Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Wywiady wstrząśnięte i zmieszane

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Są to rozmowy z pisarzami. Od początku lektury coś jednak rozprasza naszą uwagę: ostentacyjna konsumpcja towarzysząca tym konwersacjom.

Jadło się tu między innymi: ślimaki morskie skropione białym burgundem, deskę szynki pata negra, talerz pokrojonej w plasterki suchej kiełbasy z Owernii, żaby z czosnkiem, foie gras i ślimaki, wykwintne pierożki z zapomnianych warzyw, cebulę z czarną truflą i przegrzebki, kasztany w bulionie z buraków i szparagów, selerowe tagliatelle z pianką ze słodkiej cebuli i wiórkami trufli, zupę z krabów i galaretkę z krabów i kawioru, kurczaka z Bresse i antrykot wołowy, ostrygi z Quiberon i fryzowaną sałatę z bekonem i jajkiem, zapiekany ser kozi i sałatkę z homara.

Piło się z kolei: butelkę château-terrey-gros-cailloux 1994, nawet jeśli to kiepski rocznik, givry błyskawicznie nalane do kieliszków, kieliszek puligny-montrachet, saint-aubin premier cru o  śmiesznej nazwie: Murgers des Dents de Chien oraz wiele innych trunków.

W pierwszym odruchu ma się ochotę wyrzucić tę książkę przez okno.

I kiedy już siłujesz się z okienną klamką, przychodzi druga myśl: przecież autorowi o to właśnie chodzi - żeby cię zirytować, sprowokować, wytrącić z równowagi.

Ostatecznie autorem "Rozmów dziecięcia wieku" jest Frédéric Beigbeder - narcyz, pozer i cynik. Beigbeder, uniwersalny człowiek od kultury (pisarz, redaktor, wydawca, gwiazda telewizji, celebryta, przyjaciel artystów i grubych ryb), wzbudza we Francji skrajne emocje, ale nie sposób odmówić mu poczucia humoru, także na własny temat. Beigbeder uczynił zresztą ze swoją karierą coś unikatowego: przez konformizm, mimikrę i  błazeństwo wywalczył sobie prawo do niezależności.

Nawet tytuł tej książki jest uroczo autoironiczny - "Spowiedź dziecięcia wieku" Alfreda de Musseta była romantyczną powieścią o nieszczęśliwej miłości, melancholii, pustce i zniechęceniu. Beigbeder brylujący w roli zachwyconego sobą dziecięcia wieku przełomu stuleci czuje się z kolei jak pączek w maśle. I wydaje lekką ręką z redakcyjnych funduszy setki euro na kolacje z kolegami po piórze w knajpach z  trzema gwiazdkami Michelina.

Niezależność Beigbedera polega na tym po prostu, że wolno mu więcej. Swoboda "Rozmów...", nawet jeśli w dużej mierze wykreowana, jest rozbrajająca (zwłaszcza gdy zestawić je ze sztywnym, hołdowniczym akademizmem typowych wywiadów literackich). A przecież rozmawia się tu z tuzami kultury francuskiej (m.in. z Jeanem d''Ormessonem, Philippe''em Sollersem, Albertem Cosserym, Bernardem-Henrim Lévym, Alainem Finkielkrautem, Michelem Houellebecqiem) i międzynarodowej (np. z Umberto Eco, Antoniem Tabucchim, Bretem Eastonem Ellisem, Chuckiem Palahniukiem, Tomem Wolfem, Jayem McInerneyem). Beigbeder zresztą równie niezobowiązująco konwersuje także z nieboszczykami (np. z Charlesem Bukowskim bądź z Francisem Scottem Fitzgeraldem - nazywa się to tutaj po prostu "wywiadem pośmiertnym" ) i  z samym sobą ("Autowywiad").

Beigbeder uwodzi swoich rozmówców, wydurnia się, przerywa, plotkuje, zagaduje kelnerów, puszy się, chwali, odpływa w   idiotyczne dygresje - jeśli uczyli was, że zasadniczo należy być uprzejmym, a   sztuka wywiadu polega na tym, że pytający powinien być przezroczysty, raczej nie czytajcie "Rozmów...". Ale można też podejść do tego inaczej: załóżmy, że taka konwencja to socjotechniczny chwyt. Jeśli się mocno potrząśnie sytuacją, w   której pisarz udziela audiencji z   wyżyn swojego prestiżu, z   dużym prawdopodobieństwem uzyska się niespodziewane efekty. Beigbeder takie właśnie efekty uzyskuje, choćby w   rewelacyjnym dialogu z   Finkielkrautem, przedziwnej rozmowie z   Cosserym (któremu usunięto struny głosowe), wreszcie w   dwóch kameralnych, przyjacielskich konwersacjach z   Houellebecqiem. "Zawsze odczuwałem ogromną sympatię dla tego delikatnego, zmęczonego pisarza, który mówi (powoli) same istotne rzeczy. (...) Od dawna zaakceptowałem jego wyższość" - pisze Beigbeder, a   my zaczynamy rozumieć, że czarująca bezczelność tego bon vivanta wcale nie musi się przekładać na agresję i   skłonność do dominacji. Wręcz przeciwnie: on uważnie słucha, chociaż z   założenia nie za darmo i   nie z   pustym żołądkiem.

@RY1@i02/2018/086/i02.2018.086.00000190a.801.jpg@RY2@

fot. Quique Garcia/EPA/PAP

@RY1@i02/2018/086/i02.2018.086.00000190a.802.jpg@RY2@

Frédéric Beigbeder, "Rozmowy dziecięcia wieku", przeł. Anna Michalska, Noir sur Blanc 2018

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.