Nowa krucjata bezlitosnej Erin
Kto myślał, że po słynnym filmie Stevena Soderbergha Erin Brockovich zapadła się pod ziemię, był w błędzie. Po dwóch dekadach ścigania firm zatruwających środowisko teraz rozkręca globalną akcję przeciw potędze rynku farmaceutycznego - Bayerowi
@RY1@i02/2014/162/i02.2014.162.00000120a.101.jpg@RY2@
AP, East News
Mam na imię Nicolle, w grudniu 2007 r. urodziłam drugą córkę. Jakieś dwa tygodnie po porodzie bardzo się rozchorowałam i przez tydzień regularnie trafiałam na pogotowie, dopóki lekarze nie doszukali się skrzepów krwi w moich płucach. Dzięki temu, że zatrzymali mnie na długo w szpitalu i podali leki, byłam w stanie dojść do siebie. Ale z powodu skrzepów odmówiono mi jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych - relacjonuje jedna z pacjentek. - Chodziłam bez antykoncepcji dobry rok, zanim moja lekarka wspomniała o Essure - dodaje.
"Essure jest trwałą i nieodwracalną metodą antykoncepcji, która kreuje naturalną barierę przeciwko niepożądanej ciąży. Procedura może być wykonywana w gabinecie lekarskim bez konieczności wykorzystania sali operacyjnej, oraz znieczulenia ogólnego" - czytamy na jednej z polskich stron internetowych poświęconych antykoncepcji i sterylizacji. - "Ginekolog poprzez pochwę, szyjkę i światło macicy wsuwa delikatną, giętką wkładkę i umieszcza ją w świetle jajowodu. W jajowodach umieszcza się spiralną elastyczną wkładkę, wykonaną ze stopu tytanu i niklu, powleczoną politereftalenem etylenu, który powoduje włóknienie i zamknięcie światła jajowodu. Po około trzech cyklach miesięcznych kobieta staje się bezpłodna" - informuje inny serwis. Jak zapewniają te źródła - "jest to łagodna procedura, która może być wykonana w szpitalu, klinice, gabinecie lub przychodni". Po trzech kwadransach pacjentka może wrócić do domu. Skuteczność metody w ciągu trzech miesięcy dochodzi do 96,5 proc., po pół roku - 99,8 proc.
- Lekarka powiedziała, że ta metoda będzie dla mnie idealna. Ale to był początek koszmaru - relacjonuje Nicolle. - Po jakichś dwóch miesiącach zaczęły się najgorsze bóle, jakich kiedykolwiek doświadczyłam. Cały czas chodziłam do lekarzy. W 2010 r. usunięto mi z jajników cystę wielkości grejpfruta. Dochodziłam do siebie pół roku, po czym wszystko zaczęło się od nowa. Gdziekolwiek stanęłam, czułam, jakby wszystko ze mnie wypadało. Z powodu bólu chodziłam jak dziewięćdziesięciolatka - opowiada. Po dwóch latach w końcu Nicolle przekonała lekarzy, by usunęli jej macicę.
- Wiedziałam już, że nie będę miała dzieci, więc chciałam po prostu, żeby wszystko to ze mnie wyjęli - kwituje. Chirurdzy w trakcie operacji znaleźli błonę śluzową macicy rozsianą po całej jamie brzusznej oraz kolejne cysty - operacja skończyła się pełnym usunięciem macicy. - Za wszystko to winię Essure. Nigdy nie miałam kłopotów, dopóki nie włożyłam tego w swoje ciało. A teraz wciąż nie mogę brać żadnych hormonów ze względu na wcześniejsze skrzepy, przechodzę więc menopauzę, nie mając nic, co pomogłoby mi walczyć z jej skutkami ubocznymi. Jedyna dobra rzecz, że już nie boli - podsumowuje.
Przebija macicę
Relacja Nicolle to tylko jedna z historii, jakimi dzielą się kobiety na stronach internetowych założonych przez Erin Brockovich w ramach batalii z koncernem Bayer. Amerykańska aktywistka zainteresowała się sprawą ponad rok temu, gdy natknęła się na pierwsze opowieści kobiet, które zdecydowały się na tę "tańszą, mniej inwazyjną" alternatywę dla chirurgicznej sterylizacji. - Wkładki przebijają macicę, przebijają okrężnicę, nabłonek brzucha. Niektóre kobiety muszą skanować całe ciało: nie wiedzą, gdzie przemieściła się wkładka, one krążą swobodnie po całym ciele - mówiła w jednym z wywiadów. - Jedna z kobiet po procedurze zaszła w ciążę. Tym bardziej nie mogła usunąć wkładki, która tymczasem pękła w 25. tygodniu ciąży i przemieściła się, przebijając się przez płyn owodniowy. Dziecko nie przeżyło - dodawała.
To przypadek skrajny, ale kłopoty Nicolle z bólem to tylko jedna z konsekwencji stosowania Essure. Poszkodowane pacjentki - Brockovich ostrożnie szacuje ich liczbę na około 8-9 tysięcy, tyle mniej więcej osób pojawia się na jej witrynie, forach internetowych poświęconych skutkom ubocznym stosowania Essure czy facebookowym profilu "Essure problems" - mają też inne kłopoty. Na Facebooku nazywają je e-piekłem. Wpadają w głęboką depresję, gwałtownie przybierają na wadze, nawet o kilkadziesiąt kilogramów. Muszą zrezygnować z niektórych dotychczasowych aktywności. Jak Kim Myers, która musiała porzucić jazdę konną, mało tego - terapii Essure nie wytrzymało też jej małżeństwo. - Jak narzekałam na ból, lekarz powiedział mi: głupia mała kobieto, to hormony. To było bardzo dalekie od prawdy - mówi Myers. - Kiedyś zwykłam kopać z dziećmi w piłkę, brać udział w ich zabawach. Dziś nie mogę nawet roześmiać się z ich żartów bez bólu - twierdzi z kolei Darlene Taylor z Detroit, inna z pacjentek, które zdecydowały się swego czasu na Essure.
Bayer do kampanii Brockovich i rozżalonych pacjentek odnosi się z dystansem. "Tu w Bayerze dbamy o pacjentów i podchodzimy bardzo poważnie do kwestii bezpieczeństwa naszych produktów" - odpowiada na zarzuty koncern w oficjalnym oświadczeniu. - "Smuci nas, gdy słyszymy o poważnych kłopotach zdrowotnych pacjentów, którzy używają jednego z naszych produktów, bez względu na ich przyczyny. Essure został zaaprobowany przez FDA (Federal Drug Agency - agencję m.in. wydającą zezwolenia na sprzedaż leków na terenie USA) w 2002 r. i jest dobrze udokumentowany, na bazie ponad czterystu publikacji naukowych i ich fragmentów podkreślających bezpieczeństwo Essure, jego skuteczność i wpływ koszty procedury. Prawie 750 tys. kobiet na całym świecie zaufało procedurze Essure. W niedawno opublikowanym biuletynie American College of Obstetricians and Gynecologists (ACOG) uznano, że metodę tę cechuje wysoka skuteczność i niewielkie ryzyko, koszty oraz wymagania co do środków" - piszą przedstawiciele firmy.
- W grę wchodzi tu tyle emocji - komentował z kolei jeden z amerykańskich menedżerów firmy na rynku amerykańskim Edio Zampaglione. - Musimy zdać się na to, czego dowodzi nauka. A nauka dowodzi, że Essure to produkt bezpieczny i efektywny - ucinał. Według niego skargi dotyczą jedynie niewielkiego odsetka pacjentek z efektami ubocznymi stosowania Essure. - Firma nie ryzykowałaby swojej reputacji, gdyby nie wierzyła w stu procentach w swój produkt. Próbujemy współpracować z pacjentkami, kobietami, które czują, że są poszkodowane, doświadczają ubocznych skutków. Nie mogę komentować poglądów Erin, ale widzę tu rozbieżności - kwitował Zampaglione.
Na Brockovich linia obrony firmy nie robi wrażenia. - Powinniśmy pilnować, żeby przedsiębiorstwa brały odpowiedzialność za swoje działania i produkty. W tej sytuacji Bayer nie może odwracać głowy i mówić: te 8 tysięcy kobiet nie ma znaczenia. To ich odpowiedzialność, obowiązek, by się sprawie przyjrzeć i, jeśli są wątpliwości, wycofać produkt - mówi aktywistka. - Już jedna poszkodowana kobieta to za dużo. A 8 tysięcy? Z tym produktem jest coś nie tak! - podkreśla.
Nie tylko z produktem zresztą: amerykańskie przepisy uniemożliwiają w sytuacji takiej, jak opisana, wytoczenie Bayerowi procesu opartego na pozwie zbiorowym. To drugi cel Brockovich - zmienić prawo tak, by móc zaciągnąć korporację do sądu i zmusić do wypłaty niebagatelnego odszkodowania. Na liście postulatów są też zmiany w przepisach FDA, autoryzujących dopuszczanie leków i terapii do stosowania w USA.
Amerykańska heroina
Na razie Bayer może czuć się bezpiecznie, ale legendy 54-letniej dziś aktywistki - i siły kilku tysięcy stojących za nią kobiet - nie sposób lekceważyć. W końcu od dwudziestu lat pierwowzór zagranej przez Julię Roberts domorosłej prawniczki ciąga po sądach mniejsze i większe przedsiębiorstwa - choć nigdy jeszcze Brockovich nie uderzyła w tak dużą, znaną na całym świecie firmę.
Od czasu, kiedy była miss piękności Zachodniego Wybrzeża i samotna matka trojga dzieci rzuciła na kolana firmę Pacific Gas & Electric za zanieczyszczenie chromem pokładów wody pitnej w okolicach miejscowości Hinkley, minęło już niemal dwadzieścia lat. Uzyskane wówczas odszkodowanie - 333 mln dol. - do dziś uchodzi za rekordowe w wypadku tego typu procesów, utorowało też drogę do innych gigantycznych kar i odszkodowań, jakie korporacje musiały płacić w ostatnich latach. Zarówno za szkodliwość produktów (np. palenia), jak i łamiące prawo praktyki finansowe.
Przez te lata aktywistka szła za ciosem: PG&E jeszcze w 2006 r. musiała zapłacić kolejne 335 mln dol. za zanieczyszczenia spowodowane w kalifornijskim Kings County. Brockovich pozwała też Whitman Corporation za zanieczyszczenie chromem wody w okolicach miejscowości Willits. Ponad rok temu szerokim echem odbiła się sprawa władz edukacyjnych dystryktu Beverly Hills, które - za pozwolenie na eksploatację szybu naftowego położonego na terenie kampusu (co miało skutkować około trzystoma przypadkami nowotworów wśród uczniów, w tym śmiertelnymi) - rocznie wyciągały 700 tys. dol. Kilka lat temu na celowniku znalazła się Prime Tanning Corp. z Missouri, oskarżona przez zespół Brockovich o dystrybuowanie między farmerami z tego stanu odpadów z procesu produkcji wyrobów skórzanych - szkodliwe chemikalia mieli stosować jako nawóz na polach, co w okolicach miasteczka Cameron miało doprowadzić do zaskakująco wysokiej zapadalności na guza mózgu. Kolejne głośne sprawy przyjmowała w Teksasie i Luizjanie. - Jedyna różnica między tym miejscem a Hinkley jest taka, że tu zobaczyłam znacznie więcej chromu, niż widziałam w Hinkley - komentowała przypadek z Teksasu.
Jak widać, Brockovich nawet po kilkunastu latach potrafi świetnie wygrywać popularność, jaką zyskała wraz z oscarowym filmem. W ostatnich latach aktywistka napisała autobiografię, zaczęła prowadzić własny talk-show ("Final Justice"), zdobyła honorowy doktorat z prawa, założyła firmę konsultingową, angażuje się w walkę innych aktywistów - również poza USA, np. w Ameryce Południowej czy Australii. Nawet prowadzenie łodzi po pijanemu, na którym przyłapali ją policjanci - i o czym gorliwie doniosły amerykańskie media - uszło jej na sucho. "Pani Brockovich, wciąż równie znana ze swojego dekoltu, jak z pracy detektywistycznej, od czasu filmu wyewoluowała we wszechamerykańską heroinę" - podsumował zjadliwie ponad rok temu brytyjski tygodnik "The Economist".
Niejedna Brockovich
Co więcej, nazwisko amerykańskiej aktywistki stało się ikoną pewnego rodzaju zaangażowania w kwestie związane z ochroną środowiska i prawami konsumenckimi. Nagroda australijskich środowisk ekologów dla najbardziej szanowanych działaczy - Environmental Crusader Competition - bywa zrównywana z nadaniem laureatom nieformalnego miana "Australijskiej (Australijskiego) Erin Brockovich". Ba, nagrodzeni są wożeni do Stanów Zjednoczonych - na spotkanie z pierwowzorem.
W RPA "południowoafrykańską Brockovich" okrzyknięto powszechnie Jolynn Minnaar, autorkę filmu dokumentalnego "Unearthed". Młoda Afrykanerka, pochodząca z nieco wyludnionego i - z pozoru zapomnianego - regionu w Karoo w sercu Republiki Południowej Afryki postanowiła dowiedzieć się czegoś o zaplanowanych dyskretnie przez rząd i spółki z branży energetycznej poszukiwaniach gazu łupkowego w swoim rodzimym regionie. Efektem było osiemnaście miesięcy podróży po Afryce, USA, Kanadzie i Australii, łamania zakazów ujawniania informacji, zakazów wchodzenia na obszary poszukiwań i wydobycia, kamery stracone wskutek wysokich temperatur i wściekłość branży wydobywczej, która uznała "Unearthed" za kolejną agitkę. Dziś dokumentalistka jeździ po Czarnym Lądzie, zabiegając, by lokalne władze trzymały się od wydobycia gazu łupkowego jak najdalej.
W Zambii z kolei Brockovich nosi spodnie i nazywa się Savior Mwambwa. To szef miejscowej organizacji Centre for Trade Policy and Development, która przede wszystkim monitoruje ucieczkę kapitału z Afryki. A przy okazji Mwambwa toczy batalię z korporacją wydobywczą Glencore, posiadającą na terytorium tego afrykańskiego kraju kopalnie miedzi - i zanieczyszczającą lokalne środowisko naturalne na potęgę. Porównania do amerykańskiej aktywistki nie są zatem przypadkowe, choć Mwambwa ma przeciw sobie nie tylko firmę, lecz i własny rząd, który trzyma szczegóły kontraktów z Glencore w głębokiej tajemnicy.
- Może brakuje jej tego glamour, jaki miała Erin Brockovich, ale Banerjee pomogła dziesiątkom mieszkańców Bengalu - zachwalał z kolei reporter indyjskiego dziennika "The Telegraph" lokalną aktywistkę Malę Banerjee (oraz jej wspólnika, byłego urzędnika - C.P. Rai). Dwoje działaczy z tego biednego zakątka subkontynentu nie walczyło co prawda z żadną globalną korporacją, lecz w imieniu setek Bengalczyków zaskarżało produkty i działania łamiące prawa konsumenta. "Kiedy palce Raia zaczynały bębnić na klawiaturze jego trzydziestoletniej maszyny do pisania marki Godrej, częstokroć oznaczało to kłopoty dla rządowych agencji i prywatnych przedsiębiorstw, którym zarzucano oszukiwanie klientów" - pisał z emfazą hinduski dziennikarz. Działania Banerjee i Raia zainspirowały w ostatnich latach powstanie na subkontynencie wielu organizacji broniących praw konsumenta i środowiska naturalnego, np. Voluntary Organization in Interest of Consumer Education.
Czas na sequel
Tym razem Erin Brockovich stawia na szali cały swój autorytet, wypracowywany przez dwie dekady. Jej komunikat jest prosty: Bayer ma wycofać Essure - całkowicie i nieodwołalnie. Powtarzała to przez ostatni rok i, niewątpliwie, można mówić o pierwszych efektach tej kampanii: o kontrowersjach wokół metody zaczęły mówić światowe media, jak choćby niemiecki "Die Zeit" czy brytyjskie BBC. Pojedyncze poszkodowane zaczynają wyłapywać kancelarie prawne, które zamiast montować pozew zbiorowy, będą szukać sprawiedliwości w pojedynczych, indywidualnych sprawach. Jak liczą administratorzy strony Essure problems na Facebooku, tylko w czerwcu na operację całkowitego usunięcia macicy zdecydowało się 120 użytkowniczek tego forum. Lawina więc narasta.
Sama Brockovich musi natomiast czuć się jak ryba w wodzie. - Obchodzi mnie środowisko, ale moją prawdziwą pracą i największym wyzwaniem jest próba przezwyciężenia oszustw, które kończą się narażaniem na ryzyko zdrowia i bezpieczeństwa publicznego - mówiła przed laty. Dziś uderza w jeszcze mocniejsze tony. - Musimy być świadomi wpływów wielkich korporacji - przestrzega w klipach zawieszonych w swojej witrynie.
No cóż, prawidła Hollywood są takie, że sequel musi przebić rozmachem pierwowzór.
@RY1@i02/2014/162/i02.2014.162.00000120a.802.jpg@RY2@
EAST NEWS
Kadr z filmu Stevena Soderbergha
Mariusz Janik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu