Pacjent w środę, lekarz w piątek
Konflikt w Instytucie Matki i Dziecka uniemożliwia prawidłowe leczenie
Pracownia patofizjologii mowy w Instytucie Matki i Dziecka, zamiast pomagać pacjentom, stała się polem konfliktu kierowniczki pracowni prof. Marii Hortis-Dzierzbickiej z władzami instytutu. Profesor głośno mówi o nieetycznym zachowaniu lekarzy IMiD.
- Wyłudzają świadczenia od NFZ, fałszują dokumenty, przesuwają operacje dzieci, aby zoperować je prywatnie za parę tysięcy złotych - wymienia.
Wskazuje m.in., że terminy operacji przesuwane są w instytucie trzy, cztery razy, a szybciej zabieg można wykonać prywatnie, np. w klinice założonej przez byłą kierownik kliniki chirurgii w IMiD. Dodaje, że lekarze notorycznie nie byli obecni w pracy, a podpisywali fałszywe listy obecności.
- Stanowisko prezentowane przez panią profesor według nas zawiera całkowicie bezpodstawne zarzuty - odpowiada Dorota Kleszczewska, rzecznik IMiD, i dodaje, że zdaniem władz instytutu zarzuty to wynik konfliktów personalnych.
Problem wokół nich rozrósł się do niebezpiecznych rozmiarów. Szczególnie dla rodziców i ich dzieci, które urodziły się z zajęczą wargą bądź inną wadą uniemożliwiającą mówienie.
Co roku dotyczy to około tysiąca dzieci, które powinny zostać zoperowane w ciągu pierwszego roku życia. Później czeka je praca nad nauką wysławiania się. Dlatego ważna jest zgrana pomoc specjalistów: chirurga, foniatry i logopedy.
- Takiej jednak obecnie nie ma w instytucie - uważa prof. Hortis-Dzierzbicka.
W sprawę włączyły się już prokuratura, NIK, NFZ, resort zdrowia i posłanka Julia Pitera. To do niej przed kilku laty trafiło - w innej sprawie - małżeństwo z dziewczynką z zajęczą wargą. Dziecko nie zostało planowo zoperowane, bo wszyscy lekarze, którzy mogliby zrobić zabieg, byli w tym czasie na konferencji w Brazylii.
Problem z absencją w szpitalu sygnalizował wcześniej konsultant krajowy w dziedzinie ortodoncji, który w 2010 r. informował, że źle jest prowadzona dokumentacja, co uniemożliwia obliczenie kosztów leczenia. W piśmie do MZ wskazywał też, że uzyskał w IMiD od higienistki informację, że "lekarz bywa w piątki, a pacjenci z wadą rozszczepową są przyjmowani w środy".
- Zawiadomiłam Ministerstwo Zdrowia parę lat temu, ale informacja o wynikach kontroli NIK z 2012 r. pokazuje, że departament odpowiedzialny za nadzór nad instytutem jest zbyt tolerancyjny - wskazuje Julia Pitera.
NIK negatywnie oceniła działanie instytutów nadzorowanych przez MZ
Ewa Maria Radlińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu