Bóg, który mieszka w twojej głowie
Znakomity reportaż "Pod sztandarem nieba" Jona Krakauera opowiada ponurą historię paktu cynizmu z fanatyzmem
W pewnym starym dowcipie Mojżesz schodzi z góry Synaj, wołając do współplemieńców: "Ludu Izraela! Mam dla ciebie jedenaś..." - w tym momencie prorok się potyka, jedna z kamiennych tablic wypada mu z rąk i rozbija się w drobny mak. "...dziesięć przykazań!" - kończy przytomnie Mojżesz.
Ile ma wspólnego ów żart z historią biblijną, ciężko orzec - niemniej zadziwiająco dobrze koresponduje on z treścią świeżo u nas wydanej książki Jona Krakauera. "Pod sztandarem nieba" to połączenie reportażu i eseju historycznego, rzecz o przeszłości i teraźniejszości mormonizmu, czyli Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Jako że ruch mormoński narodził się w pierwszej połowie XIX wieku, proces jego powstawania i rozwoju jest - w przeciwieństwie do dziejów innych monoteizmów - świetnie, wielostronnie udokumentowany nie tylko w świętych pismach. Poniekąd zatem "Pod sztandarem nieba" opowiada o potężnej religii in statu nascendi; to niemal tak, jakbyśmy mogli śledzić nieocenzurowaną relację na żywo z pierwszych dwóch stuleci chrześcijaństwa.
Podtytuł "Wiara, która zabija" sugeruje, że nie mamy w tym wypadku do czynienia z laurką. Ale nie jest to też w żadnym razie złośliwy pamflet - raczej sumienna próba zrozumienia, skąd biorą się religijny irracjonalizm i fundamentalizm. Być może nawet naczelne pytanie stojące za tą książką należałoby zadać w odwrotnym porządku: Jak to w ogóle możliwe, że irracjonalne, arbitralne, często z gruntu absurdalne i okrutne wierzenia stanowią z reguły podstawę społecznego ładu? Pytanie to odnosi się naturalnie nie tylko do mormonizmu, lecz także do innych religii i ogólnie do wszelkiego sekciarstwa, również politycznego.
W reportażu Krakauera mamy dwa plany czasowe - pierwszy to plan historyczny, służący autorowi do nakreślenia dziejów mormonizmu, począwszy od wystąpienia proroka Josepha Smitha, którego w 1823 roku nawiedził anioł Moroni, przekazując mu informacje kluczowe dla przyszłości świata. Drugi wątek w "Pod sztandarem nieba" jest współczesny i wiąże się z okrutną zbrodnią na tle religijnym: w 1984 roku w małym miasteczku American Fork w stanie Utah dwóch braci, wyznawców skrajnego odłamu mormonizmu, zamordowało swoją szwagierkę oraz jej 15-miesięczną córeczkę. To Bóg nakazał braciom, by poderżnęli gardła niewinnym ofiarom.
Amerykańskiego reportera fanatyzm i fundamentalizm interesowały od dawna - i to wcale nie w kontekście religii, lecz w obliczu jego własnych doświadczeń sportowych. Krakauer (ur. 1954) jest bowiem uzdolnionym alpinistą. Osobliwościom wspinaczki wysokogórskiej poświęcił dwie swoje najgłośniejsze książki, "Eiger wyśniony" i "Wszystko za Everest". Dręczące kwestie zaślepienia i uporu, świadomego narażania życia (także życia innych ludzi) oraz narcystycznej wiary w opatrzność zajmują w tych tekstach sporo miejsca. Podobnie sprawy się mają z innym sławnym reportażem Krakauera "Wszystko za życie", historii o młodym i naiwnym idealiście, który na początku lat 90. zeszłego wieku postanowił uciec od cywilizacji w dzikie ostępy Alaski, gdzie - w całkowitym osamotnieniu - zmarł po paru miesiącach z głodu i wyczerpania. U źródeł tej fascynacji ślepym, maniakalnym ryzykiem, a także podatnością na ideologiczne manipulacje, leży przekonanie Krakauera, że chodzi tu nie o patologię, lecz o jedną z sił napędowych cywilizacji - jak również o niezbywalną, choć kłopotliwą cechę ludzkiej kondycji.
Tak czy owak, "Pod sztandarem nieba" stanowi relację tyleż przerażającą, ile przewrotnie zabawną, przynajmniej jeśli mowa o dziejach mormonizmu. Prorocy też popełniają błędy: Joseph Smith musiał wielokrotnie korygować i wzbogacać swoje wcześniejsze objawienia, gdy okazywało się, że opinia publiczna nie reaguje wystarczająco entuzjastycznie. A kiedy znudziła mu się żona i zapragnął pobzykać pozamałżeńsko, Bóg zaraz pospieszył z informacją, że pożądanym wzorem relacji męsko-damskich jest poligamia. To się monogamicznej większości nie spodobało - w efekcie mormoni zostali faktycznie wygnani ze Stanów Zjednoczonych (gdy osiedlali się w Utah, terytorium to należało do Meksyku), a wielu z nich przypłaciło życiem erotyczne fantazje swojego przywódcy.
Poligamia to zresztą cicha bohaterka książki Krakauera - chociaż oficjalnie Kościół Świętych w Dniach Ostatnich wyrzekł się wielożeństwa (podobnie jak zadekretowanego przekonania, że Afroamerykanie nie są ludźmi), dzięki czemu mógł zaistnieć jako wiara tolerowana w głównym nurcie amerykańskiej polityki, gospodarki i duchowości, to pokusa, by wrócić do "stanu naturalnego", w którym silny samiec alfa monopolizuje samice w stadzie, jest ogromna. Dlatego mormońscy fundamentaliści i rozłamowcy w oczekiwaniu na rychły koniec świata (mormonizm to religia twardo millenarystyczna) kolekcjonują kobiety, niejednokrotnie własne nieletnie pasierbice lub nawet córki. Kto się sprzeciwia - jak szwagierka braci Lafferty - wypowiada posłuszeństwo Bogu. Jego pokorni uczniowie mają na takie okazje zaostrzone noże.
@RY1@i02/2016/054/i02.2016.054.19600070b.803.jpg@RY2@
Getty Images
Jon Krakauer
Piotr Kofta
@RY1@i02/2016/054/i02.2016.054.19600070b.804.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu