Marks i Machiavelli odkurzeni dla biznesu
Karol Marks i Niccolo Machiavelli to kolejni (po Adamie Smicie) klasycy, których myśli zostały przełożone na język współczesnego biznesu w serii Tezaurus Idei Studia Emka. Choć obaj dżentelmeni zmarli dawno lub nawet bardzo dawno temu, lektura lekkich i dowcipnych interpretacji ich najważniejszych dzieł nie będzie czasem straconym.
Marks i Machiavelli to postacie z zupełnie różnych światów. Jeden był przenikliwym krytykiem ekscesów wczesnego XIX-wiecznego kapitalizmu. Drugi stworzył podręcznik dla XVI-wiecznego władcy, w którym uczył, jak najskuteczniej utrzymywać się przez lata u władzy mimo knowań podłych sąsiadów, przekupnych generałów i niecnych żon. Stawiamy obie książki obok siebie, by zwrócić uwagę na pomysł czytania starych, zakurzonych nieco mistrzów i odcedzania z nich tych niebanalnych idei, które mogą się przydać współczesnemu przedsiębiorcy czy menedżerowi. Z tego zadania brytyjscy dziennikarze Steve Shipside i Tim Phillips (w tym miejscu omawialiśmy niedawno jego książkę "Największe bankructwa w historii") wywiązują się bardzo dobrze.
Dzieje się tak chyba głównie dlatego, że autorzy nie wydają się szczególnie przywiązani do omawianego oryginału. Interpretujący Karola Marksa Shipside nie podkreśla na każdym kroku, jak bardzo brodaty Niemiec się mylił, wieszcząc rychły upadek systemu kapitalistycznego. Na szczęście nie przegina też w drugą stronę: nie przekonuje nas, że ortodoksyjny komunizm zwycięży w XXI wieku, a kryzys 2008 r. był tylko zapowiedzią nowej globalnej rewolucji, która jest już tuż za zakrętem. Dużo bardziej interesują go drobne smaczki, które można wyczytać w "Kapitale", jeśli przebrnie się przez jego trudną warstwę językową oraz zapomni na chwilę o postaciach (Lenin, Stalin, Castro), które robiły politykę, powołując się na opasłe Marksowskie tomiszcza. Jakie to smaczki? Na przykład bardzo nowoczesne jak na połowę XIX wieku rady, by biznes opierał się na kapitale społecznym swoich pracowników, umiejętnie ich motywował oraz brał pod uwagę ekologiczne konsekwencje swoich działań. I jak to wszystko może się dziś opłacać nawet komuś, kto o samym Marksie oraz jego intelektualnych spadkobiercach ma zdanie jak najgorsze.
Podobnie jest w przypadku Phillipsa, który z jeszcze większym wdziękiem podsuwa nam autorskie (i lekkostrawne) danie z "Księcia" Machiavellego. Ale czy mógłby inaczej? Żyjący pięć stuleci temu florencki dyplomata radził przecież w oryginale, by nie cofać się przed metodami jako żywo niedzisiejszymi: skrytobójcze mordy czy łamanie kołem były dla niego czymś naturalnym. W jego świecie poziom społecznego zaufania był na tyle niski, że posługiwanie się w polityce metodami uczciwymi było nie tylko nieskuteczne, ale wręcz idiotyczne. Dziś stosowanie rad Włocha w stosunku 1 do 1 prędzej przyniesie ci opinię intryganta niż wytrawnego stratega. A jednak Machiavelli w wydaniu Phillipsa przynosi współczesnemu menedżerowi, biznesmenowi czy nawet zwykłemu korporacyjnemu szarakowi parę przenikliwych i przydatnych prawd. Na przykład to, że zazwyczaj wygrywa ten, kto jest gotów iść na długą i nieprzyjemną (biurową czy biznesową) wojnę. Zaś pokonanego konkurenta lepiej się z firmy pozbyć, bo nie ma nic gorszego od upokorzonego i pałającego żądzą zemsty współpracownika. Albo że kto nie ma w pracy żadnych wrogów, ten prawdopodobnie o nic w życiu nie zawalczył.
@RY1@i02/2012/096/i02.2012.096.186001200.802.jpg@RY2@
Karol Marks (Steve Shipside), "Kapitał"
Niccolo Machiavelli (Tim Phillips), "Książę"
Studio Emka (Seria Tezaurus Idei), Warszawa 2012
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu