Dziennik Gazeta Prawana logo

W aptece okazuje się za późno, czym jest bezpieczeństwo lekowe

dzisiaj, 02:00

Leki na nadciśnienie, cukrzycę, antybiotyki czy te potrzebne do znieczulenia przy operacji – to tylko kilka przykładów produktów farmaceutycznych, bez których nie wyobrażamy sobie funkcjonowania medycyny. Niestety ostatnie lata pokazały, że te zdobycze nauki mogą z dnia na dzień stać się niedostępne. Dlatego tak ważne jest wspieranie krajowych producentów leków. Nie mówiąc już o tych, którzy produkują w Polsce lub choćby w Europie substancje czynne.

Większość substancji czynnych leków jest produkowana dziś w Azji. To pokłosie szukania optymalizacji kosztów. Chińskie czy indyjskie fabryki wyspecjalizowały się w tej produkcji, a zachodni partnerzy byli szczęśliwi, że mogą konkurować cenami swoich leków z tymi, którzy produkowali substancje czynne np. w Europie. To oczywiście skutkowało zamknięciem wielu europejskich fabryk produkujących API (Active Pharmaceutical Ingredient) i co za tym idzie – uzależnienie od azjatyckich, które miały tańszą siłę roboczą oraz dużo mniej restrykcyjne przepisy dotyczące choćby ochrony środowiska.

Ten błąd trzeba naprawić

Uzależnienie się europejskiego przemysłu farmaceutycznego od produkcji API w Azji było poważnym błędem strategicznym. O ile chęć optymalizacji kosztów można zrozumieć, patrząc przez pryzmat prywatnych firm, o tyle trudno o to w przypadku polityki zdrowotnej państw europejskich. Zdrowie od lat, choćby w Polsce, nie jest pierwszym tematem kampanii wyborczych, a na leki patrzy się w dużej mierze przez pryzmat rosnących kosztów.

Oczywiście medycyna jest coraz doskonalsza, ale i coraz droższa. Czasem trudno wyważyć, ile należy przeznaczyć pieniędzy na refundację leków generycznych, starszych, ale potrzebnych codziennie milionom pacjentów, a ile na te nowe, które np. ratują życie w chorobach dotychczas śmiertelnych lub zmieniają je diametralnie w chorobie przewlekłej. Trzeba pamiętać, że 100 najdroższych, ale niezbędnych leków pochłania większość budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia wydawanego na produkty farmaceutyczne. Jednak nie finansując refundacji tych starszych leków, które lata temu sprawiły, że pacjenci przestali umierać z powodu części chorób, cofniemy medycynę np. do czasów powojennych.

Trzeba pamiętać, że NFZ wydaje kilkanaście miliardów złotych rocznie na refundację leków, z czego, jak czytamy w komunikacie Centrali NFZ, ok. 30 proc. na te wydawane bezpłatnie (nie licząc regularnej refundacji), głównie dla seniorów. Niemniej jednak gdyby zrezygnować z darmowej listy senioralnej, koszty oczywiście nie byłyby zerowe. Leki te nadal byłyby zapewne w dużym stopniu refundowane, więc nadal płatnik ponosiłby określone koszty. Oczywiście darmowe leki dla seniorów, dzieci czy kobiet w ciąży to nie tylko społecznie ważna sprawa, lecz także wsparcie bezpieczeństwa lekowego państwa.

Co w razie wojny lub kryzysu

„Bezpieczeństwo lekowe” to termin odmieniany przez wszystkie przypadki przez branżę farmaceutyczną, a trochę nierozumiany przez zwyczajnego pacjenta i mu niewytłumaczony. Branża farmaceutyczna czasem nie potrafi mówić w prosty sposób do pacjenta, a tu sprawa dotyczy właśnie każdego z nas. O to bezpieczeństwo lekowe muszą zadbać zarówno politycy, jak i przemysł farmaceutyczny, którego decyzje biznesowe powinny być jak najbardziej wyważone i podejmowane ze zrozumieniem sytuacji dotyczącej bezpieczeństwa lekowego.

Jeśli mówimy o pojęciu local contentu w kwestii przemysłu farmaceutycznego, sprawa ma bardzo poważny wymiar. W razie kryzysu, wojny, zamknięcia granic czy specyficznej polityki państw azjatyckich brak podstawowych leków może doprowadzić do wielu tragedii i pogorszenia zdrowia obywateli. Wystarczy, że wyobrazimy sobie, że dziecko ma zapalenie płuc, a nie ma dostępnego dla niego antybiotyku. Medycyna staje się wówczas bezradna. Tak samo bezradni będą lekarze, jeśli dojdzie u naszych najbliższych do zwykłego zapalenia wyrostka robaczkowego, a w szpitalu nie będzie leków, które mogą znieczulić pacjenta na czas zabiegu chirurgicznego. Przecież nikt na żywca nie rozetnie człowiekowi brzucha.

Udział przychodów netto sektora farmaceutycznego w przychodach przemysłu (proc.; dane za 2023 r.)
Udział przychodów netto sektora farmaceutycznego w przychodach przemysłu (proc.; dane za 2023 r.)

Oprócz sytuacji nagłych są te codzienne u osób z chorobami przewlekłymi. Łatwo przewidzieć sytuację np. pacjenta z cukrzycą typu 1, który nie będzie miał insuliny, czy chorego z astmą ciężką, dla którego zabraknie leków wziewnych i glikokortykosteroidów systemowych.

Niektórzy myślą, że to tylko wymysły przemysłu farmaceutycznego i straszenie z jego strony. Niestety nie. W ostatnich latach przekonaliśmy się o tym już wielokrotnie.

Dobrze mieć produkcję u siebie

Pierwszy, niedawny duży kryzys, który pokazał już nie tylko decydentom, lecz także polskiemu pacjentowi, jak ważny jest dostęp do leków, wybuchł w 2019 r. Okazało się, że metformina – substancja czynna leków przyjmowanych przez chorych na cukrzycę – produkowana w Azji została zanieczyszczona substancją rakotwórczą N-nitrozodimetyloaminą (NDMA). Oczywiście to spowodowało problemy z dostępem do leku. Potem w 2020 r. wybuchła pandemia koronawirusa. Przestoje w pracy fabryk, zamknięte granice czy polityka nieeksportowania leków przez niektóre państwa, żeby zabezpieczyć własny rynek, pokazała zwykłemu polskiemu pacjentowi, że może mieć problem, żeby kupić w aptece coś tak podstawowego jak lek przeciwgorączkowy dla dziecka.

Dlatego tak ważne jest, żeby – na ile to możliwe – mieć w swoim kraju produkcję najbardziej potrzebnych leków i substancji czynnych, które są ich głównym składnikiem. Jak zachęcić branżę farmaceutyczną, żeby produkowała w Polsce? Na ten temat przetoczyły się dziesiątki publicznych dyskusji. Oczywiście trzeba wspierać tych, którzy są na naszym rynku, u nas mają fabryki, płacą podatki dla naszego budżetu. Nie zawsze są to z gruntu firmy polskie. Wielu to globalni gracze rynku farmaceutycznego, którzy w Polsce mają swoje oddziały i fabryki.

Oczywiście pojawia się pytanie, czy powinniśmy dotować taki przemysł. Krajowa branża farmaceutyczna nie wyciąga ręki po gotówkę. Jednak mówi, że będzie produkować, dbać o bezpieczeństwo lekowe i rozwijać się, ale w stabilnym i przewidywalnym środowisku prawnym. Apeluje też o to, żeby to właśnie polska produkcja miała priorytet przy wybieraniu leków w przetargach czy przy decyzjach refundacyjnych. Tu pierwszym kryterium nie może być cena, jeśli chcemy dbać o jakość i właśnie o bezpieczeństwo lekowe.

Polski pacjent zapewne chciałby, żeby leczono go preparatami bezpiecznymi, dobrej jakości.

Konkurencja nie śpi

To, czy producenci farmaceutyczni zostaną w Polsce, czy przeniosą się do innych krajów, okaże się niebawem. Cała Europa rozmawia o bezpieczeństwie lekowym. Rządy wielu krajów zaczęły wprost wspierać tych, którzy produkują na ich terenie. Przykładem może być Austria czy Francja. Jeśli firmy farmaceutyczne będą miała preferencyjne warunki w innych krajach europejskich, a ich głos nie zostanie wysłuchany w Polsce, możemy być niemal pewni, że przeniosą swoją produkcję. W końcu to firmy i działają na zasadach biznesowych. To czas, gdy warto się zastanowić, jak możemy być dla nich atrakcyjniejsi.

Zresztą nie chodzi tylko o bezpieczeństwo lekowe. Ten przemysł to także zatrudnienie czy rozwój nauki.

Oto kilka przykładów:

– Polska Polpharma zatrudnia ponad 4 tys. osób, ma 3 ośrodki badawcze i 5 zakładów produkcyjnych.

– Polski oddział firmy Servier zatrudnia ponad 600 osób, ma u nas fabrykę, a z jego leków korzysta 2 mln Polaków.

– Polski Sandoz zatrudnia ok. 1700 pracowników, ma 2 fabryki.

– Adamed zatrudnia 3 tys. pracowników, produkuje leki dla 19 obszarów terapeutycznych.

To ogromny potencjał.

Anna Kaczmarek

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.