Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nowe płyty

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

W tym roku kalifornijska grupa Papa Roach świętuje 15-lecie wydania swojego najważniejszego albumu "Infest" z przebojem "Last Resort". W samych Stanach płyta sprzedała się w ponad trzech milionach egzemplarzy. Trudno się spodziewać, by najnowszy krążek, ósmy w ich karierze, "F.E.A.R. (Face Everything And Rise)", powtórzył ten sukces. Wpadających w ucho mocnych rockowych momentów nie brakuje, ale czy nastolatki, które dorosły wraz z panami z Papa Roach, dalej chcą słuchać niespecjalnie skomplikowanych dźwięków z naiwnymi tekstami. Mnie ta grupa nigdy nie przekonała i nowy krążek w tym nie pomoże. Papa Roach próbują być agresywni i surowi, ale jeżeli szukacie oryginalnego i wciągającego mocnego uderzenia, to płyta nie jest dla was. Słuchając tego krążka, można odnieść wrażenie, że wszystko już kilka razy słyszeliśmy.

@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.19600060a.806.jpg@RY2@

Im dalej Kanadyjczyk Dan Mangan odchodzi od delikatnego folku, z którym od lat jest kojarzony, tym lepiej. Chłopak z gitarą na swojej najnowszej płycie "Club Meds" robi to niemal cały czas, co czyni ten krążek jednym z najlepszych w karierze. Nagrał go wraz z kolegami z kraju klonowego liścia, formacją Blacksmith. Sporo jest gitar, ale pojawiają się też klawisze, skutecznie tworząc wciągający indierockowy klimat. Można tu rozpoznać dźwięki charakterystyczne dla dokonań zespołów Coldplay czy Radiohead. Mangan wraz z przyjaciółmi nie uniknął jednak kilku wpadek, polegających głównie na przekombinowaniu. Na przykład w "Pretty Good Joke" jest tyle różnych tematów, że można by nimi obdzielić kilka piosenek. Całość wchodzi jednak nie mniej gładko niż świeży pudding.

@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.19600060a.807.jpg@RY2@

Chcecie się zrelaksować, wyciszyć, odprężyć - nie włączajcie muzyki z najnowszego filmu Jonathana Glazera ze Scarlett Johansson w roli głównej "Pod skórą" ("Under the Skin"). Niemal trzydziestoletnia Brytyjka Mica Levi, posługująca się pseudonimem Micachu, przygotowała do tego thrillera dźwięki, które straszą i niepokoją. Artystka przyznaje się do inspiracji m.in. dokonaniami nieżyjącego już włoskiego kompozytora eksperymentalisty Giacinto Scelsiego oraz Johna Cagea. Elektroniczne zgrzyty, którymi posługuje się na tym soundtracku, są momentami tak niepokojące i złośliwe, że aż irytują. Ale dzięki nim przenosimy się w niesamowity, nieokreślony mroczny świat. Chciałoby się wyłączyć ten soundtrack w połowie, ale zahipnotyzowany słucham go do końca i powracam. Te zgrzyty są uzależniające.

@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.19600060a.808.jpg@RY2@

Kolejna gratka dla miłośników programu popularnonaukowego Andrzeja Kurka i Zdzisława Kamińskiego "Sonda" oraz fanów futurystycznej elektroniki z lat 80. Ukazała się bowiem druga część płyty z muzyką wykorzystaną w "Sondzie". Pierwsza, która pojawiła się rok temu, została przyjęta owacyjnie. Nie inaczej powinno być z tą płytą. Nie dość, że - podobnie jak poprzedniczka - zbiera nagrania z założonej w latach 60. niemieckiej biblioteki muzycznej Sonoton, to jeszcze dokłada niepublikowane perełki z naszego podwórka. Są wśród nich kompozycje Andrzeja Korzyńskiego (napisał muzykę do filmów o Panu Kleksie), Władysława Komendarka, zespołów Arp Life i SBB. Dla każdego fana syntezatorowego grania sprzed lat to płyta obowiązkowa. Materiał ukaże się wkrótce na winylu.

@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.19600060a.809.jpg@RY2@

"The Whole of the Moon" to kawałek, który powinni znać wszyscy, którzy chociażby liznęli muzyki lat 80. W połowie tej dekady nagrał go brytyjski zespół The Waterboys. Wielokrotnie coverowany numer stał się ich znakiem rozpoznawczym. Do tej pory nie napisali kompozycji, która przebiłaby tamten popularnością. Ich najnowsza płyta "Modern Blues" tego nie zmieni, bo co prawda nie brakuje tu chwytliwych numerów, to hitów na miarę "The Whole of the Moon" się nie spodziewajcie. Zespół nagrał nowy krążek w Nashville, ale ich styl się przez to wcale dramatycznie nie zmienił. Jest tu przede wszystkim folkowo z zakrętami w stronę soulu, psychodelii czy mocnego rocka (najlepsza na płycie "Rosalind (You Married the Wrong Girl)"). Reszta jest zbyt zachowawcza, by zostawiła trwały ślad. Płyta przyzwoita, ale bez historii.

@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.19600060a.810.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.