Nie ma kto leczyć pedofilów
Choć przepisy przewidujące tzw. chemiczną kastrację wejdą wkrótce w życie, wciąż nie wiadomo, gdzie powstaną ośrodki leczenia pedofilów.
W tym tygodniu mija termin zgłaszania do Ministerstwa Zdrowia placówek zainteresowanych prowadzeniem takiej terapii. Ale zainteresowanie jest znikome. Gotowość wyraziło jedynie kilka poradni seksuologicznych, a czasu zostało niewiele. Nowe przepisy przewidujące zapowiadaną przez premiera w 2008 r. tzw. chemiczną kastrację wchodzą w życie. - Obawiam się, że resort kupi te usługi najtaniej w oddziałach psychiatrycznych, a te nie zapewnią profesjonalnego leczenia - mówi nam prof. Zbigniew Lew-Starowicz, krajowy konsultant ds. seksuologii.
W tym samym tonie wypowiadają się władze placówek wymieniane jako potencjalne miejsca, w których taki ośrodek mógłby powstać. Jak tłumaczy Jacek Kacelak, dyrektor szpitala w Lubiążu, żeby zorganizować taki ośrodek, trzeba zamontować monitoring, kraty w oknach, a przede wszystkim zatrudnić seksuologa i osoby do nadzoru. Tymczasem nie wiadomo, czy resort będzie refundował wszystkie te wydatki i czy stawka z NFZ wystarczy na pokrycie kosztów leczenia. Nie wiadomo też, ilu pedofilów sądy będą kierowały na tego typu leczenie. - Z punktu widzenia biznesowego nie mogę podjąć ryzyka - tłumaczy dyr. Kacelak.
Podobne słowa usłyszeliśmy w placówkach w innych województwach. Co jeśli polski system nie będzie gotowy na gwarantowane ustawą leczenie pedofilów? Teoretycznie taki chory może odwoływać się do sądu, a po wyczerpaniu tej drogi do Strasburga.
Iwona Dudzik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu