Bezczelna i odważna
Lena Dunham irytuje. Irytują bohaterki pisanego przez nią serialu "Dziewczyny", irytuje jej ekshibicjonizm i pasmo sukcesów. Jej bestsellerowa książka "Nie taka dziewczyna" może tylko tę irytację pogłębić. Lenie znów się udało!
Ta książka wzbudzała emocje jeszcze zanim się ukazała. Oczywiście czekali na nią z zaciekawieniem fani twórczości Dunham, ale dało się wyczuć także sporo podszytej przekąsem niechęci. Sięgające niemal 4 mln dol. honorarium autorskie wypłacone przez wydawnictwo Random House jakiejś wytatuowanej, dwudziestoparoletniej podfruwajce? W zamian za garść jej wspomnień i przemyśleń? Tak, to może drażnić. Tym bardziej gdy się okazało, że książka nie tylko jest bestsellerem - obecnie, jak podaje "New York Times", ponad 300 tys. sprzedanych egzemplarzy - to jeszcze zawiera dość wybuchowy materiał. Skandal wywołała m.in. opisana przez Dunham historia domniemanego gwałtu, który miał na niej popełnić jeden ze studentów ("republikanin Barry") podczas nauki w Oberlin College. Dwóch mężczyzn o imieniu Barry pozwało Dunham do sądu - jak widać niektórzy są naprawdę złaknieni rozgłosu (i pieniędzy). Jeszcze więcej kontrowersji wzbudziły wyznania pisarki dotyczące wspólnych zabaw genitaliami, jakich miała się dopuszczać wraz z młodszą siostrą. Katolickie media oskarżyły ją wręcz o molestowanie. Kolejny dowód, że niektórzy zrobią i napiszą wszystko dla rozgłosu.
Ale echa medialnych wrzaw nie mówią tak naprawdę nic o samej książce. Dość przypadkowo i chaotycznie przywoływane wspomnienia obejmują dzieciństwo na Brooklynie w domu pary liberalnych artystów - malarza i fotografki, trudne lata szkolne i początki kariery, czyli pierwszy film "Mebelki" i nieoczekiwaną propozycję ze stacji HBO, by stworzyć dla niej serial. 29-letnia obecnie Lena Dunham, która jest niewątpliwie jedną z największych osobowości twórczych swojego pokolenia, uczyniła z otwartości i szczerości swój znak rozpoznawczy - sceny seksu i nagości w "Dziewczynach" zaskakują brakiem retuszy, zaś autorka regularnie bywa oskarżana o pornograficzny wręcz ekshibicjonizm zarówno w sferze emocji, jak i cielesności. Nie brakuje tego i w książce. Dowiadujemy się o rozmaitych szczegółach dotyczących terapii, złych nawyków żywieniowych, lęków i życia seksualnego Leny. Zdecydowanie nie wszystkie chcielibyśmy znać - wiedza o cyklicznych bólach pochwy czy historia o wymiotowaniu dużą ilością czerwonego wina nie były nam niezbędne. Ale jedną z technik Dunham jest nie tylko wychodzenie z własnej strefy komfortu, ale też wyciąganie stamtąd nas - widzów, czytelników, odbiorców. W jednym z poruszających fragmentów pisze tak: "Często słyszę również pytanie, jak znajduję w sobie dość odwagi, by pokazać swoje ciało na ekranie. W podtekście: moje niedoskonałe ciało, wątpię bowiem, że o to samo pyta się na przykład Blake Lively. (...) Odpowiadam więc: nie jest odwagą zrobić coś, co cię nie przeraża. (...) Gra w scenach erotycznych, które sama reżyseruję, odsłanianie kawałka mojego dziwnie napuchniętego sutka - te kwestie nie znajdują się w mojej strefie zagrożenia" - pisze Dunham, przytaczając następnie anegdotę o spotkaniu z drobniutkim nastolatkiem, który powiedział jej: "Chciałem ci tylko powiedzieć, że wiele dla mnie znaczy to, w jaki sposób pokazujesz swoje ciało. Dzięki tobie poczułem się lepiej z własnym".
Te zdania stanowią doskonałe podsumowanie twórczości Dunham. Decydując się na bezwzględną szczerość, dokonała dekonstrukcji przesyconego pięknymi kłamstwami świata filmu, sztuk wizualnych czy literatury. Lena nie upiększa, mówi, jak jest - i robi to cały czas chociażby na swoim profilu na Twitterze, który śledzi bagatela dwa miliony osób. Marudzi. Dzieli włos na czworo. Martwi się. Jęczy. Zachwyca się i podskakuje jak piłeczka. A w tym wszystkim jeszcze jest zbyt pewna siebie, zbyt młoda. I nie dość ładna, szczupła, posłuszna. Nie przestrzega reguł. Irytuje.
Jednak w tej naiwnej dziewczęcej rebelii jest ogromna siła. "Dziewczyny" są zaprzeczeniem wszelkich przekłamanych i przesłodzonych obrazów kobiecości, kobiecej seksualności czy przyjaźni. Zarówno seks, jak i wzajemne relacje bohaterów przedstawione są niekiedy z brutalną wręcz szczerością. Sukces tego serialu - deszcz branżowych nagród i realny wpływ na sposób myślenia milionów widzów na całym świecie - jest dowodem na to, że brakowało takiego głosu. Takiej szczerej dziewczyny.
Dunham zyskała sobie opinię bezczelnej smarkuli, która - zdaniem jednych mocą swojego talentu, zdaniem innych psim swędem - w ciągu kilku lat wyrosła na ważną postać. Nie jeszcze jedną popularną aktorkę, ale osobę, ku której instynktownie kierujemy się w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące nas pytania - także te poważne, egzystencjalne, z kategorii "jak żyć?". "Możliwe, że jestem głosem mojego pokolenia" - mówi na pół chełpliwie, na pół desperacko w pierwszym odcinku serialu "Dziewczyny" Hannah Horvath, bohaterka grana przez samą Dunham. I jest to autodiagnoza słuszna, ale niepełna, bo głos Leny stał się ważny dla kobiet nie tylko z jej pokolenia. I dobrze, bo ta dziewczyna ma naprawdę coś do powiedzenia. Choć z pozoru mówi tylko o sobie.
@RY1@i02/2015/040/i02.2015.040.19600030e.804.jpg@RY2@
ap
Lena Dunham: "Możliwe, że jestem głosem mojego pokolenia"
"Nie taka dziewczyna"
@RY1@i02/2015/040/i02.2015.040.19600030e.805.jpg@RY2@
Leny Dunham w przekładzie Dobromiły Jankowskiej ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu