Volkswagen Phaeton powraca
W życiu wielu popularnych marek, które osiągnęły sukces, przychodzi taki moment, w którym dochodzą do wniosku, że zasługują na więcej. Przede wszystkim na lepszych klientów – z klasy wyższej, zamożniejszych, pachnących Armanim i skłonnych zapłacić za jajecznicę 500 zł, byle była zrobiona z jaj pingwina cesarskiego. Innymi słowy, uważają, że należy się im awans na drabinie społecznej. I postanawiają natychmiast wdrapać się po niej o kilka szczebli wyżej. Mówiąc krótko – jedną nogą stają w klasie premium. Tak im się przynajmniej wydaje.
Zdecydowanie najlepiej widoczne jest to w świecie motoryzacji. Pamiętacie Omegę? To było coś, czym Opel robił podchody w stronę klientów Audi czy BMW. A to trochę tak, jakby Reserved zamierzało skłonić paru wiernych klientów Ermenegilda Zegny, by zdjęli włoskie wytworne marynarki i założyli chińskie sztruksowe koszule. Podobny błąd popełniło Renault. I to nie raz. Francuzi próbują otrzeć się o segment premium średnio raz na pięć lat – najpierw za pomocą Safrane, potem Avantima, Vel Satisa i jeszcze Latitude’a. Z kolei Peugeot miał swoje 605, a potem 607, zaś Citroen model C6, w którego udało się nawet wsadzić na pewien czas prezydenta Francji. Nie wiem, kto w Pałacu Elizejskim podjął taką decyzję, ale definitywnie powinien spędzić resztę życia skręcając długopisy w lochu któregoś z zamków w dolinie Loary.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.