Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nieistniejąca książka

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Tysiąc pięćset króciutkich opowieści skonstruowanych według przepisu Stanisława Lema. "Zegar światowy" to fascynująca książka. Także dlatego, że nie trzeba jej czytać

W dorobku Stanisława Lema, oprócz takich klasyków fantastyki naukowej jak "Solaris", znajdą się również pozycje bardziej niecodzienne. Przykładem seria tekstów krytyczno-literackich, w których pisarz recenzował nieistniejące książki. Wymyślał sobie jakąś powieść, ze wszystkimi szczegółami, a następnie, zamiast ją spisywać, dodawał jej fikcyjnych autorów i historię wydawniczą, by potem oceniać i analizować. Pierwsze tego typu teksty ukazały się w zbiorze "Doskonała próżnia" z 1971 roku, później były jeszcze "Prowokacje" z 1984 roku, gdzie znalazły się dwie kolejne recenzje, dwa lata później opublikowano zaś "Bibliotekę XXI wieku" z dwoma tekstami premierowymi i przedrukiem "Jednej minuty" z "Prowokacji".

Owa "Jedna minuta" była analizą powieści "One Human Minute" autorstwa J. Johnsona i S. Johnsona, wydanej przez Moon Publishing (z siedzibami w Londynie, Nowym Jorku i na Księżycu). Wedle opisu samego Lema: "Książka ta przedstawia to, co wszyscy ludzie naraz robią w ciągu jednej minuty". W recenzji pisarz chwalił pomysł na nią, dziwiąc się, że dopiero Johnsonowie na niego wpadli, bo taka historia to murowany bestseller. I mimo iż powieść naprawdę nie istniała, w 2009 roku doczekała się ekranizacji - reżyser Peter Sparrow (tak naprawdę Zoltán Verebes) inspirował się nią, tworząc film "1", choć trzeba zaznaczyć, że od Lema wziął jedynie ogólny zarys, bardzo wiele dopisując samemu.

Nieprzypadkowo napisałem "nie istniała". Dziś już istnieje. Tak jakby. Profesor Massachusetts Institute of Technology Nick Montfort postanowił zrealizować pomysł naszego rodaka i powieść "Zegar światowy" stworzył dokładnie wedle Lemowskiego opisu "One Human Minute". Na książkę składa się 1440 mikrohistorii, każda na trzy zdania. Każda wedle tego samego schematu. W pierwszym zdaniu poznajemy aktualny czas i miasto, w którym rozgrywa się akcja. W drugim opisane zostaje lokum, w jakim znajduje się postać, a także podana jest jej płeć, imię i opisany wygląd. Dowiadujemy się także, że ta postać coś czyta. Trzecie zdanie to króciutki opis gestu, który wykonuje postać. I tak blisko półtora tysiąca razy.

Myli się jednak ten, kto sądzi, że Montfort pisał tę książkę strona po stronie, historia po historii. Jak na profesora MIT zajmującego się mediami cyfrowymi przystało napisał kod, wedle którego komputer generował kolejne minifabuły - autor musiał tylko stworzyć bazę imion, gestów, opisów wzrostu, lokali, miast itp. (Polski tłumacz, Piotr Marecki, de facto musiał powtórzyć ten proces.)

I tak jak autor "Zegara światowego" tak naprawdę tej powieści (choć można dyskutować, czy ten termin jest adekwatny) nie napisał, tak czytelnik tak naprawdę nie ma co jej czytać. Bo składające się na nią mikrohistorie nie są pasjonujące. To w zasadzie nie historie, a po prostu lapidarne opisy, do tego dotyczące najbardziej prozaicznych czynności. Nie ma fabuły, nie ma akcji, nie ma opowieści - lekturze "Zegara światowego" najbliżej jest do przeglądania albumu ze zdjęciami, na których przeciętni ludzie z całego świata wykonują przeciętne czynności. Nic więcej. Tyle że wszyscy coś czytają. Nawet sam Stanisław Lem twierdził, że nie jest to książka dla czytelników mu współczesnych, ale dla ludzi przyszłości, z czasów, gdy nikt już nie będzie nic czytać - stąd forma miniaturowych historii, które można doczytywać po troszku i dlatego nie będą rozpraszać wielce zajętych obywateli Polski i świata za lat kilkadziesiąt.

Po co więc w ogóle tworzyć coś takiego? Jako eksperyment naukowy, zabawkę profesora, trening myślowy, udowodnienie pewnej tezy albo też po prostu dlatego, że jest to możliwe. Nick Montfort pasjonuje się nowoczesnymi technologiami i literaturą, zwłaszcza zaś ich stykiem, stąd choćby tworzy teksty w różnych generatorach. Sam "Zegar światowy" został napisany na konkurs NaNoGenMo, czyli National Novel Generating Month (Miesiąc Narodowego Generowania Powieści) i wydaje się, że zainteresować może wyłącznie właśnie organizatorów i uczestników tego typu zabaw, analizujących procesy powstawania dzieła i możliwości zaangażowania komputerów do tworzenia literatury. Bo kogo innego mogłoby pasjonować czytanie blisko 1500 historii bliźniaczych do tej: "Ho Chi Minh. Jest równo 07:02. W pewnym solidnym własnym M znacząco niższa niż inne w jej wieku niewiasta, mająca na imię Marone, czyta wytłaczany manuskrypt. Krzywi się lekko"? Nie bez przyczyny książka ta ukazuje się w tej samej serii co choćby "Finneganów tren" Jamesa Joycea - to nie tyle pozycja do czytania dla przyjemności, ile do podziwiania, jakie formy przybierać może literatura.

@RY1@i02/2015/005/i02.2015.005.19600060a.805.jpg@RY2@

ADAM GOLEC/AGENCJA GAZETA

Stanisław Lem wymyślił książkę przyszłości. Ale dopiero po latach stworzył ją profesor MIT Nick Montfort

@RY1@i02/2015/005/i02.2015.005.19600060a.806.jpg@RY2@

"Zegar światowy" Nicka Montforta ukazał się nakładem Korporacji ha!art w przekładzie Piotra Mareckiego

Marcin Zwierzchowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.