Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Płyta "Woman Blue" to wynik spotkania wyjątkowych postaci naszej sceny. Jest tu bowiem Raphael Rogiński, znany chociażby z eksplorowania muzyki żydowskiej. Do tego Natalia Przybysz, w ostatnim okresie autorka znakomitych płyt "Prąd" oraz "Kozmic Blues: Tribute to Janis Joplin". Są także kojarzony przede wszystkim z jazzem perkusista Hubert Zemler oraz wibrafonista z kwartetu Kwadrofonik Miłosz Pękala. W projekcie Shy Albatross na warsztat wzięli ponadstuletnie amerykańskie klasyki, które wykonywali wcześniej najwięksi. Bluesowo-folkowe kompozycje Shy Albatross grają na własną modłę, na szczęście nie starając się kopiować żadnego z najpopularniejszych wykonań. Są tu doskonałe surowe "Moonlight", przepełnione afrykańskim klimatem "Salangadou" czy balansujące na granicy jazzu i bluesa "See See Rider". Brakuje co prawda singlowych petard, które pociągnęłyby ten album w stronę szerszej publiczności, ale chyba nie takie były zamiary Shy Albatross. Muzycy spełnili swoje marzenie, oddając hołd klasykom zza oceanu. To bardzo dobry krążek, choć nie dla wszystkich.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/087/i02.2016.087.196000800.101.gif@RY2@

Teksty Ludwika Starskiego, Jerzego Jurandota, muzyka Henryka Warsa, Władysława Szpilmana - kojarzone z przedwojennymi hitami filmowymi "Piętro wyżej", "Paweł i Gaweł", "Ada! To nie wypada" czy "Pani minister tańczy" - to do nich odnosi się na swojej nowej płycie "Kino mocne" producent Darek Makaruk. To zresztą nie pierwszy jego kontakt z kinem przedwojennym, grał już m.in. do klasyków tamtego kina, chociażby "Gabinetu doktora Caligari". Teraz do swojego projektu zaprosił chociażby Asję Czajkowską, Czesława Mozila, Michała Urbaniaka, Wojciecha Mazolewskiego, Tomasza Lipińskiego czy Roberta Brylewskiego. Jak poradzili sobie z przebojami Eugeniusza Bodo i jego kolegów z branży z tamtych lat? "Kino mocne" wypełnione jest klimatem jazzowym, elektroniką, czasem okraszone kabaretowym stylem ("Reformy pani minister" z Brylewskim). Najlepiej wypadają tu wersje ze smyczkami, pianinem i trąbkami: egzotyczne "W tę upalną noc" z Urbaniakiem czy "Ach, śpij, kochanie" z Urbaniakiem i Mazolewskim. Warte uwagi, choć chyba nie w pełni satysfakcjonujące.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/087/i02.2016.087.196000800.102.gif@RY2@

Kanadyjska kapela z ponad 10-letnią historią wydała właśnie swoją czwartą płytę, z oryginalnym tytułem... "IV". Od razu trzeba zaznaczyć, że Black Mountain nigdy nie zahaczyli o mainstream. Wydali trzy bardzo solidne płyty, z których najpopularniejsza okazała się "In the Future" z 2008 roku (nominowana do Polaris Music Prize oraz Juno Awards). Są rozpoznawalni przede wszystkim przez poszukiwaczy psychodelicznego progrocka. To chyba też ten rodzaj kapeli, która uprawia muzykę, z jaką zespoły nad Wisłą rzadko się mierzą, a jeszcze rzadziej z dobrym skutkiem. Black Mountain grają bowiem mieszankę nawiązań retro ze współczesną eklektyczną alternatywą. Słychać Pink Floyd, słychać klasycznego heavy rocka, są punk, grunge, soul, akustyczna ballada. Przestrzenne granie Black Mountain nie jest jednak tylko dla łysiejących weteranów w spranych koszulkach Floydów. Ich "IV" brzmi świeżo i momentami przebojowo. Spokojnie sprawdziliby się chociażby na Off Festivalu w Katowicach. Na razie, niestety, nie mają koncertowych planów nad Wisłą.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/087/i02.2016.087.196000800.103.gif@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.