Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Koniec umowy, początek chaosu

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Bill Bryson maszeruje po górach, a George Packer idzie zrujnowanymi dolinami - czyli dwie bardzo ciekawe książki o współczesnej Ameryce

Stany Zjednoczone są dalekie i egzotyczne, a większość z nas nigdy nie zobaczy ich na własne oczy. A zarazem Stany Zjednoczone są na wyciągnięcie ręki, a większość z nas ogląda je każdego dnia - nie mówiąc już o tym, że kiedy sprawdzamy pocztę na Gmailu, oglądamy filmy na YouTube i piszemy posty na Facebooku, w istocie przebywamy na terytorium USA, także w szeroko rozumianym sensie prawnym. Choćby z tego powodu Ameryka powinna nas interesować. Szczególnie zaś powinny nas interesować kłopoty Ameryki z samą sobą, ponieważ kłopoty Ameryki wciąż są również kłopotami całego świata, a osobliwie tych części świata, które zwykły się nazywać demokratycznymi. Stany pozostają największym społecznym, politycznym i gospodarczym laboratorium demokracji, w tym również jej zaniechań, nadużyć i patologii. Europa może się dąsać i chełpić poczuciem wyższości, ale kryzys współczesnej Ameryki jest też jej kryzysem.

To napisawszy, przechodzę do rozrywek - Bill Bryson przeważnie gwarantuje dobrą zabawę i w wypadku "Pikniku z niedźwiedziami" nie jest inaczej. Podróżnik i encyklopedysta, Amerykanin ("Urodziłem się w Des Moines. Ktoś musiał") i przysposobiony Anglik, satyryk i uważny reporter, pod koniec lat 90. zeszłego wieku postanowił, a był wówczas zażywnym czterdziestoparolatkiem, przejść z plecakiem cały Appalachian Trail, jeden z najsłynniejszych szlaków turystycznych Ameryki. Długość łańcucha Karpat wynosi około 1500 kilometrów - Appalachian Trail, ciągnący się południkowo od Georgii po Maine, jest, z grubsza licząc, dwa i pół raza dłuższy. Spacer w sam raz na porządny kryzys wieku średniego.

Da się tę przezabawną książkę czytać jako relację z przygód podtatusiałego mieszczucha w zielonej dziczy, ale można też potraktować ją jako rzecz o Stanach zmierzchu epoki prosperity. Brysonowi, zwłaszcza po ćwierćwieczu spędzonym w przytulnej Anglii, nie umykają rozmaite drobne obserwacje znamionujące, że Ameryce powoli zacierają się łożyska: świadczą o tym między innymi degradacja miast, bezmyślna i rabunkowa gospodarka leśna, niewydolność biurokracji związanej z ochroną przyrody.

Jeśli "Piknik z niedźwiedziami" był przystawką, to "Kryzys wolnego rynku?" Georgea Packera, wybitnego dziennikarza związanego z tygodnikiem "The New Yorker", jest niewątpliwie daniem głównym. Trudno szukać szerszej i bardziej wyczerpującej reporterskiej analizy przyczyn finansowej zapaści, w którą Ameryka w 2008 roku pociągnęła resztę globu. Packer nie włącza się w kulturowo-polityczną wojnę między republikanami i demokratami, pokazując zresztą, że owa wojna jest w dużej mierze sprawnie sprzedaną medialną iluzją. Ciekawi go raczej parszywy los społecznej umowy między władzą a narodem, która leżała u podstaw sukcesu powojennej Ameryki. Kontrakt ów, ujmując rzecz skrótowo, polegał na tym, że w ramach wynagrodzenia za ciężką pracę można było oczekiwać nie tylko przyzwoitego, bezpiecznego życia, lecz także utrzymania statusu szanowanego obywatela. To se nevratí, rzecze Packer. Neoliberalne porządki skorumpowały klasę polityczną i oderwały ją od rzeczywistości, zalała ją też fala korporacyjnych pieniędzy. Kiedy jakiś system społeczny traci fundamentalną zasadę organizacji, wpada w chaotyczne oscylacje, a ludzie przestają sobie ufać. I to właśnie przytrafiło się Ameryce.

Packer buduje swoją książkę z przeplatających się biograficznych reportaży - mamy tu między innymi idealistycznego przedsiębiorcę z branży paliwowej próbującego konkurować z wielkimi sieciami, czarną dziewczynę z postindustrialnych slumsów, libertariańskiego geniusza nowych mediów z Doliny Krzemowej, waszyngtońskiego prawnika i lobbystę, dziennikarza z Florydy badającego tamtejszy rynek nieruchomości. Ogólny obraz katastrofy wyłania się z tych portretów powoli, ale jest wstrząsający: Amerykanie zawsze fetyszyzowali bogactwo i zdrowy egoizm, niemniej doświadczenie Wielkiego Kryzysu przełomu lat 20. i 30. XX wieku kazało im wmontować w swój system prawny kilka zaworów bezpieczeństwa, choćby silne związki zawodowe czy federalną kontrolę nad kreatywnością bankierów. Te zawory były od lat 70. stopniowo odkręcane - z czystej chciwości. Za gospodarcze załamanie 2008 roku w Stanach często obwinia się przeciętnych konsumentów biorących bez opamiętania ryzykowne kredyty. To fałsz, twierdzi Packer, ponieważ brali oni te kredyty w dobrej wierze, wierząc w siłę rynku i nie mając pojęcia, że kupują elegancko opakowane bomby zegarowe.

Warto czytać Packera - z jego pejzażami zbiedniałej, zaszokowanej prowincji i wyludnionych osiedli zasekwestrowanych domów - wspólnie z wydaną u nas niedawno gorzką książką "Detroit. Sekcja zwłok Ameryki" Charliego LeDuffa. To, co LeDuff wykrzykuje, Packer opowiada z zimną precyzją, wiedząc, że praktycznie nikt nie został i nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za zrujnowanie życia milionom Amerykanów.

I jeszcze łyżka dziegciu na koniec: przekład i redakcja polskiej edycji reportażu Packera pozostawiają sporo do życzenia. Szkoda tak dobrego tekstu na tego rodzaju niedopatrzenia.

@RY1@i02/2015/088/i02.2015.088.19600060a.804.jpg@RY2@

SHUTTERSTOCK

Blue Ridge Mountains, czyli część Appalachian Trail, który przemierza w swojej książce Bill Bryson

@RY1@i02/2015/088/i02.2015.088.19600060a.805.jpg@RY2@

@RY1@i02/2015/088/i02.2015.088.19600060a.806.jpg@RY2@

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.