Śląski Kopciuszek
Joanna Gryczik była właścicielką jednej z największych fortun Europy. W XIX w. nie było na Śląsku bardziej wływowej od niej kobiety
Na cmentarzu w Kopicach, małej wsi na Opolszczyźnie, stoi neoklasycystyczne mauzoleum z dwoma sarkofagami w środku. Oba są puste. Kilka metrów dalej znajduje się prosty, skromny nagrobek z lastrika - zbiorowa mogiła z napisem "Familia Schaffgotsch".
W mauzoleum spoczywali hrabia Hans Ulrich Schaffgotsch i jego żona Joanna. Spoczywali do czasu, kiedy pod koniec II wojny światowej żołnierze radzieccy wyciągnęli ich ciała z sarkofagów. Plądrowanie grobu miało miejsce jeszcze wielokrotnie. Co przyciągało cmentarne hieny? Legenda niewyobrażalnego wręcz bogactwa tej rodziny, które było dziełem Joanny.
Najbogatsza panienka
Jej droga życiowa do złudzenia przypomina historię Kopciuszka, który poślubił księcia z bajki. Różnica polega na tym, że w dniu ślubu to Kopciuszek, nie książę, był bajecznie bogaty. A to dzięki śląskiemu potentatowi przemysłowemu, który będąc poważnie chory, zaadoptował małą dziewczynkę.
Karol Godula był właścicielem największej huty cynku w ówczesnej Europie, a także wielu innych hut, kopalni oraz majątków ziemskich. Historia początku znajomości "króla cynku" i Joasi z powodu braku źródeł obrosła w legendę. Wiadomo, że Godula jako młody chłopak został brutalnie pobity: stracił oko, miał sztywną nogę, a jego twarz była zniekształcona przez ogromną bliznę. Dzieci uciekały przed nim z krzykiem, nawet jego pracownicy się go bali. Nic dziwnego, że zaczął stronić od ludzi. Z biegiem lat, chociaż był milionerem, stawał się coraz większym odludkiem. W Szombierkach wybudował pałac, w którym przyjmował kontrahentów. Nigdy w nim nie zamieszkał. Żył skromnie, w prostej, drewnianej chacie w Rudzie Śląskiej, utrzymując tylko jedną służącą. Ponoć na kolacje jadał wyłącznie ziemniaki ze zsiadłym mlekiem.
Opowieść głosi, że pewnego dnia trzyletnia Joasia nazbierała kwiatów w ogrodzie i podarowała je posępnemu Goduli pracującemu w bibliotece. Po czym zaczęła z nim rozmawiać jak równy z równym, zupełnie nie przejmując się ponurym wyglądem fabrykanta. Godula był jej zachowaniem tak zaskoczony i ujęty, że postanowił zaopiekować się dziewczynką. Czy tak wyglądało ich pierwsze spotkanie i czy już wtedy Godula dostrzegł wyjątkową bystrość dziecka? Nie ma na ten temat żadnych przekonujących źródeł. Z tych, które dotrwały do naszych czasów, wynika, że Godula dzieci nie lubił.
Mała Joasia Gryczik (jej nazwisko często pojawia się jako Gryzik) była córką komornika Jana Gryczika i jego żony Antoniny. Po śmierci męża Antonina oddała trzyletnią Joasię pod opiekę służącej Karola Goduli, Emilii Lukas. Dziewczynka miała w przyszłości również stać się służącą. Opiekunka Joasi ukrywała przed swoim chlebodawcą obecność małej w domu, jednak któregoś dnia Godula wrócił wcześniej niż zwykle i natknął się na bawiące się dziecko - głosi inna opowieść. Służąca nakazała Joasi powiedzieć panu "dzień dobry" i pocałować go w rękę. Mała zrobiła to chętnie i zaczęła z nim grzecznie rozmawiać. Nie wiadomo, czy któraś z tych wersji jest prawdziwa. Ale wiemy, że Godula poczuł sympatię do dziewczynki. Zatrudnił dla niej prywatnych nauczycieli i trzyletnia Joasia zaczęła pobierać nauki.
Sielanka nie trwała jednak długo. W 1848 r. na Śląsku wybuchły zamieszki, które były pokłosiem niepokojów w Berlinie. Niepewna sytuacja i pogarszający się stan zdrowia Karola Goduli, który cierpiał na niewydolność nerek, zmusiły go do wyjazdu do Wrocławia (wówczas Breslau). W podróż zabrał sześcioletnią wówczas Joasię. Godula był już wtedy umierający. Świadom tego przygotował z pomocą adwokata i przyjaciela Maksymiliana Schefflera testament. Zmarł następnego dnia po złożeniu pod nim podpisu, 6 lipca 1848 r.
Ogłoszenie testamentu wywołało wielką sensację na Śląsku. Bo dokument spisany przed komisją sądową we Wrocławiu był nie do podważenia. Niemal cały majątek - szacowany na 2 mln talarów - odziedziczyła sześcioletnia podopieczna. Do małej Joasi należały liczne dobra ziemskie, jak Szombierki, Orzegów, Bujaków, Bobrek; ponadto 19 kopalń galmanu (rudy cynku), 40 kopalń węgla kamiennego, 3 huty cynku i 28 kuksów (udziałów) w hucie Karol. Półsierota stała się najbogatszą panienką na Górnym Śląsku. Krewni Goduli, o których on nigdy nie miał dobrego zdania, musieli zadowolić się legatami pieniężnymi w wysokości 200 tys. talarów. Dla pracowników, co było rzeczą bez precedensu, przeznaczył 50 tys. talarów do podziału (krowa kosztowała wtedy od 20 do 35 talarów).
Na opiekunów Joasi zostali wyznaczeni: wykonawca testamentu Maksymilian Scheffler, Jan Fryderyk Finckler - mistrz zmianowy z zakładów Goduli, który już wcześniej się nią opiekował, oraz Emilia Lukas - służąca stale zajmująca się małą.
Wielkie pieniądze
Bardzo szybko po śmierci swojego dobroczyńcy Joasia odczuła ciężar spadku. Zaczęły się prześladowania dziecka ze strony krewnych Goduli. Zamachy na jej życie zmusiły opiekunów dziewczynki do ukrycia jej w klasztorze Urszulanek we Wrocławiu. Przebywała tam od 16 września 1848 r. do 8 sierpnia 1849 r., kiedy to Emilia Lukas zdecydowała o jej powrocie do Szombierek. Kobieta, zgodnie z postanowieniami testamentu, była zobowiązana do zadbania o wykształcenie dziewczynki. Wypełnienie tego zobowiązania było warunkiem możliwości korzystania przez Lukas z majątku Goduli, co ta skrzętnie wykorzystała. Opiekunka Joasi potrafiła zadbać o swoje interesy: przywłaszczyła sobie część listów zastawnych Landschaftu, czyli udziały w majątku Goduli wartości ok. 150 tys. talarów, ponadto nie konserwowała obiektów budowlanych, nie uiszczała opłat górniczych, do czego była zobowiązana. Maksymilian Scheffler nie ufał Emilii Lukas. Gdy tylko skończył się przewidziany testamentem czteroletni okres opieki kobiety nad Joasią, dawny przyjaciel Goduli zabrał dziesięcioletnią już dziewczynkę do swojej willi we Wrocławiu.
Tymczasem majątek śląskiego Kopciuszka rósł. W 1852 r. kapitał zakładowy obiektów dziedziczonych przez Joasię wzrósł za sprawą akumulacji o 225 proc. W ciągu kolejnych lat nadal się powiększał, chociaż opiekunowie ograniczyli się jedynie do ogólnego dbania o posiadłości, a największą inwestycją, na jaką się zdecydowali, było uruchomienie nowej huty cynku, którą nazwano "Godula", oraz zakupienie majątków Chudów i Paniówki koło Zabrza.
Dorastająca Joanna mieszkała w willi Maksymiliana Schefflera i tam poznała 27-letniego hrabiego Hansa Ulricha Schaffgotscha, w którym zakochała się od pierwszego wejrzenia. Z wzajemnością. Hrabiowska rodzina Schaffgotschów należała do najstarszych rodzin na Śląsku i była skoligacona z najznamienitszymi familiami Europy. I choć o rękę majętnej panienki ubiegało się wielu, Scheffler, widząc uczucie młodych, zaczął starać się o nadanie Joannie szlachectwa, by umożliwić jej poślubienie ukochanego. Jego zabiegi przyniosły skutek: Joanna została nobilitowana dokumentem króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV wystawionym w Berlinie z datą 6 czerwca 1858 r. Od tego dnia zaczęła nosić nazwisko Gryzik von Schomberg-Godulla. Otrzymała również herb, w którym znalazły się skrzyżowane narzędzia górnicze - młotek i pyrlik (rodzaj młotka) na błękitno-złotym tle. Dla Hansa Ulricha to małżeństwo było życiową szansą, bo jako drugi syn nie miał przecież szans na odziedziczenie majątku.
Ceremonia zaślubin odbyła się 15 listopada 1858 r. Joanna miała wtedy ledwie 16 lat. Uroczystości tej towarzyszyło wielkie zainteresowanie. We wrocławskich "Korespondencjach Kroniki" z 13 listopada pisano: "Za kilka dni (...) wystawiona będzie na widok publiczny wyprawa krezusowej panny Graczykównej, która uzyskawszy szlachectwo nazywa się Joanna Gryczyk von Schomberg-Godula. W tym miesiącu jeszcze ona odda rękę swoją wraz z milionami swojemi hr. Schaffgotsch, a tak doskonale już wdrożyła się w rolę, którą później ma odegrać, że przysiągłbyś, iż urodziła się hrabianką lub xsiężniczką, a nie córką biednego wieśniaka. Że w teatrze, gdzie prawie codziennym jest gościem, zajmuje miejsce w pierwszym rzędzie, a wszystkie oczy, lornety i perspektywy ku niej są zwrócone, nie potrzebuje wzmianki; jest przecież ona najbogatszą osobą w państwie pruskim, może nawet i w całym kraju niemieckim".
Arystokracja ówczesnej Europy przyjęła Joannę do towarzystwa, choć istnieją przesłanki, że nie brakowało osób, które uważały ją za śląską wieśniaczkę i karierowiczkę. To prawda, że Joanna była córką prostych Ślązaków, ale prostaczką nie była. Najpierw Godula, a później jej opiekunowie zadbali o to, by zdobyła doskonałe wykształcenie i maniery.
Joanna, chociaż w kwestii prowadzenia interesów była "nieodrodną córką" Karola Goduli, styl życia wiodła zdecydowanie inny niż ten, jaki wybrał jej dobroczyńca. Zaraz po ślubie państwo młodzi kupili pałac w Kopicach. Wyremontowali go, dobudowując liczne wieże i wykusze. 60-hektarowy park dookoła pałacu udekorowali ogromną liczbą rzeźb i fontann, tworząc jedną z najokazalszych rezydencji na Śląsku. Dokładnie w pierwszą rocznicę zawarcia ślubu 15 listopada 1859 r. na świat przyszedł syn Joanny i Hansa Ulricha - Hans Karol. Drugie imię otrzymał na cześć Karola Goduli. Tym samym wszelkie pretensje do majątku kuzynów Goduli, którzy cały czas próbowali odebrać spadek dziewczynie, straciły moc, ponieważ gdyby zmarła bezpotomnie, majątek przechodziłby na rzecz krewnych Goduli.
Biografowie Schaffgotschów piszą, że małżeństwo Joanny i Hansa Ulricha było udane. Złośliwi dodają, iż to dzięki temu, iż pomimo zawarcia małżeństwa nie przepisała majątku na męża. Podobno wypłacała mu kieszonkowe, które on przeznaczał na drogie cygara i brandy. Nie do końca wydaje się to wiarygodne, bo Hans Ulrich zasiadał w radzie nadzorczej powołanej do życia spółki Gräflich Schaffgotsche Werke, jednym z największych koncernów przemysłowych Europy o kapitale zakładowym 50 mln marek. To każe sądzić, że miał jednak wpływ na decyzje biznesowe. Faktem jednak jest, że interesami kierowała Joanna. Jej podpisy figurują na firmowych dokumentach. Było to zjawisko w ówczesnych Prusach zupełnie niespotykane. Bo rola kobiety w XIX-wiecznym państwie Bismarcka sprowadzała się do niesławnych 3 x K, czyli Kinder, Küche, Kirche (dzieci, kuchnia, kościół).
Zapomniana patronka
Joanna urodziła czwórkę dzieci, lecz to nie przeszkodziło jej łączyć roli matki, damy i fabrykantki. Z powodzeniem rozbudowywała rozpoczętą jeszcze przez jej opiekunów inwestycję: hutę cynku Godula. W 1869 r. otrzymała zgodę na budowę kopalni węgla Hohenzollern (Szombierki). Szybko wykupiła innych udziałowców, stając się jej jedyną właścicielką. W latach 90. XIX w. najwięcej uwagi poświęcała górnictwu węglowemu. Przynosiło wtedy ogromne zyski, bo złoża rudy cynku pod koniec stulecia zostały na Górnym Śląsku wyczerpane. W obliczu pogarszającej się sytuacji finansowej kopalń rudy cynku Joanna sprawnie wycofywała kapitał z tej branży. Przekazywała kopalnie i huty w dzierżawę lub je sprzedawała.
Joanna miała niesamowitego nosa, jeśli chodzi o wielkość zasobów w swoich kopalniach. Potrafiła doskonale wyczuć, kiedy wydobycie osiąga najwyższy punkt, i wtedy sprzedawała kopalnię po najwyższej możliwej cenie. Wiedząc przy tym, że nie traci, a zyskuje na tej transakcji, bo sprzedawane złoża i tak już się wyczerpują. Faktem jest, że miała grono dobrze dobranych i zaufanych doradców, których rady potrafiła wykorzystywać. Tą najprostszą i zarazem najtrudniejszą do opanowania metodą robienia interesów Joanna powiększyła majątek odziedziczony po Karolu Goduli ośmiokrotnie. Tym samym stała się posiadaczką jednej z największych fortun ówczesnej Europy.
Po wycofaniu się z przemysłu cynkowego skoncentrowała się na węglu. Dyrekcję swoich zakładów przemysłowych ulokowała w Bytomiu. W latach 70. XIX w. rozpoczął się na Górnym Śląsku nowy etap funkcjonowania kopalni węgla. Najpłycej położone pokłady zaczęły się wyczerpywać, a to oznaczało konieczność zastosowania nowych metod wydobywczych umożliwiających kopanie na głębszych pokładach. Wymagało to sporych nakładów finansowych, co było bezpośrednim powodem procesu zmniejszania się liczby kopalń. Przede wszystkim upadały kopalnie należące do małych gwarectw (spółek) lub indywidualnych właścicieli, których nie było stać na inwestycje w nowoczesne maszyny wydobywcze. Na zmniejszenie się liczby kopalń wpływ miał również proces konsolidacji małych zakładów w większe przedsiębiorstwa. Tak też działo się z kopalniami Schaffgotschów.
W efekcie konsolidacji zakładów górniczych w posiadaniu rodziny znalazły się dwie duże kopalnie na terenie obecnej Rudy Śląskiej. Jedną z nich była Paulus-Hohenzollern, a drugą Lithandra. W obu z roku na rok wzrastało wydobycie węgla - na przełomie wieków wynosiło ono od 80 tys. do ponad 100 tys. ton rocznie, natomiast w 1913 r. wydobywano już 352 tys. ton rocznie.
Schaffgotschowie postawili na uprzemysłowienie swoich dóbr ziemskich. To był jeden z najistotniejszych czynników, który umożliwił rozwój należących do nich wsi. Proces ten był bardzo widoczny na terenach Orzegowa, Chebzia i Goduli (dzisiejsza dzielnica Zabrza). Zwykłe wsie przekształcały się w osady przemysłowe zamieszkane przez pracowników kopalń. Schaffgotschowie, podobnie jak wcześniej Godula, bardzo dbali o robotników. Zaraz po ślubie zorganizowali dla robotników z hut cynku kasę zapomogową, dzięki której mogli oni korzystać z bezpłatnego leczenia, darmowych lekarstw i pobierać zasiłek chorobowy. Przeznaczono dla nich 24 morgi lasu pod budowę domów. Trzeba pamiętać, że była to połowa XIX w., kiedy ustawodawstwo socjalne dopiero się rodziło i budziło w całej Europie silne kontrowersje.
Hans Ulrich był głęboko świadomy złożoności problemów narodowościowych na Górnym Śląsku, dlatego nakazał, aby w bibliotece założonej w 1900 r. w Goduli znalazły się książki również w języku polskim. A jeszcze w 1884 r. wspólnie z hrabią Hugonem Henckel von Donnersmarck z Siemianowic wydali odezwę, w której wspólnie zadeklarowali, że przyjmą do pracy każdego, kto został zwolniony za sprzeciw wobec Kulturkampfu. Hrabia Hans Ulrich nauczył się języka polskiego, Joannie ten język też nie był obcy. Oboje popierali katolicką Partię Centrum. Hans Ulrich został członkiem Katholischen Industrieller i Arbeiterfreunde, obie organizacje zwalczały działalność antypolskiej hakaty postulującej germanizację ziem polskich w zaborze pruskim. Przez tę aktywność hrabia był szykanowany przez państwowe władze pruskie.
Schaffgotschowie słynęli również z działalności charytatywnej na Górnym Śląsku. Joanna łożyła na utrzymanie sierocińca w Bytomiu, w którym przebywało 80 dzieci. Hrabiostwo Schaffgotsch ufundowało kościół w Szombierkach, dołożyło się do budowy kościołów w Orzegowie i Goduli. Byli również inicjatorami budowy szkoły koło huty Godula i w Chebziu. Ponieśli pełne koszty budowy i wyposażenia budynków. Z ich funduszy zbudowano również szpital pw. św. Joanny. W budynku oprócz sali dla chorych powstała również sala dla bezdomnych i ochronka dla dzieci. Później zbudowano drugi budynek przeznaczony na te cele.
Hrabina zmarła 21 czerwca 1910 r. w Kopicach. Hrabia Hans Ulrich pięć lat później. Zostawili po sobie jedną z największych fortun w ówczesnej Europie. Dziś jedna z ulic w Rudzie Śląskiej nazywa się ulicą Joanny, ale tylko niektórzy miejscowi Ślązacy wiedzą, kogo upamiętnia.
@RY1@i02/2014/153/i02.2014.153.00000160b.802.jpg@RY2@
Irena Twardoch:Z dziejów rodu Schaffgtoschow, Ruda Śląska 1999
Joanna Gryzik von Schomberg-Godulla z mężem Ulrichem
Magdalena Czyż
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu