Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Zarobki niektórych lekarzy są wysokie, bo wciąż brakuje odpowiednich specjalistów

20 stycznia 2009

Po przeczytaniu artykułu dr. n. med. Jacka Paszkiewicza Gdzie są pieniądze Narodowego Funduszu Zdrowia (GP nr 5/ 2009) przypomniałem sobie skecz z kabaretu Dudek w wykonaniu Wiesława Michnikowskiego, Wiesława Gołasa i - wygłaszającego finałową kwestię Jana Kobuszewskiego. Chodzi oczywiście o słowa: chamstwu należy przeciwstawiać się siłom i godnościom osobistom. W pierwszym odruchu miałem zamiar zareagować zgodnie z powszechnie znanym zaleceniem Pana Majstra, ale po chwili zastanowienia zmieniłem zdanie. Przypomniało mi się stare powiedzenie, że człowiek, który nie ma argumentów merytorycznych, obraża w dyskusji swojego adwersarza. I to najczęściej w sytuacji, kiedy przeciwnik ma rację i nie można znaleźć rzeczowych argumentów, bo ich po prostu nie ma. Czynią tak najczęściej ludzie niekompetentni i aroganccy.

Bezzasadne oskarżenie

Oskarżanie samorządu lekarskiego o to, że nie przeciwdziała korupcji i potrafi jedynie niesłusznie krytykować, przypomina mi zaś stary dowcip z czasów Rosji sowieckiej: Rosjanin, nie potrafiąc odpowiedzieć, dlaczego w ZSRR nie przestrzega się podstawowych praw obywatelskich, odpowiadał cudzoziemcowi: ...ale w Ameryce to Murzynów biją.

Stwierdzenie prezesa Jacka Paszkiewicza, że na łamach czasopism medycznych kłamię i uprawiam sabotaż - pozbawione jakichkolwiek przykładów na potwierdzenie tych zarzutów - jest nieprawdziwe. Jest charakterystyczne dla działań prezesa instytucji-monopolisty, który jest nie tylko arogancki, ale przyzwyczaił się, że jako monopolista zawsze ma rację. Nie liczy się ze zdaniem dyrektorów szpitali i konsultantów krajowych. Definicja słowa sabotaż jest jednoznaczna i jeśli ważny urzędnik państwowy jest w posiadaniu takiej wiedzy, to natychmiast powinien poinformować o tym prokuraturę.

Kontrakty 2009

Zdaniem większości ekspertów, jednorodne grupy pacjentów (JGP) zostały wprowadzone przez NFZ za szybko, bez właściwego pilotażu, i co najważniejsze - bez realnej wyceny świadczeń medycznych. To wybitny przykład działań destrukcyjnych. Więcej na ten temat pisałem na łamach Pulsu, miesięcznika Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, a także wielokrotnie mówili o tym dyrektorzy szpitali.

Również to, w jaki sposób NFZ kontraktował świadczenia medyczne na 2009 rok, wywołało niepokoje w środowiskach medycznych, zapowiedź protestów i złożenie przez związki zawodowe wniosków do prokuratury, NIK i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jest to więc ze strony prezesa NFZ albo brak mądrości politycznej, albo celowe działanie przeciwko ministrowi zdrowia. Jak wiadomo, tylko dzięki osobistemu zaangażowaniu się Ewy Kopacz w proces negocjacji i zaufaniu do niej dyrektorów szpitali doszło do podpisania kontraktów na 2009 rok.

Zarobki lekarzy

Prezes Jacek Paszkiewicz wiele słów poświęcił złemu zarządzaniu publicznymi placówkami oraz wysokim zarobkom pracowników, w tym głównie lekarzy, którzy - jego zdaniem - zarabiają więcej niż minister zdrowia. Świadczy to, albo o chęci celowego wprowadzenia Czytelników w błąd, albo o niewiedzy. Po wejściu Polski do UE mamy rynek usług medycznych, a wielu poszukiwanych specjalistów wyjechało za granicę. Tym, co zostali, a jest ich za mało w stosunku do potrzeb, trzeba dobrze zapłacić za pracę. Przykładem mogą być anestezjolodzy. Nawet laik wie, że szpital nie może bez nich funkcjonować. Dlatego ich zarobki - na kontraktach, panie Prezesie, a nie na etacie, bo to duża różnica - dochodzą do 120 zł za godzinę pracy. Ponadto nie tylko w Polsce lekarze - wybitni specjaliści zarabiają więcej nie tylko od ministra zdrowia w swoim kraju, lecz także od prezydenta USA i nikogo to nie dziwi. Nie zmienia to faktu, że większość polskich lekarzy, wykonując jeden z najtrudniejszych zawodów, w trudnych polskich realiach zarabia około średniej krajowej pensji na jednym etacie. Przytaczane przez prezesa tzw. twarde dane z Ministerstwa Zdrowia zawierają całkowite zarobki lekarzy brutto, wraz z wynagrodzeniem za dodatkową pracę - w tym za dyżury. Czytelnik być może nie wie, że prezes NFZ też zarabia więcej niż minister zdrowia, i to akurat uważam za nieporozumienie.

Refundacja kosztów

Prezes NFZ powinien być zainteresowany tym, by rzetelnie liczyć koszty leczenia pacjenta, a następnie uczciwie je refundować. Jacka Paszkiewicza, jako prezesa Funduszu, nie interesuje realna i uczciwa wycena kosztów świadczeń medycznych, a to właśnie postawiłem sobie jako jedno z głównych zadań w trakcie wykonywania obowiązków wiceministra zdrowia. Niestety, po moim odejściu prace te nie były kontynuowane. To prezes NFZ był jednym z tych, którzy przekonali kierownictwo resortu do zaprzestania prac Agencji Oceny Technologii Medycznych nad wyceną świadczeń medycznych, stworzeniem polskiego katalogu tych świadczeń i koszyka świadczeń gwarantowanych, twierdząc, że te problemy rozwiąże wprowadzenie JGP.

Zarządzenia prezesa

Tymczasem prezes Funduszu wydaje kolejne zarządzenia, które w niczym nie usprawniają funkcjonowania ochrony zdrowia i procesu leczenia chorych w Polsce, natomiast powodują pogorszenie dostępu pacjenta do świadczeń medycznych. Zdaniem wielu ekspertów, są one często niezgodne z prawem, np. z ustawą o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Przykładem jest zarządzenie, które określa, że na oddziałach ginekologiczno-położniczych musi przez 24 godz. pełnić dyżur lekarz specjalista (według dawnej nomenklatury specjalista II stopnia), aby NFZ zapłacił za wykonane procedury. W tej sytuacji, w wielu powiatowych szpitalach, gdzie do tej pory dyżurowali lekarze z I stopniem specjalizacji i najczęściej z bardzo dużym doświadczeniem zawodowym, zabraknie lekarzy do pełnienia dyżurów. Prezes przekracza też swoje uprawnienia ustawowe (np. wydawane są zarządzenia obowiązujące z mocą wstecz).

Czemu i komu ma to służyć? Na pewno nie wpływa na poprawę sytuacji chorego, placówek ochrony zdrowia i ich pracowników. Przytoczone argumenty, jak również inne, przedstawiane np. we wspomnianej przez prezesa Funduszu prasie lekarskiej, są najlepszym uzasadnieniem apeli: Naczelnej Rady Lekarskiej w sprawie polityki NFZ i Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie o odwołanie prezesa NFZ dr. n. med. Jacka Paszkiewicza.

Osobisty atak

Pan prezes Jacek Paszkiewicz, starając się obrazić mnie określeniem jednominutowy wiceminister, nie po raz pierwszy mija się z prawdą. Funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia pełniłem od grudnia 2007 do maja 2008 r. Moja rezygnacja była spowodowana głównie stanem zdrowia, choć miała także inne przyczyny. Jedną z nich było nieakceptowanie polityki NFZ kreowanej przez jej prezesa. Jest także tajemnicą poliszynela w środowisku medycznym, że nominację Jacka Paszkiewicza na to stanowisko od początku uważałem za błąd. Opinię moją potwierdzają kolejne zdarzenia.

df70968a-9dc4-4444-bcf9-75161503f64e-38884437.jpg

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.