Odkrywcy i mordercy
Francuski pisarz i podróżnik Patrick Deville uprawia szczególny gatunek literacki, który (w pewnym przybliżeniu) dałoby się nazwać "powieścią non-fiction". Nawet jednak to przybliżenie nie całkiem wyjaśnia, w czym rzecz. Zupełnie brak w jego książkach narracji typowo powieściowej, jest za to mikstura złożona z eseju, szkiców biograficznych, reportażu i dziennika podróży. Deville pisze o historii - najbardziej interesują go dzieje kolonializmu i globalnej modernizacji - ale robi to po swojemu: rozbijając zastane wzorce opowiadania o dziejach jednostek oraz społeczeństw i składając te dzieje inaczej, po swojemu. Bez fikcji, naturalnie. Porusza się w materii faktów, lecz traktuje te fakty na sposób powieściowy - układa z nich mozaiki, buduje metafory z niespodziewanych zestawień, a przede wszystkim sprawia, że widzimy powiązane ze sobą wzajemnie wydarzenia z różnych czasów tak, jakby wydarzały się jednocześnie. Bardzo dziwnie (ale i odkrywczo) czyta się o historii, z której na moment wyjęto związki przyczynowo-skutkowe; to powoduje, paradoksalnie, że owe związki stają się jeszcze wyraźniejsze.
Deville’a interesują ostatni spośród odkrywców i pionierów, ci, którzy ruszali po sławę w knieje i pustynie, gdy w Europie i Stanach stały już wielkie dymiące fabryki. Interesują go także ścieżki, jakie mniej lub bardziej przypadkowo owi odkrywcy - fanatycy, romantycy, awanturnicy - wyznaczyli współczesnemu światu. W "Dżumie & Cholerze" skupiał się na postaci Alexandre’a Yersina (1863-1943), odkrywcy bakterii wywołującej dżumę, w książce "Pura Vida" opowiada o Williamie Walkerze (1824-1860), lekarzu, najemniku i byronicznym marzycielu, który ogłosił się w 1856 roku samozwańczym prezydentem Nikaragui, "Ekwatorię" poświęca postaci Pierre’a Savorgnana de Brazza (1852-1905), eksploratora Afryki równikowej, przeciwnika niewolnictwa, który, zapewne niechcący, utorował drogę ludobójczej kolonialnej eksploatacji tych terenów.
W "Kampuczy" bohaterów, wokół których krąży narracja, jest dwóch - ich losy zamykają nowoczesną historię Kambodży (i przy okazji całych Indochin) swoistą klamrą. Pierwszy z nich to Henri Mouhot (1826-1861), francuski przyrodnik i podróżnik, odkrywca XII-wiecznego kompleksu hinduistycznych świątyń Angkor, będących z kolei pozostałościami gigantycznego, od wieków wymarłego miasta. Mouhot to pechowiec - zmarł na malarię w laotańskiej dżungli, nim zdążył podzielić się ze światem swoim znaleziskiem, lokalizację świątyń odtworzono na podstawie jego notatek.
Drugi z bohaterów to niejaki towarzysz Duch, czyli Kaing Guek Eav (ur. 1942), kierownik słynnego więzienia S-21 w czasach reżimu Czerwonych Khmerów, pan od przesłuchań i tortur, skazany w 2012 roku na dożywocie za zbrodnie przeciwko ludzkości - Deville przebywa w Phnom Penh, gdy trwa właśnie jego proces. Mouhot w istocie uruchomił mechanizm, w wyniku którego Duch zasiadł na ławie oskarżonych, proces kolonizacji. Ale kolonizacja, którą opisuje Deville, nie ma całkiem jednostronnego charakteru - to nie tylko opowieść o eksploatacji i eksportowaniu do kolonii wojen niechcianych w metropolii (weźmy choćby konflikt między Anglią a Francją, który stał się konfliktem indochińskim, potem dwie obłędne wojny wietnamskie), to także historia wzajemnej fascynacji Francji i Dalekiego Wschodu.
Chociaż nawet ta fascynacja potrafiła wydać trujące owoce - cała wierchuszka przywódców Czerwonych Khmerów studiowała we Francji na uniwersytetach wrzących od lewicowego buntu społecznego. To, co ulicom Paryża przyniosło pod koniec lat 60. kontrkulturę i studenckie barykady, mieszkańcom Kambodży zaoferowało milionowe mordy i desperacką próbę stworzenia świata od nowa, w drodze likwidacji świata starego (wraz z jego "starymi" ludźmi). Przyjmijmy zatem, że jest tak, jak pisze Deville: "Na blaszaną budę spada gwałtowna ulewa. Jest nas jakieś dziesięć osób: siedzimy na ławkach niczym rozbitkowie, gdzieś na planecie podobnej do odbezpieczonego granatu w ręku rozkojarzonego boga". ⒸⓅ
@RY1@i02/2017/155/i02.2017.155.000002600.801.jpg@RY2@
Patrick Deville, "Kampucza", przeł. Jan Maria Kłoczowski, Noir sur Blanc 2017
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu