Szpitale będą pozywać NFZ
Placówkom, które były zbyt wielkoduszne dla pacjentów i przyjmowały ich, nie przejmując się limitami Narodowego Funduszu Zdrowia, teraz brakuje pieniędzy.
W największej w woj. świętokrzyskim lecznicy - szpitalu wojewódzkim w Kielcach - leczenie pacjentów ponad limit NFZ kosztowało już od początku roku ponad 10 mln zł. Największe przekroczenia są na ortopedii - o 39 proc. Mimo to na planowy zabieg wszczepienia endoprotezy biodra zapisy są na czerwiec 2012 r.
Na tamtejszym oddziale kardiochirurgii wczoraj wykonano ostatnią przewidzianą w umowie z Ministerstwem Zdrowia operację wszczepienia zastawek. Tymczasem operacji wymagają następni pacjenci.
Szpital rozważał wysłanie pracowników na bezpłatne urlopy, ale ostatecznie zdecydował inaczej. - Nie może być tak, że z pacjentami ponad limit niech się dzieje, co chce, mogą umrzeć. Szpital jest od tego, by ich ratować, a nie od tego, by się zastanawiać, kto zapłaci - mówi wicedyrektor szpitala Andrzej Domański. Zapowiada, że o pieniądze (na koniec roku będzie to 14 - 15 mln zł) szpital będzie się sądzić.
Nie wszystkie szpitale przekraczają jednak limity. - Jeśli na jakimś oddziale pojawia się mniej pacjentów, wtedy na innym można zwiększyć liczbę przyjęć. Ale taka zamiana nie może przekraczać 20 proc. budżetu - usłyszeliśmy w szpitalu im. Falkiewicza we Wrocławiu, który tym sposobem uniknął zadłużenia.
Szpitali pilnuje także NFZ, który miesięcznie wypłaca każdej placówce maksymalnie jedną dwunastą stawki rocznej, co mobilizuje do nieprzekraczania limitów. Jeśli szpital nie trzyma się kontraktu i co miesiąc ma nadwyżki, na koniec roku brakuje mu od kilku do kilkunastu milionów. W takiej sytuacji znajdzie się w Polsce kilkadziesiąt zakładów.
Iwona Dudzik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu