W wolnej chwili
Scenariusz pełnometrażowego debiutu Luke’a Scotta przed laty mógłby zainteresować jego ojca, Ridleya. W opowieści o eksperymencie polegającym na stworzeniu sztucznej istoty ludzkiej (nie androida, lecz genetycznie zmodyfikowanego organizmu) science fiction splata się z etycznymi dylematami i wiecznie żywym motywem frankensteinowskim. Intrygujący zarys akcji to jednak za mało: Scott junior zamiast filozoficznej dyskusji wybiera drogę schematycznego thrillera, bardzo spłycającego postawiony na wstępie problem. Pytania o granice człowieczeństwa i konsekwencje zabawy w Boga znacznie ciekawiej zadawało już wielu filmowców, niedawno choćby Alex Garland w "Ex Machinie". W "Morgan" imponująca obsada prowokuje co najwyżej mechaniczne emocje.
komentarz reżyserski, dokument "Zmodyfikowany organizm. Nauka i Morgan", krótkometrażowy debiut Luke’a Scotta "Loom", sceny niewykorzystane i parę innych drobiazgów.
Jakub Demiańczuk
@RY1@i02/2017/029/i02.2017.029.19600080b.801.jpg@RY2@
Bóg mieszka w Brukseli, jest zarośniętym piwoszem, który spędza czas na wymyślaniu praw "światowego wkurzenia" ("Czas potrzebny na sen to zawsze 10 minut więcej", itp.). Trudno go polubić, no ale w gruncie rzeczy Bóg nie jest od lubienia. Z marazmu wyrwie go dopiero psikus zbuntowanej córki, która wykrada tajne akta i - za pomocą SMS-ów - zdradza wszystkim ludziom daty ich śmierci. Naprawienie sytuacji przerasta nawet boskie możliwości. Trzeba reżysera klasy Jaco Van Dormaela, by podobny temat nie zmienił się w tandetną zgrywę. Ale "Zupełnie Nowy Testament", choć prowokacyjny, inteligentnie i z wyczuciem gra z biblijnymi opowieściami. Jest zarówno histerycznie śmieszny, jak i pełen empatii.
brak tradycyjnych bonusów, ale wysoka ocena za świetnie przygotowaną audiodeskrypcję oraz napisy dla niesłyszących - to wciąż rzadkość w polskich wydaniach DVD.
Jakub Demiańczuk
@RY1@i02/2017/029/i02.2017.029.19600080b.802.jpg@RY2@
Delicate Steve to jeden z tych muzycznych wariatów, bez których świat dźwięków byłby nudny. Poczucie humoru, które widać już w samym pseudonimie, do tego w klipach i na okładce, widoczne jest także w muzyce. Delicate Steve, czyli tak naprawdę Steve Marion, w solowym projekcie daje upust swojemu muzycznemu wariactwu, ale ma za sobą poważne kolaboracje z Paulem Simonem, Davidem Byrne’em, Sigur Rós czy członkami zespołów Sonic Youth i The Mars Volta. Solowy krążek wypełnił zaledwie 28 minutami muzyki, przy której trudno przestać się uśmiechać. Jego instrumentalne zabawy (głównie gitarami) przypominają rockowe szaleństwo, psychodelię z lat 70. Steve wplata w to dźwięki pianina, klawiszy albo rodem z gier wideo z lat 80. Do całości pasuje dobrze określenie z tytułu jednej z piosenek, "Cartoon Rock". Na wszystkich instrumentach zagrał sam, sam też płytę wyprodukował. "This Is Steve" wciąga wolnością, wariactwem i eklektyzmem. Chętnie zobaczyłbym Steve’a w Polsce na żywo.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2017/029/i02.2017.029.19600080b.803.jpg@RY2@
To już siódma płyta w dorobku Happysad, zespołu, który w ciągu 15-letniej kariery dorobił się u nas znacznej grupy fanów. Ostatnie trzy płyty pokryły się złotem. Wydaje się, że teraz zespół stoi w małym rozkroku pomiędzy nastolatkami czy studentami lubiącymi przebojowe gitarowe granie a publicznością starszą, szukającą w muzyce niekoniecznie łatwo przyswajalnych dźwięków, mieszania gatunków. "Ciało Obce" idzie w tę drugą stronę, choć dalej jest to granie w rejonach poprocka. Są tu numery znakomite, mroczne, których mogłoby pozazdrościć na przykład Lao Che ("Dług"). Jest dobra balladowa "Heroina" z wibrującymi gitarami i saksofonem. Całość znakomicie wyprodukowana przez Marcina Borsa, który ma na koncie produkcję płyt Hey czy Moniki Brodki. Choć nie wszystkie numery na "Ciało Obce" ("Nadzy na mróz") mnie przekonują, to Happysad zdecydowanie idzie w ciekawą, mroczną i mniej popową stronę.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2017/029/i02.2017.029.19600080b.804.jpg@RY2@
Niesamowita - to pierwsze słowo, które przychodzi mi do głowy po przesłuchaniu pierwszej płyty The Dobie/Madry Project, czyli duetu Jonathan Dobie (gitary) i Tomasz Mądry (elektronika). "Body Up" nagrali, korzystając z pomocy muzyków pracujących wcześniej m.in. z Kronos Quartet, Peterem Brötzmannem, Stevem Reichem czy Antigamą. Obok elektronicznych struktur i gitarowych mrocznych pejzaży słychać tu także pianino, saksofon, cymbały, gongi, perkusję. Nie ma gatunku, który udźwignąłby mieszankę tych dźwięków w swoich ramach. Na pewno z zaledwie dwóch kompozycji na płycie (ale za to trzydziestominutowych) kapią ambient, industrial i jazz. Całość bardziej przypomina soundtrack z filmu o mrocznej historii, z wątkami metafizycznymi, a może sci-fi. Niełatwo słucha się tego chłodnego i przyprawiającego o dreszcze materiału, ale wieczorem w słuchawkach może on zabrać w niesamowitą podróż.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2017/029/i02.2017.029.19600080b.805.jpg@RY2@
Wywiad z zespołem Happysad i więcej recenzji muzycznych na stronie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu