Czy Kopacz przymierza się do likwidacji szpitali?
Spotkania organizowane przez minister Ewę Kopacz z dyrektorami wszystkich szpitali w Polsce to przymiarka do likwidacji szpitali - twierdzą menedżerowie służby zdrowia.
Minister zdrowia zaprosi na rozmowy wszystkich dyrektorów szpitali w Polsce. Akcję zaczęła wczoraj od najmniejszego województwa - opolskiego. Oprócz dyrektorów na rozmowy przyszli przedstawiciele władz samorządowych i wojewódzkich, które są właścicielami szpitali, oraz dyrekcja opolskiego oddziału NFZ.
Jak wyglądały spotkania z minister? Najpierw zaprezentowano dane dotyczące poszczególnych szpitali: ile wykorzystały łóżek, jakich oddziałów najbardziej potrzebują mieszkańcy, czy wyjeżdżają na leczenie do innych województw i które placówki mają długi. Potem Ewa Kopacz zachęciła dyrektorów, by mówili o problemach. Ale konstruktywnie: nie narzekali, tylko pokazywali, jak poradzili sobie z konkretną sprawą.
- Ministerstwo ma wszystkie dane statystyczne i doskonale orientuje się w zadłużeniu szpitali. Po co zatem organizuje te spotkania? - pyta retorycznie Jan Czeczot ze Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej. I od razu odpowiada: - NFZ przestał płacić za pacjentów przyjmowanych ponad limit, więc szpitale, aby się nie zadłużać, przestają ich przyjmować. Zaczynają pustoszeć. A placówki, w których są puste łóżka, trzeba zlikwidować. Ich pieniędzmi obdzielić zaś pozostałe szpitale, co poprawi ich kondycję finansową.
- To znamienne, że spotkania z dyrektorami odbywają się w październiku, czyli w przeddzień podpisywania kontraktów na rok przyszły - dodaje Czeczot.
Jego zdaniem taki scenariusz jest oczywisty w sytuacji, gdy pani minister nie wspomina o podwyższeniu składki zdrowotnej. A szef NFZ nie chce płacić szpitalom za leczenie większej liczby pacjentów.
Co na to minister Kopacz? - Dzięki przeglądowi uda się zracjonalizować wykorzystanie miejsc na oddziałach i wydatki na lecznictwo szpitalne - przekonuje.
Nie wszyscy dyrektorzy szpitali obawiają się przeglądów. Renata Ruman-Dzido ze szpitala wojewódzkiego w Opolu tłumaczy, że województwo ma już wprawę w szukaniu oszczędności. - Z 40 szpitali, które były jeszcze w latach 90., zostały 32. A i te mogłyby funkcjonować lepiej - przekonuje Ruman-Dzido.
Sama na spotkaniu zgłosiła kilka pomysłów. Pierwszy: szpitale, które mają pełne wyposażenie i gotowe są udzielać pomocy przez całą dobę, powinny otrzymywać więcej pieniędzy za te same usługi. - Kiedyś tak było, ale wycofano się z tego - przekonuje dyrektor.
Druga propozycja: pacjenci ubezpieczeni w NFZ z prawem do bezpłatnego leczenia powinni mieć możliwość zapłacenia za operację i nie czekać w kolejce. Operacja mogłaby się odbyć w weekend, gdy szpital i jego lekarze gwarantujący wysoką jakość usługi mają więcej czasu, bo nie wykonują planowych zabiegów. - Teraz chorzy nie mogą płacić publicznym szpitalom, a to prowokuje szarą strefę - tłumaczy Ruman-Dzido. Zgadza się też z tym, że NFZ musi zapłacić szpitalom za pacjentów przyjętych ponad limit, inaczej grozi im, że wpadną w pętlę dłużenia.
Kolejny przegląd Ministerstwo Zdrowia zorganizuje za dwa tygodnie.
Iwona Dudzik
iwona.dudzik@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu