Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Bogacze z sercem po lewej stronie

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 39 minut

Dziś, kiedy dbanie o przywileje pracownicze obywateli jest domeną państwa, trudno uwierzyć, że pierwsi zatroszczyli się o nie najbardziej światli przedsiębiorcy, którzy dostrzegli, że to się opłaca

Od piątku 23 sierpnia przedsiębiorcy mogą już legalnie stosować elastyczny czas pracy. Zdaniem rządu zmiany prawne pomogą pracodawcom przetrwać spowolnienie gospodarcze i są wielkim sukcesem, ponieważ przyniosą jednocześnie spadek bezrobocia. "Elastyczny czas pracy robi z ludzi niewolników, a pracownicy mogą zapomnieć o 8-godzinnym czasie pracy i nadgodzinach" - ogłosił z kolei na konferencji prasowej przewodniczący NSZZ "Solidarność" Piotr Duda, zapowiadając protesty związkowców. Nowe prawo do wydłużania lub skracania dnia roboczego, w zależności od potrzeb firmy, wprawdzie nakazuje właścicielom rekompensowanie nadgodzin, lecz przedłuża termin ich rozliczenia z 4 do 12 miesięcy. Wchodząca w życie nowelizacja kodeksu pracy jest więc kolejnym drobnym kroczkiem w powiększaniu uprawnień (a przez to i zysków) właścicieli firm, przez ograniczanie przywilejów (czyli także bieżących dochodów) pracobiorców. Czy poprawi to stan gospodarki, okaże się za jakiś czas. Odwrotnie do modelu amerykańskiego, w Europie przez ostatnie 150 lat sukces ekonomiczny budowano nie w oparciu o morderczą konkurencję na wolnym rynku, lecz stymulując wzrost wydajności i kupując lojalność robotników. Co ciekawe, trochę wedle polskiego wzorca.

Nafciarz i filantrop

Fortunę Ignacy Łukasiewicz zbił dzięki wynalezieniu lampy naftowej i zbudowaniu w Galicji pierwszych kopalni ropy, jednak skutecznie ją pomnożył, gdy dostrzegł, jak ważną rolę odgrywają rafinerie. Zbudowana w 1866 r. nowoczesna rafineria w Chorkówce, o rekordowej wówczas mocy przerobowej 100 ton surowca miesięcznie, dyktowała ceny produktów ropopochodnych nie tylko w całej monarchii austro-węgierskiej. Większość z istniejących w Galicji 160 kopalń ropy naftowych destylowało bowiem swoją produkcję u Łukasiewicza. Były aptekarz na początek zbudował obok zakładów elegancki pałacyk dla żony i zajął się działalnością polityczną, zdobywając mandat posła w galicyjskim Sejmie Krajowym. Wkrótce został w parlamencie przewodniczącym Komisji Naftowej oraz członkiem Komisji Górniczej. Sprawowanie tych funkcji dawało ogromny wpływ na tworzenie prawa odnoszącego się do przemysłu naftowego i gwarantowało kolejne sukcesy w biznesie. Jednocześnie Łukasiewicz zasłynął jako filantrop, który ufundował wiele szkół powszechnych dla wiejskich dzieci, m.in. w Chorkówce, Bóbrce, Zręcinie i Żeglcach.

Na tym jednak nie poprzestał. Polski nafciarz od dawna żywo interesował się eksperymentami społecznymi Roberta Owena, który na początku XIX w. zapewniał robotnikom w zakładach włókienniczych w Lanark godziwe zarobki, darmową edukację i bezpłatną opiekę medyczną. Śledził także efekty promowania przez samorządy lokalne wśród robotników na terenie Niemiec i Austrii idei kas oszczędnościowych. Gromadzone w nich fundusze pozwalały opłacić pomoc lekarską oraz odłożyć środki na starość. Jednak instytucje te funkcjonowały w sposób daleki od doskonałości, opierając się na zasadzie dobrowolnej przynależności, niespecjalnie sprawdzającej się w praktyce. Założona przez Łukasiewicza dla pracowników firmy Kasa Bracka miała działać zupełnie inaczej. Każdy musiał przy wypłacie od zarobionego złotego reńskiego odprowadzić trzy centy obowiązkowej składki. W zamian kasa zapewniała ubezpieczonemu bezpłatną opiekę lekarską podczas choroby oraz zasiłek w wysokości 20 centów dziennie. Ofiary wypadków zakończonych trwałym inwalidztwem dostawały dożywotnią rentę. Z tej samej Kasy Brackiej wypłacano pracownikom emerytury w więcej niż godziwej wysokości 3 złotych reńskich miesięcznie (tyle wynosiła wówczas przeciętna pensja wójta galicyjskiej gminy). Ponadto robotnikom zatrudnionym w szkodliwych warunkach emerytura przysługiwała już po 20 latach pracy. Po śmierci ubezpieczonego zwracano koszt pogrzebu rodzinie, a co więcej, dzieciom i wdowom przysługiwała stała zapomoga. Wysokość i okres jej wypłacania określała specjalna trzyosobowa komisja socjalna, wybierana przez robotników. Żadne inne przedsiębiorstwo w Europie pod koniec lat 60. XIX w. nie oferowało swoim pracownikom takich zabezpieczeń socjalnych. Nic dziwnego, że rafineria w Chorkówce była wymarzonym miejscem zatrudnienia w całej monarchii habsburskiej, a jej załoga okazywała firmie swoje wielkie przywiązanie.

O poczynaniach Łukasiewicza zrobiło się głośno w wielu krajach. Twórcę przemysłu naftowego fetowano podczas wiedeńskiej Wystawy Światowej w 1873 r. Papież Pius IX nadał wówczas Polakowi Order Świętego Grzegorza Wielkiego. Cztery lata później Łukasiewicza nobilitował, acz z pewną niechęcią, cesarz Franciszek Józef. Monarcha wybaczył nafciarzowi to, że podczas powstania styczniowego potajemnie przekazywał sporą część zysków firmy na zakup broni dla rebeliantów w zaborze rosyjskim, i uhonorował go najwyższym w cesarstwie odznaczeniem - Orderem Żelaznej Korony. Choć jedynie III klasy, co oznaczało nadanie szlachectwa, lecz bez tytułu barona. Te zaszczyty oraz popularność nie były dla Polaka najważniejsze. Ku zaskoczeniu wykonawców testamentu, gdy otworzono go po śmierci Łukasiewicza w styczniu 1882 r., okazało się, iż żonie pozostawił pałacyk wyceniany na 15 tys. złotych reńskich i oszczędności szacowane na "zaledwie" 100 tys. Przejrzenie papierów zmarłego pozwoliło ustalić, że większość majątku rozeszła się na akcje dobroczynne lub na nieoprocentowane kredyty, których zwrotu nigdy się nie domagał. Chojnie wspierał też ubogich przyjaciół - rodzinie Stacherskich na wiano dla córki przekazał 25 tys. zł reńskich. Zaś dwa dni przed śmiercią podarł weksle na sumę 60 tys., umarzając tym samym ostatnie udzielone przez siebie pożyczki.

Na pogrzeb do malutkiego kościółka w Zręcinie spontanicznie zjechało ponad 4 tys. byłych pracowników firmy Łukasiewicza i jego znajomych, chcąc pożegnać swojego dobroczyńcę.

Bo to się kalkulowało

O romantycznym polskim biznesmenie, nazywanym przez podwładnych "ojcem Ignacym", zapomniano w Europie dość szybko. Natomiast system zabezpieczeń socjalnych obowiązujący w Chorkówce zainspirował wielu przemysłowców. Prym wśród nich wiódł twórca potężnego koncernu stalowego Alfred Krupp. Kasę chorych dla swoich pracowników założył w Essen jeszcze pod koniec lat 30. XIX w., zaś pierwsze osiedle tanich domków zaczął budować w 1865 r. Jednak prawdziwy przełom nastąpił pod koniec 1871 r., gdy Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza (SDAP) ogłosiła w Niemczech strajk generalny i do protestu przyłączyli się również pracownicy zakładów Kruppa. Zaszokowany właściciel postanowił zadbać, by taki incydent się nie powtórzył. Sporządził więc liczącą 72 punkty "Generalregulativ" (Regulację Generalną), zawierając w niej dokładny spis obowiązków pracowników hut, stalowni, walcowni i kopalń należących do koncernu. Deklarował jednocześnie, iż "niewierność i zdrada muszą być ścigane z całą surowością prawa". A za zdradę uznawał Krupp przynależność do związków zawodowych i wzniecanie strajków. Ale zawarł w "Generalregulativ" także spore przywileje, przypominające to, co pracownikom oferował Ignacy Łukasiewicz. Do kasy chorych i tanich osiedli robotniczych dorzucił Krupp podwyżkę zarobków, szpital z darmową opieką medyczną, stołówki z tanimi posiłkami, szkoły podstawowe i średnie dla dzieci pracowników oraz system zabezpieczeń emerytalnych. Odtąd każdy pracownik koncernu odprowadzał co miesiąc obowiązkową składkę, a w zamian przedsiębiorstwo gwarantowało mu, po wejściu w wiek emerytalny, dożywotnie świadczenia.

W czasach gdy robotnicy w Europie zarabiali głodowe stawki i nie mieli żadnych gwarancji socjalnych, zatrudniający 70 tys. osób koncern Kruppa prezentował się jak ziemski raj. Choć można było go łatwo utracić, bo zwolnienie dyscyplinarne oznaczało nieodwracalne pozbawienie świadczeń. Krupp zarządzał korporacją jak średniowieczny książę, łaskawie i po ojcowsku traktujący poddanych, dopóki okazywali lojalność. Faktem jest, że robotnicy pracujący od młodego wieku aż do emerytury w firmie odznaczali się niezwykłym do niej przywiązaniem i czerpali dumę z przynależności do rodziny Kruppa.

Sukcesy firmy, która zdobyła sobie pozycję najpotężniejszego koncernu w Niemczech, sprawiły, że najpierw Robert Bosch, a następnie inni przemysłowcy poczęli odwzorowywać ten model relacji pracodawcy z pracobiorcą. Zainteresowali się nim też politycy, często odwiedzający przemysłowca z Essen. W swoim zamku Hügel Krupp wydzielił nawet stałe pokoje dla rodziny panującej, zaś cesarz Wilhelm I uważał go za cennego przyjaciela i doradcę. Kiedy kanclerz Otton von Bismarck w latach 1883-1889 wprowadzał w życie ustawy zapewniające Niemcom powszechne ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne, nie tworzył niczego nowego, lecz kopiował rozwiązania zastosowane w zakładach Kruppa. Będąc doświadczonym politykiem, wiedział, że stabilne i zadowolone społeczeństwo jest najlepszym gwarantem siły państwa. Podobnie jak zadowoleni i odpowiednio zmotywowani pracownicy okazywali się bezcennym kapitałem dla prywatnego przedsiębiorstwa.

Wprowadzane w Niemczech reformy zafrapowały także rząd w Paryżu. Jednak ich odwzorowanie oznaczałoby poważny uszczerbek dla francuskiej dumy narodowej. Zwłaszcza po upokarzającej klęsce doznanej podczas wojny w 1871 r. Na szczęście okazało się, że oprócz Kruppa jest jeszcze amerykański przemysłowiec Alfred Dolge, również potrafiący zatroszczyć się o los robotników.

Dla sławy i poklasku

Francuski rząd uczynił Alfreda Dolge''a swoim doradcą, przymykając oko na to, że urodził się w Niemczech i nawet ukończył studia na Uniwersytecie w Lipsku. Na szczęście majątku dorobił się już w USA, uruchamiając w 1875 r. nieopodal Nowego Jorku wytwórnię filcu. Pomimo że znakomicie radził sobie w realiach liberalnego kapitalizmu, Dolge zawsze czuł się socjalistą. Próbował więc przeszczepić na amerykański grunt przywiezione z Europy socjaldemokratyczne idee. Wzorem Roberta Owena wokół swoich zakładów zbudował dla robotników osiedle mieszkaniowe - Dolgeville. Z czasem postawił także elektrownię, dwie szkoły publiczne, bezpłatną bibliotekę i salę koncertową. W firmie zatrudniał głównie emigrantów z Niemiec, zapewniając im kasę chorych działającą podobnie jak w zakładach Kruppa oraz zabezpieczenie emerytalne. Przy czym odliczaną od pensji obowiązkową składkę umieszczał w bankach na oprocentowanych rachunkach lub inwestował w papiery wartościowe, żeby powiększać gromadzoną kwotę. Przywileje pracownicze oferowane przez zakłady Alfreda Dolgea były ewenementem w USA i choć zrobiło się o nich głośno, to do końca stulecia zastosowało je w Ameryce jedynie pięć dużych firm. Przemysłowiec pomógł więc przy tworzeniu państwowego systemu ubezpieczeń we Francji, lecz za oceanem nie stał się prekursorem nowych idei.

Taką rolę mógł wziąć na siebie najbogatszy wówczas człowiek świata Andrew Carnegie. Właściciel koncernu Carnegie Steel pochodził ze Szkocji i idee Roberta Owena nie były mu obce. Acz przyznał się do tego dopiero po masakrze na Haymarket Square w Chicago. Wydarzenia z 4 maja 1886 r. wstrząsnęły Ameryką. Walczący o wprowadzenie ośmiogodzinnego, trzyzmianowego dnia pracy robotnicy z fabryki żniwiarek McCormick Harvester Co. zgromadzili się wieczorem na jednym z centralnych placów miasta. Naprzeciwko nich stanął szpaler ok. 200 policjantów, gdy nagle ktoś rzucił domowej roboty bombę w stronę stróżów prawa. Jej wybuch zabił jednego funkcjonariusza, a inni wpadli w panikę i zaczęli strzelać na oślep. W kompletnym chaosie, jaki zapanował, policjanci zastrzelili siedmiu swoich kolegów i ranili 60. Zginęło też co najmniej 4 cywili, a nieoszacowana do dziś liczba robotników odniosła rany. Potem aresztowano przywódców związkowych (notabene połowa z nich pochodziła z Niemiec) i po błyskawicznym procesie czterech powieszono.

Po tych wydarzeniach Carnegie jako jedyny spośród multimilionerów opowiedział się po stronie ruchu związkowego. "Mocno wierzę w korzyści płynące z istnienia związków zawodowych i generalnie organizacji ludzi pracy, ufając, że są to najlepsze instrumenty edukacyjne w naszym zasięgu" - ogłosił, idąc pod prąd ideom bliskim amerykańskim przemysłowcom. Ci w przytłaczającej większości okazywali się zwolennikami leseferyzmu i teorii sformułowanych w pracach naukowych angielskiego filozofa i socjologa Herberta Spencera. Głosił on, że jednostek leniwych, głupich i nieprzystosowanych nie wolno faworyzować kosztem osób wartościowych, ponieważ szkodzi to społeczeństwu. Gros amerykańskich milionerów doszła do bogactwa jedynie dzięki własnej przedsiębiorczości i w pełni utożsamiali się z twierdzeniem, że każdy ma szansę na życiowy sukces, jeśli potrafi ciężko pracować. Pomimo to Carnegie zdobywał sobie coraz większą popularność, choć prawdziwą gwiazdą stał się na Starym Kontynencie. W Szkocji kupił zamek, a w Anglii kilka liberalnych gazet, i przez połowę każdego roku mieszkał w starej ojczyźnie, publikując na łamach swoich pism eseje propagujące stare pomysły czartystów. Carnegie postulował, aby przy pomocy społecznego nacisku wymusić na rządach poszczególnych państw odgórne wprowadzanie sytemu zabezpieczeń socjalnych oraz ośmiogodzinnego dnia pracy.

"Z jakiegoś powodu, choć Carnegie był jednym z najtwardszych ludzi, zawsze chciał być postrzegany jako humanista idealista, tak jakby biznes był czymś w rodzaju działalności dobroczynnej" - opisuje Charles R. Morris w książce "Giganci. Jak Andrew Carnegie, John D. Rockefeller, Jay Gould i JP Morgan stworzyli amerykańską supergospodarkę". Taka sztuka udawała się multimilionerowi, dopóki nie musiał zmierzyć się osobiście z własnymi tezami. Pomimo nieustannego okazywania publicznie przywiązania do postępowych poglądów, w należących do siebie stalowniach i hutach Carnegie nie wprowadzał żadnych zabezpieczeń socjalnych dla robotników. Nadal pracowali oni po 12 godzin na zmianie, zarabiali marne grosze, a jedynymi dniami wolnymi w roku były dla nich Boże Narodzenie i tydzień po 1 stycznia, kiedy przeprowadzano przeglądy techniczne. Gdy w 1892 r. zaczął się w przemyśle stalowym bolesny kryzys, Szkot stanął przed trudnym dylematem - jak obniżyć koszty funkcjonowania koncernu i jednocześnie nie utracić sławy przyjaciela klasy pracującej. Chcąc uchylić się od jakiejkolwiek odpowiedzialności, nakazał dyrektorowi generalnemu Carnegie Steel Henryemu Frickowi radykalnie poprawić zyski korporacji, po czym pośpiesznie wyjechał do Europy.

Miłość robotnika

Łatwo dawało się przewidzieć, że Frick swoje działania zacznie od obniżki płac i redukcji zatrudnienia. Tak też się stało, ale robotnicy z wielkiej huty stali w Homestead koło Pittsburga nie zamierzali łatwo się zgodzić na nowe wyrzeczenia i ogłosili strajk okupacyjny. Carnegie opowiadał później, że przesłali mu telegram o treści: "Dobry panie, powiedz nam, czego od nas oczekujesz, a my to dla ciebie uczynimy", nikomu go jednak nie pokazał i najprawdopodobniej całą historię zmyślił. Natomiast Frick wynajął 300 uzbrojonych agentów z Agencji Detektywistycznej Pinkertona i nakazał im 6 lipca 1892 r. zdobycie huty. Robotnicy, spodziewając się ataku, zabarykadowali wejścia, ale agenci podpłynęli do zakładu rzeką, na pokładach barek. Gdy rozpoczęli desant, ze strony robotników padły strzały. Agenci odpowiedzieli ogniem. Zginęło sześciu hutników i trzech detektywów. Resztę wzięto do niewoli, po czym zorganizowano im przemarsz ulicami miasta. W jego trakcie mieszkańcy obrzucali pracowników Agencji Pinkertona obelgami i kamieniami. Ale Frick nie bez powodu uchodził za jednego z najtwardszych ludzi w USA. Udało mu się namówić gubernatora, żeby wysłał przeciw robotnikom żołnierzy Gwardii Narodowej. Nim zaczął się drugi szturm 23 lipca 1892 r., do biura Fricka wdarł się pochodzący z Rosji anarchista Aleksander Berkman. Jak opisuje Charles R. Morris, zastał dyrektora odwróconego doń plecami, więc "dwa razy strzelił mu w kark i trzy razy ugodził nożem". Frick odwrócił się, powalił napastnika ciosem pięści i obezwładnił, uniemożliwiając połknięcie trucizny. Gdy ochrona zabrała Berkmana, dyrektor pozwolił, by chirurg wyjął mu z pleców bez znieczulania kule, a po opatrzeniu ran napisał krótki komunikat dla prasy. "Nie uważam, bym powinien umrzeć, ale niezależnie od tego, czy to się stanie, czy nie, firma będzie nadal prowadziła taką samą politykę" - oświadczał. Potem asystował przy zajmowaniu huty przez Gwardię Narodową. Przez następne miesiące pracowało tam, pod strażą żołnierzy, około tysiąca robotników, czyli jedna czwarta załogi.

Wręcz fanatyczny upór Fricka uczynił z niego bohatera mediów, a inni przemysłowcy okazywali mu swoje uwielbienie. Natomiast gwiazda Carnegiego mocno przygasła. Wprawdzie przez następne lata nadal parał się działalnością publicystyczną i wygłaszał liczne odczyty na wyższych uczelniach, jednak nie wzbudzały one już takich zachwytów. Amerykańcy milionerzy woleli oddawać część swych dochodów na działania filantropijne - wspierając badania naukowe, fundując wyższe uczelnie, sale koncertowe, teatry lub biblioteki, w czym celował także Carnegie. Natomiast idee socjalistyczne zgodnie odrzucała większość przedstawicieli wszystkich warstw społecznych. Zafascynowany tym zjawiskiem niemiecki socjolog Werner Sombart w opublikowanej w 1906 r. pracy pt. "Dlaczego nie ma socjalizmu w Stanach Zjednoczonych" twierdził, że pomysł działania na rzecz sprawiedliwości społecznej dla amerykańskich robotników nie jest atrakcyjny, ponieważ w USA istnieje większa elastyczność struktury klasowej oraz możliwość nieograniczonego awansu jednostek zdolnych i przedsiębiorczych. "Jestem przekonany, że amerykański robotnik ma emocjonalny wkład w kapitalizm. Uważam, że on go kocha" - pisał Sombart.

Ale czy polski pracownik dziś myśli podobnie, nie mając realnie żadnych szans, aby zaczynając jako pucybut, zostać milionerem?

Ignacy Łukasiewicz żywo interesował się eksperymentami społecznymi Roberta Owena, a należące do niego rafinerie były wymarzonym miejscem zatrudnienia w całej monarchii habsburskiej

@RY1@i02/2013/163/i02.2013.163.000001600.803.jpg@RY2@

East News

Andrew Carnegie zawsze chciał być postrzegany jako humanista - idealista, tak jakby biznes był czymś w rodzaju działalności dobroczynnej

Andrzej Krajewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.