W wolnej chwili
Nie wiem, czy akurat Tina Turner tańczyłaby do muzyki The Last Shadow Puppets, ale na pewno nie wstydziłaby się puścić ich płyt swoim dzieciom. Angielska grupa rockowa to bowiem jeden z najciekawszych przykładów kolaboracji muzyków na co dzień grających w innych składach. Na swojej nowej płycie umieścili właśnie wizerunek tańczącej Tiny z końca lat 60. Alex Turner (Arctic Monkeys), Miles Kane (The Rascals), Zach Dawes (Mini Mansions) i James Ford (Simian Mobile Disco) zadebiutowali wspólnym krążkiem "The Age of the Understatement" osiem lat temu. Płyta znalazła się na szczycie przebojów na Wyspach, dostała nominacje do Mercury Prize i kilka nagród. Na ich kolejny krążek musieliśmy czekać jednak aż do teraz. "Everything You’ve Come to Expect" także wylądował na topie hitów w Wielkiej Brytanii. Rockpopowy album ze sporą dawką smyczków jest bardzo pobudzający i szybko wpada w ucho. Szalony klimat z płyty na pewno przeleją na publikę festiwalu Open’er, na którym wystąpią 29 czerwca.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/073/i02.2016.073.19600080b.804.jpg@RY2@
Dzień po opisywanym obok The Last Shadow Puppets na najbliższym Open’erze w Gdyni wystąpi kapela, której koncert może być równie energetyczny. To M83, którzy właśnie wydali nowy album "Junk". Na siódmej płycie francuskiego zespołu gościnnie pojawili się m.in. norweska wokalistka Susanne Sundfor oraz Beck. Wyszedł z tego trochę hołd dla dźwięków nostalgicznych ballad, funku, disco i muzyki filmowej lat 70. oraz 80. Jednym z numerów, które od razu przykuwają uwagę, jest "Time Wind" ze wspomnianym Beckiem. Przestrzenne electro pięknie przenosi nas do dekady, w której Beck grał głównie... folk blues. Doskonałe są też bujające "Walkway Blues" z dźwiękami jak z telewizyjnego programu popularnonaukowego z lat 80. albo "Moon Crystal" też brzmiące jak czołówka tv z dekady new romantic. Ta płyta da szczególnie dużo radości tym, którzy pamiętają czasy walkmanów czy kreszowego dresu w neonowych kolorach i zachęci ich do tańca. Na pewno też zrobi to na Open’erze. Szykuje się prywatka w klimacie lat 80.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/073/i02.2016.073.19600080b.805.jpg@RY2@
Zazwyczaj nazwą kapeli tytułuje się debiutancki album grupy, zazwyczaj też numer "Koniec" umieszcza się na... końcu krążka. Zespół Niechęć jednak mało rzeczy robi tak jak zazwyczaj, dlatego też "Niechęć" to tytuł ich drugiego albumu, a zaczyna go znakomity numer "Koniec". Już na debiucie "Śmierć w miękkim futerku" sprzed czterech lat pokazali odlotowy free jazz, którym zachwycili odbiorców tego gatunku nad Wisłą. Teraz kontynuują swoje jazzowe wariactwo na kolejnej płycie. Niechęć nie gra jednak wyłącznie jazzu. Jest tu też rock, klimat jak z muzyki filmowej, psychodelia. Są utwory, które spokojnie mogłyby stać się singlowymi przebojami ("Rajza", "Echotony"), ale też kompozycje, które szybko zirytują niedzielnego, radiowego słuchacza, jak zakręcona i zmieniająca klimat "Krew". "Niechęć" warto dawkować sobie powoli, celebrując poszczególne muzyczne wariactwa autorów. Warszawska kapela trzyma wysoki poziom i na pewno ich gitar, kontrabasu, fortepianu, saksofonu i perkusji warto posłuchać na żywo.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/073/i02.2016.073.19600080b.806.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu