Ich wojna w naszym kraju
DEBIUT LITERACKI Kiedy odwiedzałem rodziców, czułem się jak jankeski szpieg. Ale w odniesieniu do całej reszty amerykańskiego społeczeństwa czułem się odwrotnie, jak wietnamski szpicel - mówi Viet Thanh Nguyen, autor "Sympatyka"
@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.196000600.802.jpg@RY2@
fot. BeBe Jacosbs/mat. prasowe
"Sympatyk" zaskakuje. Postacią narratora: czułego ironisty, który jest zarazem wyszkolonym przez CIA agentem i komunistycznym szpiegiem wietnamskiej partii. Perspektywą: w ten sposób, używając narzędzi amerykańskiej popkultury przeciw niej samej, o reperkusjach wojny w Wietnamie nikt jeszcze nie pisał. Złożonością moralnych dylematów: Viet Thanh Nguyen ma iście conradowski dar kreowania bohaterów, którzy nie pasują i nie przynależą do żadnego społeczeństwa ani narodu - ładu muszą szukać w sobie samych i w osamotnieniu muszą stawiać czoła duchowemu chaosowi. Trudno uwierzyć, że ta znakomita, nagrodzona Pulitzerem powieść jest debiutem prozatorskim.
Początkowe akapity "Sympatyka" tworzą rodzaj hołdu dla jednej z najsłynniejszych powieści afroamerykańskich - "Niewidzialnego człowieka" Ralpha Ellisona. Dlaczego ta książka jest dla pana ważna?
Przeczytałem "Niewidzialnego człowieka" w college’u i była to miłość od pierwszego wejrzenia. Ellisonowi udało się ująć w słowa podstawowy dylemat wielu etnicznych i narodowych mniejszości: że, mianowicie, pozostają one w oczach większości praktycznie niewidzialne, wyjąwszy momenty kryzysowe, gdy stają się widzialne aż nadto. A jeśli chodzi o samego "Sympatyka", to chciałem po prostu posłużyć się alegorią obecną w powieści Ellisona - u niego doświadczenie jednego człowieka jest zarazem doświadczeniem wszystkich Afroamerykanów, u mnie historia jednego człowieka miała być w pewnym sensie historią całego narodu.
Główny bohater "Sympatyka", Kapitan, twierdzi, że potrafi patrzeć na każde zdarzenie jednocześnie z dwóch sprzecznych punktów widzenia. Czy ta dwoistość odnosi się w taki czy inny sposób do pańskiej biografii? Był pan wietnamskim dzieckiem i nastolatkiem dorastającym w USA lat 70. i 80.
Owszem, spędziwszy dzieciństwo i młodość w Stanach, wyrosłem na Amerykanina. Kiedy odwiedzałem rodziców w ich domu, czułem się jak obserwujący ich jankeski szpieg. Ale w odniesieniu do całej reszty amerykańskiego społeczeństwa czułem się odwrotnie - jak wietnamski szpicel studiujący jego obyczaje. Tę emocjonalną dwoistość przeniosłem do powieści i posłużyłem się nią w sposób znacznie przesadzony - bo skupiony na postaci prawdziwego szpiega - by jakoś zilustrować to osobliwe poczucie wewnętrznego kulturowego rozdzielenia.
Dlaczego ludzie o złożonym pochodzeniu rasowym albo kulturowym są dla powieści historycznej tak pociągający jako bohaterowie?
Ponieważ stanowią reprezentację interesujących, potencjalnie tragicznych konfliktów i dwuznaczności. W stereotypowym ujęciu bywają rozdarci między światami, co stanowi źródło ich cierpienia. Nieco rzadziej - i to właśnie starałem się oddać w mojej powieści - mieszane pochodzenie powoduje, że bohater ma głębsze wejrzenie w naturę rzeczywistości niż otaczający go ludzie. A także, naturalnie, jest zarazem insiderem i outsiderem, gdziekolwiek by się nie znalazł.
Amerykańska kultura nie byłaby taka sama bez wojny wietnamskiej - i mam tu na myśli zarówno gloryfikację wojennego heroizmu, jak i ostrą postawę antywojenną. Kiedy dostrzegł pan, że w tych narracjach praktycznie nie przewidziano miejsca dla samych Wietnamczyków?
Zauważyłem to już jako dziecko, kiedy oglądałem po raz pierwszy "Czas Apokalipsy" Coppoli. W następnych latach obejrzałem chyba wszystkie filmy, jakie w Hollywood nakręcono o wojnie wietnamskiej - to ćwiczenie, którego raczej nie polecam. Rolą Wietnamczyków w tych filmach jest umrzeć, dać się zgwałcić albo się uratować, ewentualnie po prostu siedzieć cicho - chociaż mowa cały czas o ich wojnie w ich kraju. Hollywood to coś więcej niż tylko przemysł wytwarzający kulturę, to fabryka pamięci pomagająca Amerykanom sprawować globalną kontrolę nad swoją historią i tożsamością. Jak napisałem w powieści, wojna wietnamska to nader rzadki dziejowy wypadek, gdy historię konfliktu napisali nie zwycięzcy, ale przegrani.
W Polsce "Czas Apokalipsy" uchodzi za jedno z najwybitniejszych dzieł światowego kina. Pan zdaje się polemizować z tą opinią.
"Czas Apokalipsy" to wybitne dzieło sztuki - podziwiam je. Dostrzegam jednak, że jego wielkość bazuje na co najmniej dwóch poważnych niekonsekwencjach. Po pierwsze, w przypadku tego filmu jego antywojenna postawa jest dość naskórkowa - dużo bardziej spektakularna okazuje się jego siła obrazowania samej wojny, co umożliwia widzowi czerpanie przyjemności z głębokiej identyfikacji z żołnierzami, mężczyznami, Amerykanami. Proszę zauważyć, w jaki sposób w filmie "Jarhead" wykorzystuje się "Czas Apokalipsy": jako przekaz treningowy i propagandowy mający zachęcić młodych marines do walki w Kuwejcie podczas pierwszej wojny w Zatoce. Druga niekonsekwencja, i tyczy się to naturalnie również "Jądra ciemności" Josepha Conrada, którym film Coppoli się inspirował, sprowadza się do tego, że antywojenna i antyimperialna opowieść to wyłącznie dramat białego człowieka. Tubylcy są w swojej własnej historii elementem dodatkowym, przesuwanym na bok sceny, by zrobić miejsce dla europejskich czy amerykańskich antybohaterów. To głównie Wietnamczycy, Laotańczycy czy Kambodżanie zapłacili masowo życiem za tę wojnę, ale to Ameryka wciąż pozostaje w wojennej historii bohaterem pierwszego planu.
Czy pańska powieść występuje przeciwko zwyczajowym obowiązkom pisarstwa etnicznego? Mam na myśli przekonanie wydawców, że pisarz "etniczny" powinien się skupiać na "etnicznych" kontekstach, pozostawiając białym - czytaj: białym Amerykanom - wielkie, uniwersalne narracje?
Jestem świadom rozmaitych problemów i napięć, jakie towarzyszą byciu "etnicznym" czy "mniejszościowym" pisarzem. Utarta opinia o tego rodzaju pisarzach jest taka, że opowiadają oni przeważnie o swoich środowiskach, które stanowią dla nich zarówno furtkę ku dominującym warstwom społeczeństwa, jak i coś na kształt więzienia. Nie potrafią natomiast stworzyć historii uniwersalnej - a jeśli już, to tylko czyniąc to z perspektywy normalnego, uśrednionego (czyli białego) człowieka. Całkowicie odrzucam ten sposób myślenia. Piszę o Wietnamczykach, o ich życiu i uwikłaniu w historię, ale piszę z całym bagażem - i przywilejami - prozaika większościowego. To znaczy: nie dokonuję żadnego przekładu. Od twórców "etnicznych" wymaga się, by przekładali i wyjaśniali swoją kulturę większościowej publiczności - oczywiście w przeciwną stronę ten proces nie zachodzi. W wypadku mojej powieści założenie było takie, że czytelnik wywodzący się z kulturowej większości będzie musiał wejść w rolę podsłuchiwacza, będzie musiał się postarać, żeby zrozumieć, w czym rzecz, bo nie otrzyma żadnych wstępnych instrukcji.
Ale dla kogo w takim razie napisał pan "Sympatyka"?
"Sympatyka" napisałem dla siebie. To jest uczciwa odpowiedź. Przez dwa lata pracy nad powieścią udawało mi się skutecznie dusić w zarodku wszelkie pytania o to, kto kupi i przeczyta moją książkę. Kwestia potencjalnych odbiorców pojawiła się dopiero, gdy zacząłem szukać wydawcy - odrzuciło ją, nawiasem mówiąc, kolejno 13 wydawnictw. Miałem nadzieję, że ktoś oceni jej potencjał odmiennie, i w końcu się udało. Wtedy przyszła chwila refleksji nad tym, na jakich czytelnikach zależy mi najbardziej. Oczywiście zależy mi na wszystkich bez wyjątku, ale najbardziej na dwóch kategoriach: po pierwsze, na czytelnikach wietnamskich, po drugie, na tych, którzy żyli w czasach wojny albo nawet widzieli ją na własne oczy. Odbiór "Sympatyka" wśród tych ludzi był przeważnie pozytywny, z czego się bardzo cieszę.
Dlaczego historia opisana w "Sympatyku" zaczyna się nie w trakcie wojny wietnamskiej, ale tuż po jej zakończeniu?
Większość podręczników historii utrzymuje, że wojna w Wietnamie skończyła się w 1975 r. wraz z upadkiem Sajgonu. Niektórzy wciąż pamiętają te obrazy pełne helikopterów i uchodźców. Ale ani dla Wietnamczyków, ani dla Amerykanów wojna w istocie wcale się nie skończyła. W mojej opinii wojny nie da się wtłoczyć w geografię i kalendarze, ona po prostu trwa. Chciałem jakoś podzielić się tym spychanym w niebyt spostrzeżeniem, pokazując, jak wojna się tli po swoim oficjalnym końcu. Nawet II wojna światowa trwała długo po ustaniu masowych działań zbrojnych - z wojną wietnamską było podobnie, ale mało kto o tym pamięta. ⒸⓅ
"Czas Apokalipsy" to wybitne dzieło sztuki. Ale podobnie jak w "Jądrze ciemności" ta antywojenna opowieść została sprowadzona do dramatu białego człowieka. Tubylcy są tu elementem dodatkowym - mówi Viet Thanh Nguyen
@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.196000600.801.jpg@RY2@
fot. Mary Evans Picture Library/EAST NEWS
Rozmawiał Piotr Kofta
@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.196000600.803.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu