Literackie nowości
Lepszej daty publikacji komiksu z Ms. Marvel wybrać nie było można, bo seria właśnie skończyła 40 lat. Kiedyś ten pseudonim nosiła złotowłosa Carol Danvers, od trzech lat używa go młodziutka Kamala Khan. Za kształt tej postaci odpowiadają między innymi muzułmanki Sana Amanat i G. Willow Wilson, które sięgnęły po swoje osobiste doświadczenia. Dlatego też Kamala zmaga się nie tylko z nowo odkrytymi mocami, lecz także ze specyfiką stylu życia swojej rodziny, przeszczepionego z Karaczi do New Jersey. Bardziej niż meczet interesują ją poplątane losy Avengers, gry i Bruno, kolega ze szkoły. Nacisk na stronę obyczajową czynią z niej nie tylko nową Ms. Marvel - na pseudonim ten Khan decyduje się, chcąc oddać hołd swojej idolce, która działa już jako Captain Marvel - ale i prowadzącą podwójne życie, nie do końca zwyczajną licealistkę. Nie brakuje tutaj karkołomnych akcji, na razie mało jeszcze spektakularnych, bo Kamala dopiero testuje swoje możliwości, lecz nawet i owe ćwiczenia to metafora dojrzewania nieodłącznie powiązanego z poznawaniem swojego ciała. Znamienne jest zresztą, że Kamala przy pierwszej próbie skorzystania ze swoich mocy przemienia się w Danvers; tak głęboko zakorzenione są kulturowe stereotypy. Szczęśliwie Wilson, w duecie z rysownikiem Adrianem Alphoną, okrasza swoje scenariusze sporą dawką niewymuszonego humoru, plasującego się blisko charakterystycznej swady i lekkości, z jaką zwykle pisze Mark Millar, lecz nigdy ostentacyjnie nie przekracza cieniutkiej granicy wulgarności. Słowem: z zalewu komiksów Marvela, jakie lądują regularnie na półkach, pierwsze, co należałoby wyłowić, to "Ms. Marvel". I czekać na kolejny tom.
Bartosz Czartoryski
@RY1@i02/2017/034/i02.2017.034.19600070d.801.jpg@RY2@
Ławka z autorytetami, z ludźmi o wielkim życiowym doświadczeniu, którzy mogą się tym doświadczeniem podzielić, robi się coraz bardziej pusta. Na szczęście jest na niej wciąż Zofia Posmysz, znakomita pisarka, więźniarka Auschwitz-Birkenau, Ravensbrück i Neustadt-Glewe. Doświadczenie obozowe i odnalezienie języka, którym można owo doświadczenie wyrazić, stało się najważniejszym powołaniem artystycznym, ale i życiowym Zofii Posmysz. "Dać świadectwo prawdzie" - tak, ale świadectwo autentyczne, bez martyrologicznej obudowy, bez sentymentu. Taka była "Pasażerka", najgłośniejsza i najważniejsza powieść Zofii Posmysz, której wybitną ekranizację rozpoczął Andrzej Munk, a kolejne wersje teatralne, muzyczne czy performatywne co jakiś czas wzbogacają krajobraz nie tylko polskiej sztuki, lecz także niełatwych pytań obywatelskich. W "Pasażerce" Posmysz oddała głos nie ofierze, ale stronie zadającej ból. Trzeba wysłuchać drugiej strony, żeby zrozumieć tragizm zniewolonych, dopiero wtedy odkryć można prawdziwą przyczynę zła. Wszystkie te mocne pytania i niejednoznaczne odpowiedzi znajdziemy w obszernej rozmowie z Zofią Posmysz, której autorem jest Michał Wójcik. "Żeby przeżyć, trzeba przestrzegać reguł obozowej gry. Nie można dać się uderzyć - bo nie przestaną bić. Trzeba wyglądać w miarę zdrowo - inaczej wezmą na rewir. I przede wszystkim należy wiedzieć, jak rozmawiać z oprawcami. Bo nawet kat ma słabości. A ofiara nie zawsze jest bezbronna" - mówi pisarka. To książka o tym, jak żyć, żeby przepracować najgorsze doświadczenia życiowe. I jakiego rodzaju wyciągać z tego typu doświadczeń wnioski. Posmysz nie poucza, nie ocenia, po prostu opowiada swoją historię. I to jest w tym poruszającym zapisie najcenniejsze.
Łukasz Maciejewski
@RY1@i02/2017/034/i02.2017.034.19600070d.803.jpg@RY2@
Świat powieści Herbjorg Wassmo to chaos, którym rządzą popędy i namiętności. Ten świat jest na wskroś kobiecy, a kobiecość jest tu definiowana jako dzika, nieposkromiona siła. Ludzki los jest w tej rzeczywistości niepewny i zależny od kaprysów przeznaczenia. Nikt nie może być szczęśliwy, bo bohaterowie prozy Wassmo już jako dzieci zostają naznaczeni złowieszczym piętnem, z którym zmagają się do końca życia. I jeszcze ten posępny klimat Północy. To historie z pogranicza mitu, w których wszystko nabiera symbolicznej wagi.
Jedna z najbardziej cenionych współczesnych pisarek norweskich zasłynęła na świecie "Księgą Diny". Powieść w 2002 r. przeniósł na ekran Ole Bornedal, obsadzając w roli głównej znakomitą Marię Bonnevie. Aktorka po mistrzowsku sportretowała pełną pasji i głodu życia bohaterkę, która w patriarchalnym świecie pragnie żyć na własnych zasadach. Wydawnictwo Smak Słowa opublikowało właśnie część drugą legendarnej "Trylogii Diny" zatytułowaną "Syn szczęścia". Potomek Diny Benjamin otrzymał imię po biblijnym synu Racheli, której ból miał pozostać w dziecku mimo zwiastującego szczęście imienia. Z bohaterem Wassmo jest podobnie. Bardziej niż "synem szczęścia", Benjamin czuje się "synem boleści". Nawet jeśli tym razem Wassmo centralną postacią swojej powieści uczyniła mężczyznę, kompleks matki okazuje się w bohaterze tak silny, że jego męskość ponosi klęskę. Dina okazuje się postacią zbyt charyzmatyczną, zbyt władczą i zbyt wyjątkową, by syn był w stanie się od niej uniezależnić. Tak naprawdę przez całe życie poszukuje matki, ta z kolei nieustannie mu się wymyka i pragnie ucieczki. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze mroczny sekret o zbrodni Diny, który Benjamin ukrywa od dzieciństwa.
Malwina Wapińska
@RY1@i02/2017/034/i02.2017.034.19600070d.802.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu