Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Kolejki na operacje ratujące życie sprzeczne z prawem

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Kilkumiesięczne oczekiwanie na operację raka piersi jest sprzeczne z prawem. W takiej sytuacji NFZ musi zapłacić za leczenie za granicą.

W lutym tego roku 39-letnia Elżbieta dowiedziała się, że ma raka piersi. Na pierwszą wizytę u onkologa w warszawskim Centrum Onkologii czekała półtora miesiąca, na kolejną - miesiąc. Termin operacji, która może uratować jej życie, wyznaczono dopiero na maj.

W świetle prawa taka sytuacja nie może mieć miejsca. W 2005 r. Ministerstwo Zdrowia wydało rozporządzenie w sprawie list oczekujących, które zostało opatrzone dodatkowo wytycznymi opracowanymi przez krajowych konsultantów z różnych dziedzin. Przypadek Elżbiety uregulowany jest wytycznymi konsultanta chirurgii, w którym nowotwory potencjalnie złośliwe wymagające leczenia operacyjnego to przypadek pilny. Sugerowany czas oczekiwania na zabieg nie może przekraczać dwóch tygodni.

Dlatego - jak twierdzi ekspert od ochrony zdrowia Adam Kozierkiewicz - Elżbieta, zamiast szukać pomocy w kraju, mogłaby od razu wyjechać do któregokolwiek kraju Unii, gdzie operację wykonano by jej bez zwłoki. - NFZ będzie musiał za to zwrócić pieniądze. Prawo unijne stoi po stronie pacjenta - podkreśla Kozierkiewicz.

Polski system zawodzi. Wbrew przepisom, które gwarantują szybki dostęp do świadczeń ratujących życie, pacjenci czekają w długich, kilkumiesięcznych kolejkach. Ekspert od ochrony zdrowia Rafał Janiszewski twierdzi, że winny jest NFZ. - Fundusz powinien monitorować przypadki, w których świadczeniodawca ma zbyt długą listę oczekujących przypadków pilnych, i interweniować - mówi Janiszewski.

Przed czterema laty resort zdrowia zamówił nawet u ekspertów raport dotyczący kolejek. Podkreślano w nim, że w Polsce brak monitoringu kolejek, a sam NFZ nie robi nic, by stać na straży rozporządzenia ministra zdrowia i ułatwiać chorym leczenie. - Był postulat stworzenia w NFZ call center, gdzie każdy pacjent mógłby uzyskać informacje, w którym miejscu w kraju najkrócej będzie musiał czekać na potrzebne świadczenie. Często bywa tak, że te kolejki są skrajnie różne w dwóch sąsiadujących ze sobą ośrodkach - podkreśla Kozierkiewicz.

Do dziś nikt nie zrealizował tych postulatów. Centrala NFZ nie chce komentować sprawy. Rzecznik prasowy MZ Piotr Olechno zapewnia, że rozwiązanie problemu będzie jednym z elementów "nowego otwarcia", czyli pakietu ustaw, które w tym roku ma przedstawić minister Ewa Kopacz. - Pracujemy nad systemem monitoringu kolejek, który pozwoli wyeliminować tego rodzaju patologie jak opisana historia - zapewnia Olechno.

Za leczenie za granicą pacjent zwykle płaci z własnej kieszeni. Ale nie zawsze. Jednak Narodowy Fundusz Zdrowia może opłacić nasze leczenie jedynie w dwóch przypadkach.

np. w Austrii, Niemczech czy Stanach Zjednoczonych, pod warunkiem że stan zdrowia pacjenta ulega pogorszeniu, a wyznaczony termin operacji jest tak odległy, że może to zagrozić jego zdrowiu lub życiu. Jednocześnie żadna inna placówka w Polsce nie jest w stanie szybciej wykonać niezbędnego zabiegu czy operacji.

wykonanego za granicą także wtedy, gdy pacjent wymaga leczenia np. za pomocą metody, której żaden z polskich szpitali nie stosuje. To samo dotyczy sytuacji, gdy pacjentowi musi być udzielone świadczenie, którego nie wykonuje się w kraju.

Aby Fundusz opłacił leczenie, pacjent (lub jego ustawowy opiekun) musi złożyć do NFZ odpowiedni wniosek. Ten jest wypełniany zarówno przez samego zainteresowanego, jak i przez specjalistę. Część wniosku musi być przetłumaczona przez tłumacza przysięgłego na język angielski. Za pośrednictwem właściwego oddziału NFZ wniosek trafia do prezesa Funduszu. Wydanie zgody jest jednoznaczne z refundacją jego kosztów przez NFZ.

Anna Monkos

anna.monkos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.