anglosas z 30-letnim zawodowym doświadczeniem w doradzaniu takim firmom jak Apple czy Procter and Gamble, lecz Polak, który zanurzyłby te porady w rodzimym i niepodrabialnym menedżerskim sosiku. Pozostając przy biblijnej metaforyce, przydałby się współczesny biznesowy ksiądz Wujek, który jak XVI-wieczny jezuita przełożyłby "Biblię lidera" z wszechwładnej angielszczyzny na język polski. Opisałby rodzime bestiarium nieudolnych kierowników, ich problemy i rozterki. No, ale takiej książki ciągle nie ma. Cieszmy się więc z Owena i jego "Biblii".
@RY1@i02/2012/159/i02.2012.159.186001200.802.jpg@RY2@
Jo Owen, "Przywództwo. Biblia lidera", Wydawnictwo Edgar, Seria Samo Sedno, Warszawa 2012
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu