Za granicę pojadą leczyć się najbardziej zdesperowani i bogaci
Przyjęcie unijnej dyrektywy "Pacjenci bez granic" to dobra wiadomość szczególnie dla tych pacjentów, którzy dziś na zabiegi - nawet te ratujące życie - czekają w długich kolejkach.
Na efekt wczorajszego spotkania unijnych ministrów zdrowia z niecierpliwością oczekiwali m.in pacjenci onkologiczni. Prezes ich stowarzyszenia Jacek Gugulski wysłał nawet do minister zdrowia Ewy Kopacz pismo, w którym apelował o poparcie nowych zasad.
Dyrektywa umożliwia bowiem każdmu obywatelowi Unii leczyć się w dowolnym kraju UE i w dowolnej klinice.: prywatnej i publicznej. Polskim pacjentom NFZ zwróci koszty do wysokości ich refundacji w Polsce. Za resztę pacjent zapłaci sam.
Ale wiele kobiet z rakiem piersi, które czekają na operację wycięcia guza nawet pół roku na pewno skorzystałoby - nawet z dopłatą - z możliwości leczenia za granicą - twierdzi Elżbieta Kozik, sef Stowarzyszenia Amazonek. - Już teraz robią sobie te operacje prywatnie.
Dziś leczenie za granicą NFZ refunduje tylko tym osobom, którym zabieg w innym kraju może uratować życie.
Jednak w rzeczywistości już dziś Polacy wyjeżdżają za granicę, żeby się leczyć. Tyle że z ominięciem prawa. Najbardziej spektakularnym przykładem jest niemiecki Schwedt. Tylko w tym maleńkim miasteczku od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej urodziło się już kilkaset polskich dzieci.
Polki, chcąc uniknąć za wszelką cenę porodów w Polsce, których obawiają się ze względu na niski standard usług, dokonywały karkołomnych wyczynów, by zmusić polski NFZ do zrefundowania im komfortowego porodu w Niemczech. Kobiety z przygranicznych miejscowości wyjeżdżały do Schwedt w momencie rozpoczęcia akcji porodowej. Szpital musiał je przyjąć. A NFZ był zmuszony za to zapłacić. Sprawa miała tak dużą skalę, że skończyła się w prokuraturze.
Polacy wyjeżdżają też chętnie do Czech i Słowacji na prywatne konsultacje do specjalistów, a nawet lekarzy rodzinnych. Wizyty tam są tańsze niż w polskich gabinetach, a do tego nie ma kolejek.
Jeżeli zaczęłyby funkcjonować nowe przepisy, NFZ musiałby im zrefundować sto procent kosztów. - Dyrektywa to dobre rozwiązanie dla pacjentów, daje im wolny wybór - mówi Adam Kozierkiewicz, ekspert od ochrony zdrowia.
Jednak zarówno on, jak i inni eksperci, z którymi rozmawialiśmy - Rafał Janiszewski, Marek Balicki i Jerzy Gryglewicz - twierdzą, że nowe przepisy nie spowodują masowej fali wyjazdów. - Polacy nie będą tłumnie wyjeżdżać się leczyć. Nie tylko musieliby dopłacać do takiego leczenia, ale liczyć się z kosztami zakwaterowania za granicą - wylicza Marek Balicki, były minister zdrowia.
Co, jeśli polscy pacjenci okażą się wyjątkowo zdeterminowani w egzekwowaniu nowego prawa do leczenia za granicą? Zdaniem Kozierkiewicza Ministerstwo Zdrowia i NFZ mogą rozważać kilka scenariuszy. W grę wchodzi podniesienie składki zdrowotnej lub wprowadzenie dla pacjentów współpłacenia. Jest też - zdaniem Jerzego Gryglewicza - inne wyjście. Zamiast szukać dodatkowych pieniędzy, oszczędniej będzie można gospodarować tymi, które są. Czyli jeszcze bardziej obniżyć wycenę poszczególnych zabiegów, za które fundusz płaci placówkom zdrowotnym.
Jednak polska minister zdrowia nie chce się zgodzić, by dyrektywa została ostatecznie przyjęta przez europarlament w obecnym kształcie.
Przed pół roku z grupą państw zablokowała ją w obawie przed turystyką zdrowotną. Twierdziła, że broni pacjentów "mniej mobilnych i uboższych".
Chodziło nawet nie tyle o możliwość wyjazdu i leczenia za granicą, ale chęć leczenia się w polskich prywatnych klinikach. - Każdy, kto będzie miał ochotę pójść do prywatnego gabinetu, nawet co drugi dzień, będzie nakładał obowiązek na płatnika zwrotu kosztów leczenia - twierdziła wczoraj w Brukseli. Tłumaczyła, że gdyby za tego typu wizyty NFZ zaczął płacić, jego budżet w wysokości 57 mld zł zostałaby mocno uszczuplony. W efekcie - zdaniem Ewy Kopacz - straciliby najbiedniejsi pacjenci. Czyli ci, których nie stać na prywatne leczenie i czekanie na zwrot kosztów.
Jednak wczoraj polska minister nie miała innego wyjścia. Musiała się zgodzić na dyrektywę. Opuścili ją przedstawiciele tych krajów, które jeszcze pół roku temu wspierały ją w walce z dyrektywą.
@RY1@i02/2010/110/i02.2010.110.000.004a.001.jpg@RY2@
Fot. vario images Forum
Badania zrobimy tam, gdzie szybciej, np. w Niemczech
Klara Klinger, Anna Monkos
dgp@infor.pl
Współpraca Marta Kucharska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu