Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Demokrata wśród piłkarzy

28 czerwca 2018

Michel Platini został szefem UEFA, bo obiecał powstrzymać dominację najbogatszych. Dlatego prawo zorganizowania Euro otrzymały Polska i Ukraina

Jeśli komuś zależy na powodzeniu Euro 2012 tak samo jak Polakom i Ukraińcom, to z pewnością Michelowi Platiniemu. I nie chodzi tu o urzędowy optymizm, do którego zobowiązany jest prezydent UEFA. Dla Platiniego sukces XIV mistrzostw Starego Kontynentu będzie potwierdzeniem, że jego projekt zdemokratyzowania piłkarskiej Europy może się udać.

Choć Platini - z racji włoskich korzeni i pięcioletniej gry w Juventusie Turyn - w staraniach o Euro 2012 popierał Italię, przyznanie organizacji turnieju Polsce i Ukrainie w ten projekt doskonale się wpisuje. W wyborach na stanowisko szefa UEFA w 2007 roku Francuz startował z programem, który można streścić hasłem "piłka nożna to nie biznes". Zapowiadał m.in. obronę interesów reprezentacji w starciu z potężnymi klubami, ograniczenie liczby zespołów z najsilniejszych federacji w Lidze Mistrzów, wprowadzenie w ligach zasady 6 + 5 (sześciu obywateli plus maksymalnie pięciu cudzoziemców w podstawowym składzie), przyznawanie wielkich imprez piłkarskich krajom spoza grona tradycyjnych zachodnioeuropejskich potęg czy powiększenie mistrzostw Europy.

Z racji oporu najbogatszych klubów oraz sprzeciwu Komisji Europejskiej nie wszystkie z zamierzeń udało się wprowadzić w życie. Ale Platini, który w zeszłym roku został wybrany na drugą kadencję, nie zaprzestaje krucjaty. Z jego inicjatywy UEFA wprowadziło w życie finansowe fair play (kluby muszą mieć zrównoważone budżety i nie mogą funkcjonować tylko w oparciu o pieniądze superbogatych właścicieli), opowiada się za limitem zarobków dla piłkarzy i sprzeciwia się przejmowaniu klubów przez zagranicznych inwestorów, którzy traktują je wyłącznie jako biznes. To wszystko ma zmniejszyć przepaść między wąską elitą najbogatszych i całą resztą, która w ciągu ostatnich kilkunastu lat stała się głęboka jak nigdy wcześniej.

Moment triumfu

Nie sposób zaprzeczyć, że za prezydentury Francuza piłkarska geografia Europy zaczyna się trochę zmieniać, czego przykładem jest właśnie Euro 2012 - dotychczas we wschodniej Europie nie była organizowana tak wielka impreza piłkarska (trudno za taką uznać Euro 76 w Jugosławii, bo wtedy w mistrzostwach grały zaledwie cztery reprezentacje). Zresztą nie chodzi tylko o polsko-ukraiński turniej. W tym roku finał Ligi Europejskiej odbył się w Rumunii, w zeszłym - w niemal nieistniejącej w klubowej piłce Irlandii, a o Euro 2020 starają się m.in. Turcja i Azerbejdżan.

Ale dla prawie 57-letniego dziś Platiniego powodzenie bądź niepowodzenie Euro 2012 będzie mieć też wymiar osobisty. To właśnie piłkarskie mistrzostwa Europy były momentami i jego największego triumfu, i największej porażki (w zasadzie to jedynej bezwzględnej porażki w karierze).

Wprawdzie za piłkarza wszech czasów uznawany jest Brazylijczyk Pele, co prawda można się spierać, czy najlepszym zawodnikiem lat 80. był Platini czy Diego Maradona, a najlepszym Francuzem w historii Platini czy Zinedine Zidane, ale jedna rzecz nie ulega wątpliwości. Nigdy wcześniej ani nigdy później żaden zawodnik nie doprowadził reprezentacji do mistrzostwa tak jednoosobowo, jak Platini Francję w 1984 roku. Żaden turniej o mistrzostwo świata ani Europy nie jest w równie dużym stopniu teatrem jednego aktora, co rozegrane we Francji Euro 84. Trójkolorowi zdobywają pierwsze mistrzostwo Europy, efektownie wygrywając po drodze wszystkie mecze, a Platini zostaje wybrany na najlepszego gracza turnieju. Jest kapitanem zespołu, gra we wszystkich spotkaniach od pierwszej do ostatniej minuty, w każdym strzelając przynajmniej jednego gola. Zdobywa najszybszą bramkę w turnieju i najpóźniejszą - w przedostatniej minucie półfinałowej dogrywki przesądza o zwycięstwie w pierwszym meczu przeciw Danii, jedynym, w którym Francuzom naprawdę nie szło, i w ostatnim, przeciw Hiszpanii, decydującym o mistrzostwie. Zdobywa dwa hat tricki, przy czym oba są perfekcyjne - bramka lewą nogą, prawą nogą i głową. Strzelając w pięciu meczach dziewięć bramek, zostaje królem strzelców (drugi w klasyfikacji ma ich na koncie trzy), co do dziś jest rekordem mistrzostw Europy.

- Gdyby mistrzostwa świata odbywały się co roku między 1982 a 1986 r., bylibyśmy mistrzami co najmniej dwa - trzy razy - powiedział kiedyś. I nie ma w tym cienia przesady. Niestety, światowy czempionat był organizowany raz na cztery lata, a i w Hiszpanii w 1982 r., i w Meksyku cztery lata później Francja odpadła w półfinale. W obu przypadkach uległa brzydko grającej w turniejach reprezentacji RFN, która akurat przeciwko niej wzniosła się na wyżyny. (Platini zagrał jeszcze na wcześniejszym mundialu, w 1978 r. w Argentynie, po którym zresztą bardzo go krytykowano w ojczyźnie, ale nie do końca słusznie. To jeszcze nie był czas Francuzów, a 23-letni gracz przeciętnego AS Nancy miał wówczas co najwyżej zadatki na lidera reprezentacji, niż był nim w rzeczywistości). Brak triumfu w mistrzostwach świata - choć czwarte i trzecie miejsce trudno też uznać za porażkę - nie zmienia faktu, iż lata 1982 - 1986 to apogeum kariery Michela, co widać również na arenie klubowej.

Komercjalizacja to zło

Po hiszpańskim mundialu trafia - podobnie jak inna gwiazda tamtego turnieju Zbigniew Boniek - do Juventusu Turyn, w składzie którego aż roi się od świeżo upieczonych mistrzów świata. - Zaczynałem, grając w najlepszym klubie Lotaryngii (AS Nancy), potem przeniosłem się do najlepszego klubu Francji (AS Saint-Etienne), a skończyłem w najlepszym klubie świata - mówi kilka lat później, żegnając się z Juve. Bo rzeczywiście, bianconeri stają się najlepszym zespołem świata. I to dzięki wydatnej pomocy francusko-polskiego duetu. Kolejne sezony wieńczą puchar Włoch i finał europejskiego Pucharu Mistrzów, mistrzostwo Włoch i europejski Puchar Zdobywców Pucharów, Superpuchar Europy i Puchar Mistrzów oraz - już bez Bońka - Puchar Interkontynentalny i mistrzostwo Włoch. Do tego Platini indywidualnie dołożył trzy razy z rzędu tytuł króla strzelców włoskiej ligi - co tym bardziej zasługuje na uznanie, że był ofensywnym pomocnikiem, a nie napastnikiem - oraz trzy razy z rzędu Złotą Piłkę dla najlepszego zawodnika Europy, czego do dziś nikt nie powtórzył. Oraz już po latach - tytuł najlepszego zawodnika w historii Juventusu w plebiscycie z okazji stulecia najbardziej utytułowanego włoskiego klubu. Niestety, zwycięstwo najcenniejsze, czyli zdobycie Pucharu Mistrzów, jest przyćmione przez tragedię na brukselskim stadionie Heysel. W burdach wywołanych przez angielskich chuliganów zginęło 39 osób. Platini zdobył zwycięską bramkę z karnego po faulu na Bońku w meczu, który nie powinien był się odbyć.

Wspomnienie tamtych wydarzeń i seria kontuzji spowodowały, że wiosną 1987 r. Platini - mając niespełna 32 lata - niespodziewanie ogłosił zakończenie kariery. - Futbol powinien dawać radość - wyjaśnia. W przeciwieństwie do Maradony odchodzi w glorii i chwale, w przeciwieństwie do Maradony - oraz przynajmniej dwóch naszych Orłów Górskiego - umie się odnaleźć po zakończeniu kariery i nadal cieszy się powszechnym szacunkiem. Półtora roku później równie niespodziewanie został selekcjonerem reprezentacji Francji, która bez swojej złotej generacji coraz bardziej staczała się w przeciętność. Było zbyt późno, by uratować awans do włoskiego Il Mondiale, ale wkrótce w koncertowym stylu wygrał eliminacje do Euro 92. Przy okazji notuje bezprecedensową - trwającą 33 miesiące - serię 19 meczów bez porażki. Platini wygrał plebiscyt na trenera roku na świecie, a do Szwecji Francja pojechała w roli jednego z głównych faworytów.

I zawiodła na całej linii. Trójkolorowi odpadli już w fazie grupowej, nie wygrywając żadnego meczu w turnieju, a gwoździem do trumny była porażka ze ściągniętą w trybie awaryjnym w miejsce wykluczonej Jugosławii Danią. Platini zrezygnował z prowadzenia reprezentacji i z trenerki w ogóle. Działał we francuskiej federacji piłkarskiej i został współprzewodniczącym komitetu organizacyjnego mistrzostw świata we Francji w 1998 r., w których ekipa Zidanea dokonała tego, czego nie zdołał osiągnąć zespół Platiniego. - Kiedy jako dziecko grałem w piłkę, zawsze byłem Platinim. Moim przyjaciołom zostawiałem innych moich idoli - wspomina kapitan nowych mistrzów świata, choć trzeba oddać Zizou, że mundialowe osiągnięcia starego króla poprawił dwukrotnie, osiem lat później doprowadził bowiem starzejących się trójkolorowych jeszcze do drugiego miejsca.

Platini tymczasem miał już nowy pomysł na siebie - postanawia podjąć walkę z postępującą komercjalizacją futbolu. - Mam mniej włosów, coraz większy brzuch. Najwyższa pora zostać prezydentem - żartuje. I niespodziewanie pokonuje rządzącego europejską piłką od 17 lat Lennarta Johanssona. Jeszcze nigdy szefem FIFA, UEFA ani żadnej innej kontynentalnej konfederacji nie był tak dobry piłkarz. Jeśli uda mu się zrealizować większość zapowiedzi - co pozostaje sprawą trudną - będzie to można uzupełnić o zwrot: "jeszcze nigdy piłkarskie federacje nie miały tak dobrego szefa".

@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.18600070e.805.jpg@RY2@

ap

Platiniemu nie wszystko udało się zrealizować. Ale faktem jest to, że w futbolu coraz więcej do powiedzenia ma Europa Środkowa i Wschodnia

@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.18600070e.806.jpg@RY2@

Michel Platini jest pierwszym tak dobrym futbolistą, który został piłkarskim oficjelem wysokiej rangi

Bartłomiej Niedziński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.