Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Chuligan na murawie

28 czerwca 2018

Napastnik włoskiej reprezentacji ma bez wątpienia wielki talent. Równie duży jak łatwość do pakowania się w kłopoty i prowokowania obyczajowych skandali

To mogła być wzruszająca opowieść o piłkarzu, który dzięki talentowi i pracy pokonuje kłopoty zdrowotne i uprzedzenia rasowe, by dojść na szczyt. Zamiast tego jest historia zawodnika utalentowanego, ale przy tym kompletnie niedojrzałego emocjonalnie - by nie powiedzieć bezmyślnego - i aroganckiego, do którego cierpliwość stracił nawet najmocniej wierzący w niego trener. Gdyby zorganizować plebiscyt na najbardziej krnąbrnego piłkarza spośród uczestniczących w Euro 2012, jednym z głównych pretendentów byłby włoski napastnik Mario Balotelli.

Historia zaczyna się w sierpniu 1990 r. Gdy Włosi jeszcze przeżywają przegraną w rozgrywanym na ich terenie Il Mondiale, mieszkający w Palermo na Sycylii imigranci z Ghany Thomas i Rose Barwuah cieszą się z narodzin drugiego dziecka. Wkrótce potem rodzina przenosi się za pracą w okolice Brescii w Lombardii, ale okazuje się, że mały Mario ma poważne problemy z jelitami i pierwsze dwa lata życia spędza głównie w szpitalach. To, w połączeniu z trudną sytuacją materialną, powoduje, że Barwuahowie zwracają się do opieki społecznej, za radą której oddają dziecko do wychowania przez przybranych rodziców. Są nimi państwo Balotelli - zamożna włoska rodzina z trojgiem dzieci.

Czarni Włosi nie istnieją

Dorastający w lepszych warunkach Mario okazuje się piłkarzem z wielkim potencjałem. W dorosłej piłce debiutuje w wieku 15 lat w barwach trzecioligowego Lumezzane - dzięki specjalnemu pozwoleniu władz piłkarskich, bo normalnie zawodnik musi mieć ukończone 16 lat. W tym czasie jedzie na testy do szkółki Barcelony, lecz ostatecznie ląduje w Interze Mediolan.

Ówczesny trener Nerrazzurich Roberto Mancini umiejętnie wprowadza go do zespołu - w Serie A debiutuje, mając 17 lat - a ten się odwdzięcza kilkoma ważnymi bramkami. Już pod rządami Jose Mourinho staje się najmłodszym w historii zdobywcą gola w Lidze Mistrzów, ale sielanka trwa krótko, bo Portugalczyk nie ma zamiaru traktować Balotellego na specjalnych prawach, gdy ten podchodzi do treningów coraz bardziej nonszalancko. - Dopóki ja za to odpowiadam, młody chłopak nie może trenować mniej niż tacy ludzie, jak Figo, Cordoba czy Zanetti - mówi Mourinho. Krytykują go również koledzy z drużyny.

Fakt, że atmosfera na trybunach nie jest mu przychylna. Nie znoszą go fani Juventusu, którzy skandują "Czarni Włosi nie istnieją". Ale Balotelli też dolewa oliwy do ognia. Po fali krytyki za brak zaangażowania w treningi, do jednego z programów telewizyjnych przychodzi w koszulce AC Milan - największego rywala własnego klubu. Teraz wygwizdują go już wszyscy kibice - i przeciwników, i Interu. Po meczu z Barceloną podchodzi do własnych kibiców i demonstracyjnie rzuca na ziemię klubową koszulkę. Ale to Mourinho ma rację w sporze z Balotellim - w sezonie 2009 - 2010 Inter pod jego wodzą wygrywa Ligę Mistrzów (odzyskuje tytuł najlepszej drużyny w Europie po 35 latach) oraz mistrzostwo i puchar Włoch - i trudno powiedzieć, czy potomek imigrantów z Ghany jest kluczowym zawodnikiem zwycięskiego zespołu. Choć całościowy bilans trzyletniego pobytu na San Siro jest niezły - 28 bramek w 86 meczach.

Ratunek nadchodzi od Roberto Manciniego, który za arabskie pieniądze buduje właśnie potęgę Manchesteru City. Balotelli przechodzi na Etihad Stadium za 24 mln funtów. Pomocną dłoń wyciąga mu też nowy trener reprezentacji Włoch Cesare Prandelli - w sierpniu 2010 r. Balotelli staje się pierwszym w historii czarnoskórym reprezentantem Squadra Azzura (rok później strzeli w niej pierwszą bramkę - z Polską we Wrocławiu), co włoscy kibice jednak zaakceptowali. Już w pierwszym meczu w nowym klubie - w europejskich pucharach - strzela bramkę, ale zarazem łapie kontuzję, która wyłącza go z gry na trzy miesiące.

Bezczynność najwyraźniej mu szkodzi, bo rozpoczyna się seria wybryków. Najpierw rozbija samochód, przywiezione z Włoch Audi R8. Po przyjeździe policji okazuje się, że na siedzeniu ma w torbie pięć tysięcy funtów w gotówce. Na pytanie policjantów, po co mu tyle pieniędzy, odpowiada: "Bo jestem bogaty". Z samochodami ma później jeszcze dwie przygody. Wychodząc z jednej z restauracji w Londynie, zapomina o swoim maserati granturismo - zaległe opłaty parkingowe za kilkadziesiąt dni postoju sięgnęły ponoć 10 tys. funtów. Z kolei we Włoszech wjeżdża samochodem wraz z kolegą na teren więzienia dla kobiet, bo chcą sprawdzić, jak jest w środku. Ale na zakończenie 2010 r. dostaje nagrodę Golden Boy dla najlepszego młodego piłkarza Europy. Przy okazji informuje świat, że o drugim w rankingu Jacku Wilshire nigdy nie słyszał, a ze wszystkich poprzednich laureatów (m.in. Rafael Van der Vaart, Wayne Rooney, Cesc Fabregas) może jedynie Leo Messi jest lepszy od niego.

Wiem, że jestem geniuszem

Nagrody najwyraźniej nie są czymś, co mobilizuje go do ciężkiej pracy. Brytyjskie tabloidy mają za to spory ubaw - Balotelli w ogrodzie swojego domu zrobił tor do jazdy quadem, Balotelli podczas treningu w klubie celował rzutkami z metalowym szpikulcem w zawodnika z drużyny młodzieżowej, Balotelli potrzebuje pomocy, bo podczas przedmeczowej rozgrzewki nie jest w stanie samodzielnie założyć treningowego bezrękawnika, Balotelli wychodzi po meczu w wielkiej ni to czapce, ni to rękawiczce na głowie. Wreszcie numer największy - w noc poprzedzającą arcyważny derbowy mecz przeciw Manchester United Balotelli podpala własny dom. Okazuje się, że wraz z kolegami postanowił puszczać fajerwerki przez okno w łazience, ale wskutek nieostrożnego obchodzenia się z nimi zajmuje się podłoga. Ten incydent jeszcze potrafi przysłonić dobrą grą - City rozbija United 6:1, a Balotelli strzela dwie bramki. Po jednej z nich pokazuje podkoszulkę z napisem skierowanym do swoich krytyków "Why always me?" (Dlaczego zawsze ja?). Nazajutrz te zdjęcia drukują wszystkie główne gazety w Anglii. Broni go też Mancini. - Problemy są związane z jego wiekiem, popełnia czasem błędy. Ale taki jest Mario. Jest szalony, ale uwielbiam go, bo to taki dobry chłopak - przekonuje meneger City.

Coraz częściej jednak błędów jest więcej niż dobrej gry. Wiosną tego roku piłkarska Anglia dowiaduje się, że Balotelli rzeczywiście jest lepszy od Rooneya, choć zdecydowanie nie w taki sposób, o jaki chodzi Manciniemu - w łóżku. Werdykt na łamach "The Sun" wydaje niejaka Jenny Thompson, luksusowa call-girl, z którą włoski napastnik spotyka się przez półtora miesiąca. Pierwszy problem jest taki, że robi to za plecami ówczesnej dziewczyny Raffaelli Fico (ta z kolei kiedyś poinformowała świat, że Balotelli jest lepszy niż Cristino Ronaldo) i to w tym samym czasie, kiedy po jednej ze strzelonych bramek pokazał koszulkę "Raffaella, Ti amo". Drugi - że z klubów nocnych bądź ze spotkań z panną Thompson wraca o 4 - 5 rano i na treningach się nie przemęcza. Po jednym z meczów Mancini przyznaje, że miał ochotę zdjąć Balotellego z boiska już w piątej minucie.

Tydzień później Balotelli sam ułatwia trenerowi decyzję, dostając czwartą czerwoną kartkę. - Skończyła się moja cierpliwość. Jest dobrym chłopakiem i fantastycznym zawodnikiem, ale żałuję, że tak marnuje swój talent. Nie mam już słów na jego zachowanie - mówi Mancini i sugeruje, że więcej w City już nie zagra, a latem zostanie sprzedany. Udaje mu się dotrzymać słowa do końcówki ostatniego meczu w sezonie - gdy Manchesterowi City wymyka się z rąk pierwszy od 44 lat tytuł mistrza Anglii, w 75. minucie w akcie desperacji wpuszcza na boisko Balotellego. W czwartej minucie doliczonego czasu gry z jego podania pada zwycięski gol.

Historia z happy endem? Niekoniecznie, bo 22-letni napastnik z wyciąganiem wniosków ze swojego zachowania nadal ma kłopoty. - Sądzę, że jestem geniuszem. Uważam, że jestem bardziej inteligentny niż przeciętny człowiek. Talent, który dostałem od Boga, jest piękny i wspaniały, ale to trudne, bo cały czas stykasz się z ludźmi, którzy chcą cię oceniać - mówi na kilka dni przed rozpoczęciem Euro 2012. Imprezy, która będzie świetną okazją do zweryfikowania tych słów.

@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.18600100a.803.jpg@RY2@

IMAGO/East News

Mario Balotelli, syn emigrantów z Ghany, wychował się w zamożnej włoskiej rodzinie. Zadebiutował w dorosłej piłce już w wieku 15 lat, ale do treningów podchodzi z coraz większą nonszalancją. Coraz chętniej za to spędza czas w nocnych klubach

Jest dobrym chłopakiem i fantastycznym zawodnikiem, ale nie mam już słów na jego zachowanie - mówi Mancini

Bartłomiej Niedziński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.