W wolnej chwili
Brytyjski zespół Skunk Anansie powraca z nową płytą. Następca wydanego w 2012 roku "Black Traffic" od pierwszego numeru "Love Someone Else" czaruje melodyjnością. Taneczny, podbity mocną, surową gitarą to murowany singlowy hit. Nie inaczej jest z od razu wpadającym w ucho "In The Back Room". Niestety, nie wszystkie numery trzymają tu podobny poziom. Skin co prawda porusza wokalnie w balladach "Victim" czy "Death to the Lovers", ale muzycznie te kompozycje wypadają blado i raczej nie wejdą do kanonu Skunk Anansie. Podobnie jak mocne, rockowe "That Sinking Feeling" czy "We Are the Flames". Na szał, jaki panował na Skunk w drugiej połowie lat 90., Skin i jej koledzy nie mają co liczyć, czego zapewne mają pełną świadomość. Nie ulega wątpliwości, że Skin ma wyjątkowy, przyciągający głos, a zespół potrafi pisać poprockowe przeboje. Zabrakło jednak na "Anarchytecture" wyróżnika, stempla, który wybijałby ten krążek spośród innych poprockowych składanek. Zatwardziali fani Skunk nie powinni jednak nadto narzekać. Skin nie musi się tej płyty wstydzić.
@RY1@i02/2016/009/i02.2016.009.196000800.804.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
W latach 50. zeszłego wieku swing rządził na parkietach potańcówek w zadymionych knajpach. W Polsce Ludowej jako wrogi przejaw dekadentyzmu musiał zejść do podziemi, ale nie przeszkodziło to wielu big-bandom grać standardów Glenna Millera czy Duke’a Ellingtona. Pod koniec lat 50. przenosi nas film Janusza Majewskiego "Excentrycy", o którym więcej na okładce "Kultury". Za muzykę do obrazu odpowiada przede wszystkim doskonały jazzman Wojciech Karolak, który ma za sobą chociażby wspólne muzykowanie z Krzysztofem Komedą. Przygotował aranżacje, ale też sam gra, np. przepiękną balladę "I’m Getting Sentimental". Ważną postacią jest też Wiesław Pieregorółka, który kieruje Big Collective Bandem. Gościnnie pojawiają się m.in. Henryk Miśkiewicz, Włodzimierz Nahorny i Zbigniew Namysłowski. Możemy posłuchać także śpiewających aktorów: Natalii Rybickiej, Macieja Stuhra i Soni Bohosiewicz. Przed mikrofonem wypadają poprawnie, ale najlepiej sprawdzają się tu jednak instrumentalne swingowe przeboje Big Collective Bandu. Na prywatkę w starym stylu idealne.
@RY1@i02/2016/009/i02.2016.009.196000800.805.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
W przypadku Ewy Błaszczyk kategoryzacje tracą sens i znaczenie. Piosenka literacka, aktorska, piosenka poetycka - artystka zwycięża z konwencjami. W jej głosie, gestykulacji, obecności scenicznej nie ma fałszu, jedynie siła przesłania. Na płycie "Pozwól mi spróbować jeszcze raz" znajdują się przede wszystkim teksty Jacka Kleyffa, ale także Agnieszki Osieckiej, Stanisława Soyki, Magdy Umer, Doroty Czupkiewicz, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, kompozycje Tabęckiego, Krajewskiego, Satanowskiego, Koniecznego, jest także piękna pieśń "If You Want Me" z filmu "Once". W tych interpretacjach uśmiech nie ma kokieterii, a żal - pretensji. Błaszczyk tworzy teatr piosenki, w której tekst staje się wyzwaniem do określenia celu w życiu, podjęcia walki z losem albo zwierzenia z radości i bólu. Wybitna aktorka gorycz prywatnego dramatu zastąpiła aktywnością na rzecz innych. Teraz dzieli się z nami zwycięstwem artystycznym. Nie wiem, na czym naprawdę polega jej fenomen. To się mieści poza definicjami. Ewie Błaszczyk, pięknej kobiecie i wspaniałemu człowiekowi, wierzy się bez zastrzeżeń. Ona śpiewa prawdę.
@RY1@i02/2016/009/i02.2016.009.196000800.806.jpg@RY2@
Łukasz Maciejewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu