Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Miłość i śmierć

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

To niewdzięczne zadanie pisać o filmie "Chemia": wszak należy założyć, że to opowieść, która powstała z potrzeby serca. Reżyser Bartosz Prokopowicz opowiada bowiem historię inspirowaną życiorysem jego żony Magdaleny, fascynującej postaci, założycielki Fundacji RaknRoll. To nie jest biografia, zastrzegają twórcy, i słusznie, bowiem jej bohaterowie to postaci z papier-mâché. On - zmagający się z traumą po samobójstwie ojca - chciałby umrzeć, ale się boi. Ona chce żyć, ale wie, że wkrótce umrze. Pokochają się wbrew przeciwnościom losu miłością straceńczą, ale wkrótce będą się zmagać nie tylko z chorobą, lecz także małżeńskim kryzysem. Agnieszka Żulewska i Tomasz Schuchardt starają się, jak mogą, próbują nadać swoim postaciom choć trochę wiarygodności, nawet gdy wygadują najgorsze banały, nieźle wypadają na drugim planie Danuta Stenka i Eryk Lubos. Wszystko jednak na nic, skoro cały film tonie nie tylko w melodramatycznych schematach (to jeszcze dałoby się przeżyć), lecz także w dziwacznych reżyserskich pomysłach, które do fabuły niczego nie wnoszą. Animowane przerywniki, pojawiająca się znienacka wokalistka zespołu Mikromusic śpiewająca piosenki a to w taksówce, a to na szpitalnym korytarzu - podobnych pomysłów jest w "Chemii" więcej, wszystkie równie zadziwiające. To mógł być ważny film, ba, żeby chociaż był wzruszający, ale tu brakuje nawet tego emocjonalnego szantażu. Wyszedł produkt skalkulowany na zimno, nonszalancki, a w efekcie doskonale obojętny, ani do łez, ani do śmiechu, za to do szybkiego zapomnienia.©?

@RY1@i02/2015/192/i02.2015.192.19600030b.802.jpg@RY2@

MICHAŁ OPALA/VUE MOVIE

Jakub Demiańczuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.